Reklama

Reklama

Sprawca zamachu w Berlinie uciekał też przez Belgię

Amis Amri, który dokonał zamachu terrorystycznego na bożonarodzeniowy jarmark w Berlinie 19 grudnia, dwa dni później przyjechał do Brukseli - poinformowała belgijska prokuratura. Tunezyjczyka zarejestrowały kamery na tamtejszym Dworcu Północnym.

Według wcześniejszych informacji zamachowiec, uciekając przed niemiecka policją, miał przedostać się do Holandii. Z Amsterdamu koleją dojechać do francuskiego Lyonu, stamtąd do Chambery we francuskiej Sabaudii. Po przekroczeniu granicy francusko-włoskiej 23 grudnia zginął przed budynkiem dworca kolejowego w miejscowości Sesto San Giovanni pod Mediolanem podczas wymiany ognia z włoskimi policjantami.

Reklama

Według informacji, które przekazała belgijska prokuratura, Amis Amri przebywał w Brukseli przez dwie godziny wieczorem, 21 grudnia.

Śledczy odmówili jednak bardziej szczegółowych wyjaśnień, zasłaniając się dobrem śledztw prowadzonych w Belgii i Niemczech.

28 grudnia agencje podały, że terrorysta odbył koleją trasę Amsterdam Sloterdijk - Lyon-Part-Dieu.

Znaleziono broń, z której zabito Polaka

Niemiecka prokuratura federalna poinformowała w środę, że z pistoletu znalezionego przy zastrzelonym we Włoszech domniemanym sprawcy zamachu w Berlinie Anisie Amrim oddano także śmiertelny strzał do polskiego kierowcy ciężarówki.

Prokuratura potwierdziła w ten sposób wyniki ekspertyzy przedstawione wcześniej przez policję włoską.

Rzeczniczka prokuratury federalnej powiedziała, iż kierowca został zastrzelony w czasie, gdy ciężarówka znajdowała się na odległym o kilka kilometrów od miejsca zamachu parkingu przy bulwarze Friedrich-Krause-Ufer. Kierowca siedział wtedy na fotelu pasażera, czego dowiodło między innymi badanie śladów dymu prochowego.

Łuska pasuje do przejętej we Włoszech broni

Jak zaznaczyła rzeczniczka, znaleziona w ciężarówce łuska pasuje do przejętej we Włoszech broni, a w chwili zabójstwa w kabinie pojazdu nie było osób trzecich.

19 grudnia kierowana najprawdopodobniej przez Amriego ciężarówka wjechała na jarmark bożonarodzeniowy koło Kościoła Pamięci w centrum Berlina, przebywając aż do zatrzymania się dystans około 80 metrów. Łącznie w zamachu zginęło 12 ludzi, w tym polski kierowca ciężarówki Łukasz Urban. 14 innych osób doznało bardzo ciężkich obrażeń.

Powołując się na śledczych niemieckie media podawały wcześniej różne informacje na temat zamachu - w tym taką, że Polak walczył w kabinie ciężarówki z terrorystą, próbując udaremnić wjechanie na jarmark.

W internecie podjęto zbieranie podpisów pod petycją do niemieckiego prezydenta Joachima Gaucka o przyznanie Polakowi Krzyża Zasługi Republiki Federalnej Niemiec. Autorka tej inicjatywy Constanze Stelzenmueller argumentowała, iż Łukasz Urban okazał bohaterstwo, walcząc z zamachowcem, co prawdopodobnie uratowało wielu ludzi i ograniczyło liczbę ofiar.

W środę Stelzenmueller ogłosiła, że zbieranie podpisów, których jest niemal 41 tys., zostało zawieszone, gdyż "od około 10 dni w mediach pojawiają się doniesienia kwestionujące faktograficzne podstawy petycji".

Przeprowadzono rewizje pomieszczenia

Prokuratura federalna podała również, że w jednym z ośrodków dla uchodźców w Berlinie przeprowadzono rewizje pomieszczenia, w którym przebywał 26-letni Tunezyjczyk. Policjanci przeszukali też mieszkanie, w którym przebywała osoba mieszkająca wcześniej z Amrim. Zdaniem prokuratury Amri próbował się z tą osobą skontaktować rano i popołudniu 19 grudnia. Nie wiadomo, czy do kontaktu rzeczywiście doszło.

Krótko po zamachu kamery bezpieczeństwa nagrały Amriego na dworcu ZOO oddalonym o kilka minut spaceru od jarmarku, gdzie doszło do tragedii. Zarejestrowane nagranie sugeruje, że mężczyzna wiedział, że jest nagrywany. W pewnym momencie Amri odwraca się w stronę kamery i pokazuje wzniesiony palec wskazujący, co uważane jest za gest zwolenników Państwa Islamskiego.

Poważne błędy służb

Niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung" pisze o poważnych błędach służb odpowiedzialnych za walkę z terroryzmem. Policja zajmowała się Amrim od ponad roku, wiedziała, że ma on kontakty z Państwem Islamskim i że chce zbudować bombę oraz zorganizować broń, a mimo to uważała zagrożenie zamachem za mało prawdopodobne - piszą dziennikarze śledczy Hans Leyendecker i Georg Mascolo. Władze uznały go już w lutym za osobę niebezpieczną. Ostrzegał przed nim także tunezyjski wywiad DST.

Amri porwał 19 grudnia ciężarówkę i po zastrzeleniu polskiego kierowcy wjechał nią w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina Zachodniego. Kilka dni później został zastrzelony podczas rutynowej kontroli przez policję we Włoszech, dokąd dostał się między innymi przez Holandię i Francję.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje