Siemoniak o znaczącej obecności sił NATO w Polsce

Konieczna jest szybka reakcja NATO na kryzys ukraiński - ocenia minister obrony Tomasz Siemoniak. - Przywódcy państw członkowskich "na poważnie" powinni podejść między innymi do kwestii zmian w planach obronnych. Mam nadzieję, że od szczytu NATO w Newport będziemy budowali znaczącą obecność sił NATO w Polsce - dodał.

Minister Siemoniak przypomniał, że od momentu wejścia Polski do sojuszu, czyli 15 lat temu, nie było tak poważnego kryzysu w Europie.

Reklama

Według ministra bieżący rok jest testem dla Sojuszu Północnoatlantyckiego, a jego finałem będzie szczyt na początku września w Newport w Walii. - Przekonamy się, w jaki sposób NATO wyciąga wnioski z obecnego kryzysu bezpieczeństwa w Europie - powiedział Siemoniak o wydarzeniach na Ukrainie. Jego zdaniem,  tegoroczny szczyt będzie najważniejszym od wejścia Polski do sojuszu.

- Najbliższe tygodnie będą bardzo istotne dla ostatecznego kształtu tego, co NATO przyjmie. Wszyscy oczekują, że NATO, które - i słusznie - jest przedstawiane jako najsilniejszy sojusz w dziejach świata, pokaże, że rzeczywiście jest najsilniejszym sojuszem - uważa minister obrony.

Zdaniem Siemoniaka,  w tym roku następuje koniec ładu, w którym "jednak pewna granica pozostała po zimnej wojnie, ponieważ na terytorium nowych państw członkowskich NATO nie pojawiły się jakiekolwiek instalacje czy znacząca obecność".

- Mam nadzieję, że w tej kwestii nastąpi przełom i że od szczytu w Newport będziemy budowali znaczącą obecność sił NATO w Polsce - rozmieszczonych żołnierzy, ćwiczących, na stałe, infrastruktury. Jesteśmy tutaj gotowi też ponosić ciężary finansowe, głównie dotyczy to nowych lotnisk, portów, koszar i infrastruktury do ćwiczeń, ale też magazynów sprzętu na wypadek konieczności przerzucenia wojsk do Polski - wyjaśnił minister.

Wśród elementów stanowiska Polski na szczyt w Newport wymienił też: "plany obrony, za którymi idą realne jednostki wojskowe", wzmocnienie Korpusu Północ-Wschód w Szczecinie oraz "wszystkie elementy, które są wzmocnieniem reagowania kryzysowego".

Polska oczekuje etapowej rozbudowy obecności NATO w regionie

Przypominając udział polskich żołnierzy w misjach w Afryce - w Czadzie, Mali i Republice Środkowoafrykańskiej, Siemoniak podkreślił, że Polska nie chce, by NATO koncentrowało się wyłącznie na Wschodzie. - Zwłaszcza krajom południa Europy, które się bardzo obawiają, że NATO całą swoją siłę przesunie na wschód, mówimy, że my tak samo troszczymy się o bezpieczeństwo południowej flanki, jak i wschodniej. Ale na dzisiaj widzimy znacznie więcej zagrożeń tutaj na wschodzie, i to takich klasycznych, militarnych. Południe to zagrożenia terroryzmem, niestabilnością, niekontrolowaną falą uchodźców - nie są to zagrożenia klasycznie militarne, więc dzisiaj NATO jest tutaj (na wschodzie) najbardziej potrzebne - zaznaczył Siemoniak.

Jak powiedział szef MON, Polska oczekuje etapowej rozbudowy obecności NATO w regionie w ciągu kilku, kilkunastu lat. "Uważamy, że trzeba otworzyć pewien proces - taki, w którym odbywają się na stałe ćwiczenia praktycznie bez większych przerw, w których mają w Polsce brać udział setki czy tysiące żołnierzy NATO. Naszym pomysłem jest oparcie o poligon w Drawsku Pomorskim takiego regionalnego centrum ćwiczeń, gdzie filarem byliby Amerykanie. Oni takie centra ćwiczeń mają w paru miejscach na świecie" - powiedział minister.

Ocenił, że trudnym tematem szczytu będzie zwiększenie budżetów obronnych poszczególnych państw do zalecanego przez sojusz poziomu 2 proc. PKB, który osiągają tylko cztery państwa (budżet polskiego MON to 1,95 proc. PKB). Jednak zdaniem Siemoniaka widać, że wiele państw jest gotowych zadeklarować większe wydatki.

Najbardziej newralgiczny jest przerzut sprzętu

Pytany o ewentualne bazy sił amerykańskich lub z innych krajów NATO w Polsce, Siemoniak zwrócił uwagę, że Amerykanie są bardzo ostrożni, jeśli chodzi o stałe stacjonowanie i budowę baz, które są niesłychanie kosztowne. Minister zaznaczył, że w sytuacji zagrożenia najbardziej newralgiczny jest przerzut sprzętu, co jest z reguły ogromną i kosztowną operacją logistyczną. Chodzi więc - wyjaśnił szef MON - o stworzenie magazynów sprzętu, który czekałby na przerzut żołnierzy. Takie składy są np. w Norwegii.

Pytany o dowództwo Korpusu Północ-Wschód w Szczecinie, szef MON wyjaśnił, że chodzi o to, żeby stopień gotowości tej jednostki był taki, jak innych korpusów NATO. - W praktyce będzie to oznaczało, że może być wykorzystywany w różnych operacjach NATO-wskich na równi z innymi tego typu strukturami - powiedział Siemoniak. Dodał, że Polska chce też, by korpus mógł dowodzić ćwiczeniami. Zdaniem Siemoniaka do dowództwa korpusu powinno wejść także "kilka dużych państw", prócz 13 krajów, które obecnie uczestniczą w jego pracach.

Minister przypomniał, że Polska konsekwentnie pokazywała zagrożenia związane z Rosją, zaś NATO widziało w tym kraju partnera, z którym trzeba było rozmawiać. Obecnie - zdaniem Siemoniaka - rosyjska agresja każe stawiać sobie pytania nawet państwom, które były przychylne partnerstwu z Moskwą.

Według szefa MON w NATO "są różnice, co i ile robić na przyszłość, ale nie ma różnicy co do diagnozy i nawet w państwach tradycyjnie przychylnych Rosji nie ma złudzeń co do tego, że Rosja zmieniła swoją politykę albo po prostu zaczęła ją realizować w sposób bardzo jawny".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje