G7 nie wyklucza nowych sankcji na Rosję

Kraje G7 wezwały w środę Rosję do współpracy z nowym prezydentem Ukrainy, wycofania wojsk znad granicy i powstrzymania dostaw broni dla separatystów. Nie wykluczyły nowych sankcji gospodarczych wobec Rosji, jeśli nie zechce ona współpracować.

"Jeśli sytuacja będzie tego wymagała, to jesteśmy gotowi wzmocnić sankcje i nałożyć dodatkowe poważne restrykcje, aby zwiększyć koszty, jakie będzie musiała ponieść Rosja" - napisali przywódcy USA, Kanady, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Japonii w oświadczeniu, wydanym po roboczej kolacji w pierwszym dniu obrad G7 w Brukseli.

Reklama

Wezwali oni Rosję do "wyraźnego uznania wyników wyborów prezydenckich na Ukrainie, pełnego wycofania wojsk znad ukraińskiej granicy, powstrzymania napływu broni i bojowników przez granicę oraz wykorzystania swych wpływów na separatystów, aby nakłonić ich do złożenia broni i zaprzestania przemocy". 

Do podjęcia tych działań liderzy G7 będą zgodnie przekonywać prezydenta Rosji Władimira Putina. Pierwsza okazja ku temu nadarzy się już w tym tygodniu przy okazji obchodów 70. rocznicy lądowania aliantów w Normandii. Dwustronne spotkania z Putinem zaplanowali tam Merkel, prezydent Francji Francois Hollande i brytyjski premier David Cameron.

- Ważne jest, by teraz Rosja ze swej strony przyczyniła się do stabilizacji na Ukrainie - powiedziała niemiecka kanclerz Angela Merkel na konferencji prasowej. - Jeśli nie będzie postępu w tych sprawach, to możliwość nowych sankcji, także surowych sankcji trzeciej fazy (gospodarczych - PAP), pozostaje na stole. Nie możemy sobie bowiem pozwolić na dalszą destabilizację Ukrainy - dodała.

- W nadchodzących tygodniach ocenimy, czy jest postęp. Na szczycie (UE) pod koniec czerwca jeszcze raz wrócimy do tej sprawy i zdecydujemy, czy musimy podjąć działania. Ale mamy nadzieję na rozwiązanie w duchu współpracy - dodała. - Chodzi przede wszystkim o to, by problemy rozwiązać w sposób konstruktywny i wykorzystać możliwości kontaktu - dodała.

Zdaniem Merkel dotychczasowa polityka Zachodu w sprawie kryzysu na Ukrainie, oparta "na równowadze między wysiłkami dyplomatycznymi a groźbą sankcji", pozwoliła "coś osiągnąć dla Ukrainy, ale jeszcze nie dość dużo". - Chcemy iść dalej tą drogą - powiedziała niemiecka kanclerz.

Stany Zjednoczone i UE nałożyły już sankcje wizowe i finansowe na rosyjskich polityków, wojskowych, biznesmenów i firmy. Kolejnym krokiem na wypadek zaostrzania przez Moskwę kryzysu na Ukrainie mają być sankcje, które uderzą w różne sektory rosyjskiej gospodarki. UE zapewnia, że przygotowania do ewentualnych sankcji są w toku.

We wspólnej deklaracji G7 potwierdziła swoje wsparcie dla Ukrainy, ale wezwała też władze tego kraju, aby "z rozwagą" prowadziły operację wojskową, mającą na celu przywrócenie porządku we wschodnich regionach. Władze w Kijowie powinny też kontynuować dialog narodowy w celu rozwiązania kryzysu i wdrażać reformę konstytucyjną, aby wzmocnić demokrację i zapewnić poszanowanie praw wszystkich mieszkańców w każdym regionie Ukrainy.

W środę liderzy G7 potępili też brutalność reżimu syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada, który odpowiedzialny jest za śmierć 160 tysięcy ludzi. Uznali, że wybory prezydenckie w Syrii z 3 czerwca, które wygrać miał Asad, były "fikcją". - Dla Asada nie ma w Syrii przyszłości - oceniła G7.

Szczyt G7 potrwa do czwartku. Jego tematami będą też m.in. globalne problemy gospodarcze, handel międzynarodowy, bezpieczeństwo energetyczne oraz walka ze zmianami klimatu. Jest to pierwsze od 16 lat spotkanie członków G7 bez udziału Rosji. Szczyt miał się odbyć w rosyjskim kurorcie Soczi, ale po aneksji Krymu przez Rosję w marcu tego roku kraje G7 postanowiły spotkać się w Brukseli bez prezydenta Władimira Putina.

Dowiedz się więcej na temat: G7 (G8) | Ukraina

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy