Tydzień w kampanii. Rozpoczęła się ostra walka

We wtorek 14 sierpnia premier Mateusz Morawiecki ogłosił termin wyborów samorządowych, a co za tym idzie kampania wyborcza wreszcie oficjalnie wystartowała. Przed nami bardzo intensywny czas. Interia będzie uważnie przyglądać się poczynaniom kandydatów, zapamiętywać obietnice, śledzić najważniejsze starcia i wyłapywać najciekawsze wydarzenia. Od dziś do wyborów, w każdą niedzielę, przedstawimy podsumowania najważniejszych wydarzeń tygodnia w kampanii. Zapraszamy na "Tydzień w kampanii"!

Na starcie ogólnopolskie działania

Politycy PiS i PO zaczęli od działań w skali krajowej. Zaczęli od mocnego uderzenia, choć obie partie przekonują, że kampania na dobre wystartuje dopiero na początku września.

Reklama

Wtedy to działania PiS ma otworzyć sam Jarosław Kaczyński, który ma już wrócić do sprawności po problemach z kolanem.

Z kolei Koalicja Obywatelska PO i Nowoczesnej zaplanowała dużą konwencję na 8 września.

Ale już we wtorek, tuż po ogłoszeniu terminu wyborów, Platforma próbowała przejąć inicjatywę i narzucić tempo.

Politycy PO na czele z Grzegorzem Schetyną wystąpili na konferencji prasowej, podczas której jasno zdefiniowali stawkę wyborów.

"Proces, droga, do tego, żebyśmy potwierdzili naszą obecność w Unii Europejskiej, żebyśmy dali Polsce gwarancję bezpieczeństwa, rozwoju, wykorzystania cywilizacyjnej szansy" - mówił Schetyna w kontekście wyborów samorządowych.

"Po raz pierwszy od 2015 r., kiedy PiS przejął władzę w Polsce, będziemy mogli rozliczyć niekompetentne rządy PiS, które zsyłają nas na margines UE" - zapowiedział z kolei Rafał Trzaskowski.

"PiS wziął miliony..."

Koalicja Obywatelska wywiesiła też około dwa tysiące billboardów w całym kraju, na których widać twarz Jarosława Kaczyńskiego z pamiętnego przemówienia w Sejmie w zeszłym roku, gdy nazwał opozycję "zdradzieckimi mordami". Obok wizerunku prezesa PiS pojawiają się hasła typu "PiS wziął miliony, a wszystko drożeje", czy "PiS wziął miliony, a tanich mieszkań nie ma".

Utrzymane w stylu nagłówków z tabloidów plakaty rzucają się w oczy.

To pierwszy tak ostry, agresywny, negatywny przekaz w oficjalnej kampanii.

"Totalna awantura to nie program"

Na odpowiedź PiS nie trzeba było długo czekać. Partia przygotowała równie ostry spot zatytułowany "Totalna awantura to nie program", w którym zarzuca Platformie brak merytorycznych działań.

W filmie przewijają się fragmenty wystąpienia posła Adama Szłapki z Nowoczesnej: "Przyjmijmy z góry, że nie zrealizujemy swoich programów... Nie zreformujemy gospodarki...", w czasie którego proponował wspólny start opozycji w szerokiej formule w wyborach parlamentarnych i chwilowe zawieszenie rywalizacji między partiami w celu odsunięcia PiS od władzy.

Wideo naszpikowane też jest migawkami z antyrządowych protestów, przepychanek z policją przed Sejmem czy blokowania drogi wyjścia z parlamentu Kornelowi Morawieckiemu.

Szef kampanii PiS zarzucił opozycji, że "nie ma programu ani wizji, jest tylko agresja". "My takiej kampanii nie chcemy" - przekonywał Tomasz Poręba.

W ten sposób PiS chce się pokazać, jako jedyna partia, która ma przemyślany program.

Walka o wieś

PiS wysokie tempo utrzymuje też w niedzielę.

W Sandomierzu w niedzielę odbyła się konwencja z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego, poświęcona m.in. rolnictwu. Miejsce wybrano nieprzypadkowo. Świętokrzyskie od lat jest bastionem PSL, którego PiS chętnie pozbyłoby się z polskich wsi.

Walka o wsie będzie jedną z najbrutalniejszych w tej kampanii, bo sytuacja partii rządzącej dzisiaj jest tam o wiele bardziej skomplikowana niż po wyborach parlamentarnych. Coraz głośniej słychać niezadowolenie rolników.

PSL przez cały weekend punktuje działania PiS w obszarze rolnictwa.

Tajemniczy człowiek Jakiego

W poszczególnych miastach, oprócz Warszawy, kampania na razie rozkręca się powoli.

W tym tygodniu stołeczne potyczki zdominował niejasny status Dariusza Mateckiego, człowieka pojawiającego się w otoczeniu Patryka Jakiego.

Matecki przedstawia się jako vloger i działacz związany z Solidarną Polską. Jak cień porusza się za kandydatem Zjednoczonej Prawicy i relacjonuje jego poczynania w mediach społecznościowych.

Dziennikarze od kilku dni próbowali dowiedzieć się, czy działając na rzecz Jakiego Matecki był jednocześnie zatrudniony w Ministerstwie Sprawiedliwości. W odpowiedzi na dociekliwe pytania dostawali "bana" na Twitterze.

Resort tłumaczył, że w chwili prowadzenia działań na rzecz Jakiego, Matecki był na urlopie, a Jaki nigdy nie był jego przełożonym.

Temat podkręcili też politycy opozycji, co spowodowało, że sprawa Mateckiego przykryła akcję objazdową Jakiego po warszawskich osiedlach.

Niezdecydowany Biedroń

Tymczasem mieszkańców Słupska wodzi za nos Robert Biedroń. We wtorek gruchnęła wiadomość, że nie zamierza ubiegać się o kolejną kadencję i skupi się na budowie własnego projektu politycznego.

Potem Biedroń stwierdził, że to plotka, ale nie powiedział ani tak ani nie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje