Reklama

Reklama

Patryk Jaki: Rafał Trzaskowski nie gwarantuje, że Warszawa będzie wolna od terroryzmu

"Byłem na Zachodzie i nie chciałbym, żeby w Polsce było tak jak w wielu miastach, że co chwilę coś wybucha. Nie chciałbym, żeby tak było w Warszawie" - powiedział Patryk Jaki w Porannej rozmowie w RMF FM, broniąc najnowszego spotu PiS.

Robert Mazurek, RMF FM: Wprowadźmy się w dobry nastrój. Może coś miłego powie pan o swoim głównym konkurencie. Co pan lubi u pana Rafała Trzaskowskiego?

Reklama

Patryk Jaki: - Fantastycznie taśmą klei różne rzeczy, ja tak nie potrafię.

Ale jest pan złośliwy. A miało być miło.

- No i generalnie jest rzeczywiście ładny, tu nie ma żadnych wątpliwości. Ale czy stoją za tym jakieś kompetencje? To już pokazał, jak był ministrem cyfryzacji. Wszystko czym się zajmował, to zawalił.

Na dwa dni przed wyborami nie ma mowy, żeby powiedzieć coś miłego. Panie ministrze, czy Zbigniew Ziobro chce panu zaszkodzić, panu i PiS-owi, wrzucając na dwa dni przed ciszą wyborczą temat niezgodności traktatu unijnego z polską konstytucją?

- Nie, absolutnie nie. Nie ma żadnej w ogóle mowy o "polexicie". Wszyscy jesteśmy zwolennikami Unii Europejskiej. Ja sam brałem udział w referendum akcesyjnym, namawiałem do wejścia do Unii Europejskiej. U nas nie ma dyskusji, czy być w Unii Europejskiej, tylko w jakiej Unii Europejskiej.

Dlaczego na dwa dni przed wyborami akurat?

- Ten wniosek chyba jest dłuższy, ale ten wniosek w ogóle nie dotyczy wyjścia Polski z Unii Europejskiej. To jest taka interpretacja złośliwa.

Ale rozpoczyna dyskusję o tym, czy traktat akcesyjny jest zgodny z konstytucją.

- Nie, nie rozpoczyna. To dotyczy tylko tego, czy organizacja sądownictwa należy do państwa polskiego czy należy do instytucji europejskich. Dlatego że podobny spór, ale w doktrynie prawnej, miał miejsce w Niemczech, i niemiecki odpowiednik Trybunału Konstytucyjnego rozstrzygnął, że jednak jest to kompetencja krajowa.

Panie ministrze, rozumiem, ze to nie jest żadna akcja Solidarnej Polski - partii, do której już pan nie należy - wymierzona w to, żeby jednak podkopać trochę ten wynik PiS-u.

- No tak, sam sobie chcę zaszkodzić... Mam swoje wady, ale żeby aż tak, to chyba nie.

Co by się stało, gdyby pan przypadkiem nie wygrał? Gdyby wygrał jakiś inny kandydat, np. Krystyna Krzekotowska, czy pan Paweł Tanajno zostałby prezydentem stolicy, to czy wtedy Warszawa dostanie również te pieniądze, o których mówił minister Kwieciński?

- Ja będę pomagał Warszawie oczywiście, natomiast jest wiele projektów, których Rafał Trzaskowski po prostu nie chce, np. budowa mostów dla samochodów czy autobusów. Rafał Trzaskowski będzie dalej prowadził politykę walki z kierowcami, szaloną politykę w naszym mieście: zwężania ulic, stawiania wszędzie słupków, likwidowania miejsc parkingowych. On mówi, że dla niego najważniejsza jest walka z PiS-em, a można wstrzymać budowę dróg - ja tak nie uważam.

Pan nie będzie walczył z PiS-em, to rozumiemy na pewno.

- Z Platformą też nie, jeżeli zostanę prezydentem.

Proszę mi odpowiedzieć, bardzo proste to jest pytanie. Czy Warszawa dostanie te pieniądze, czy te pieniądze będą na tacy, te które obiecuje minister Kwieciński, pan?

- No tak, tylko ze minister Kwieciński obiecuje mi środki na mosty, a Rafał Trzaskowski nie chce mostów.

Pytanie jest inne. Pieniądze są na tacy, Rafał Trzaskowski może ich ewentualnie nie wziąć.

- Oczywiście będę pomagał Warszawie, Warszawa jest dla mnie najważniejsza. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby stolicy pomóc, tak samo jak robię to teraz, m.in. prowadząc komisję weryfikacyjną, zwracając wielkie pieniądze miastu. Nie jestem dzisiaj prezydentem, a pomagam Warszawie. I tak samo będzie po zwycięstwie... Czy po porażce, przepraszam.

Czy po zwycięstwie, czy po porażce będzie pan pracował na rzecz Warszawy. To jest pańskie zobowiązanie?

- To jest moje twarde zobowiązanie. Natomiast nie ukrywam tego, że teraz mamy jedyną taką szansę, żeby pogonić ten skorumpowany układ. Jak startowałem w wyborach, to wszyscy mówili: Jaki nie ma żadnych szans. Dziś jesteśmy już bardzo blisko. 

Też mówią, że nie ma szans.

- Teraz albo nigdy. Mamy szansę pierwszą od wielu lat pogonić ten skorumpowany układ, który rządzi Warszawą - dewelopersko-reprywatyzacyjny. Najwyższy czas!

To jeszcze ostatnie pytanie z tego cyklu. Skąd pan będzie kandydował do Sejmu, jeśli przypadkiem nie zostanie pan prezydentem Warszawy?

- Kandydaci bezpartyjni mam nadzieję, że też mogą korzystać z list komitetów wyborczych.

To wiem. Pytanie tylko, z jakiego okręgu: z Warszawy czy Opola?

- Nie wiem jeszcze, jaka będzie moja przyszłość partyjna, wyborcza.

To jest tak samo, jak z Rafałem Trzaskowskim. Kandydował z Krakowa, teraz jest w Warszawie. Pan kandydował z Opola, teraz jest w Warszawie. A gdzie was los rzuci, tego nie wiecie.

- I całe szczęście w Opolu udało się wypełnić wszystkie obietnice. Rafał Trzaskowski nie wypełnił w Krakowie żadnej.

Oj tak, tak.

- To jest kwestia wiarygodności. Natomiast rzeczywiście nie wiem, co się stanie, jeżeli przegram wybory. O tym nie myślę, bo jestem przekonany, że Warszawa będzie wreszcie uczciwa i wygramy te wybory.

Po co panu był ten pusty gest na dwa tygodnie przed wyborami - oddania swojej legitymacji, a w zasadzie po deklaracji o zrzeczeniu się członkostwa z Solidarnej Polski?

- Dlatego, że po latach, nawet nie partyjnych, ale skrajnie upartyjnionych rządów w Warszawie, które doprowadziły do tego, że w wyniku afery reprywatyzacyjnej z budżetu miasta wyprowadzono prawie 21 miliardów złotych - tyle Warszawa straciła na reprywatyzacji, ja uznałem, że politycy również powinni wyciągać wnioski z tego, co robią. I ta skrajnie upartyjniona prezydentura, proszę sobie wyobrazić: 21 miliardów to jest prawie tyle, co Warszawa zainwestowała we wszystko w przeciągu ostatnich 12 lat. Warszawa jest przez to 10 lat do tyłu w inwestycjach i chciałbym, żeby politycy potrafili wyciągać z tego wnioski. 

Ale jaki ma z tym związek oddanie w świetle kamer, złożenie deklaracji, że ja już nie jestem partyjny? No przecież to jest dziecinada i czysty PR.

- Nie zgadzam się z panem redaktorem.

A gdyby to nie było PR-owskie, toby tego pan nie robił w świetle kamer w czasie debaty.

- Dobrze by było, żebym o tym poinformował, żeby ludzie się nie dowiedzieli z kartek wyborczych o tym, dlatego jednak publicznie dobrze, żebym o tym poinformował. Natomiast to jest tak, że skrajnie upartyjniona prezydentura doprowadziła do tego, że rodzina prezydenta z Platformy reprywatyzowała, rodzina wiceprezydenta z Platformy reprywatyzowała w Warszawie. Ja uznałem, że przychodzi taki moment, że można pokazać, że politycy potrafią wyciągać z tego wnioski - o to chodzi.

Ale to akurat, że pan nie będzie reprywatyzował w Warszawie, to my wiemy. Z różnych powodów, choćby dlatego, że pan pochodzi z Opola. Ale jest pytanie inne tak naprawdę. Jeżeli pan jest kandydatem komitetu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości, jeżeli kampanię robi i opłaca Prawo i Sprawiedliwość, to w zasadzie te gesty oddawania legitymacji są sztuczne, puste.

- Nie są sztuczne, dlatego że w wielu samorządach w Polsce bezpartyjna prezydentura akurat się sprawdziła. Tym różni się samorząd od polityki w Sejmie czy w Senacie, gdzie rzeczywiście jest dużo miejsca na prowadzenie dyskusji czysto politycznych. W samorządzie takiego miejsca nie ma.

Niech się pan nie gniewa za to porównanie, ale Jerzy Urban też był bezpartyjny i też nie należał do PZPR i co z tego?

- Tak, ale tu jest pewna różnica, to znaczy tych różnic jest bardzo wiele. Mam nadzieję, że wszyscy je widzimy. Ja naprawdę jestem przekonany, że samorząd może być inny, niż Sejm, niż parlament, że Trzaskowski chce Warszawy ideologicznej, a ja chcę Warszawy pragmatycznej, która skoncentruje się na mostach, na budowie metra, żłobków, przedszkoli, nie będę się polityką partyjną zajmował.

Czy jak żona pana pyta: "o której będziesz w domu", to pan też mówi: a Trzaskowski...?

- Oczywiście, że tak nie mówię, ale najważniejsze jest to, żeby mieszkańcy...

Żeby Trzaskowski już przestał.

- Ja uważam, że im on więcej robi, tym mam większe szanse. Ja wprost przeciwnie. Ja bym chciał, żeby on nawet tutaj przyszedł, żeby kleił te drzwi, proszę bardzo. Dla mnie największy problem jest wtedy, kiedy Trzaskowskiego nie ma.

Jest dużo pieniędzy do wygrania, wie pan o tym?

- W totolotka?

Nie, nie w totolotka. Bukmacherzy nie dają panu specjalnych szans i obstawiają dość wyraźne zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego. Za złotówkę postawioną na pana można dostać 2,50, a w drugiej nawet 2,80 - to są dane z wczoraj, nie wiem, jak to dzisiaj będzie wyglądało. Ile pan zainwestował u bukmacherów?

- Nie inwestowałem u bukmacherów, ale powiem panu, że jako osoba, która trochę się zna na sporcie powiem, że to jest i tak całkiem niezły kurs.

Ale Trzaskowski idzie na pewniaka u bukmacherów.

- Dobrze, ale jestem przekonany, że Komorowski miał dużo lepsze wyniki. Nawet były takie tytułu w gazetach: "rozstrzygnijmy to w pierwszej turze" albo coś takiego.

Pan dzisiaj w południe rozpoczyna wielką akcję pt. 36 godzin bez przerwy. To jak z reklamy tych bateryjek, taki piłkarzyk, który nie przestaje. To na czym pan jedzie, przepraszam?

- Trochę na kawie, której jestem pasjonatem, trochę na zwykłej wodzie mineralnej, ale najważniejsze jest to, że chcę pokazać...

I na entuzjazmie warszawiaków. To my wiemy na pewno.

- Nie, chciałem pokazać coś innego, że na 100-lecie niepodległości stolica może być uczciwa. Musimy wszyscy iść do wyborów, jeżeli chcemy pogonić ten skorumpowany układ. Jedyna taka szansa. Teraz albo nigdy.

"Warszawa wolna od terroryzmu"

W internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Robert Mazurek zapytał Patryka Jakiego o nowy spot wyborczy Prawa i Sprawiedliwości, pokazujący katastroficzną wizję Polski w 2020 roku pod rządami Platformy Obywatelskiej, w której kraj zalewa fala imigrantów - i terroru.

"Byłem na Zachodzie i nie chciałbym, żeby w Polsce było tak jak w wielu miastach, że co chwilę coś wybucha. Nie chciałbym, żeby tak było w Warszawie" - odpowiedział Patryk Jaki.

"Jak wybierzecie Trzaskowskiego, to takiej gwarancji nie macie" - stwierdził.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy