Mieszkańcy Krymu nie mają gdzie głosować

Na anektowanym przez Rosję Krymie nie można głosować w ukraińskich wyborach prezydenckich. W przeciwieństwie do Moskwy, gdzie w ukraińskiej ambasadzie utworzono komisję wyborczą, na półwyspie nie ma ani jednego lokalu wyborczego. Ci, którzy chcieliby oddać swoje głosy muszą przekroczyć okupacyjną granicę i wjechać do terytorialnej części Ukrainy.

Zgodnie z ukraińskim prawem mieszkańcy anektowanego Krymu nadal uważani są za obywateli Ukrainy, dlatego mogą brać udział w wyborach. Część Krymian zgłasza taką chęć. - Sporo ludzi poszłoby głosować, wiem to od swoich przyjaciół i znajomych - opowiada jeden z mieszkańców Symferopola.

Najbliższy punkt, w którym można byłoby oddać swój głos znajduje się w okolicach Chersonia, po stronie kontrolowanej przez Ukrainę. Mieszkańcy Symferopola zapewniają, że nie mają kłopotów z przekraczaniem granicy, ale drobiazgowe kontrole zniechęcają ich. - Przeszukują, sprawdzają czuje się presję. Jeszcze tydzień temu było spokojniej, ale to co się teraz dzieje, odstrasza nas - tłumaczą Krymianie.

Nie wiadomo ilu mieszkańców anektowanego Krymu weźmie udział w wyborach. Niektórzy już kilka dni temu wjechali z półwyspu pod pretekstem odwiedzenia krewnych na Ukrainie.

Dowiedz się więcej na temat: wybory na Ukrainie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje