Ukraińcy wybierają prezydenta

Na Ukrainie rozpoczęły się przedterminowe wybory prezydenckie. Zostały ogłoszone pod koniec lutego, po ucieczce z kraju poprzedniego szefa państwa Wiktora Janukowycza.

Ponad 35,5 mln uprawnionych będzie głosowało w ponad 33 tysiącach lokali wyborczych w 225 okręgach w kraju i w jednym okręgu zagranicznym.

Największe szanse na zwycięstwo ma biznesmen i polityk Petro Poroszenko, nazywany "królem czekolady". Niewykluczone, że przekroczy on nawet próg 50 proc. i nie będzie drugiej tury wyborów. Jeszcze rok temu, Petro Poroszenko nie chciał nawet kandydować na mera Kijowa, obawiając się porażki, jednak w czasie rewolucji jego popularność szalenie wzrosła. Często pojawiał się na scenie, nie prowadził też rozmów z Wiktorem Janukowyczem, jak trójka ówczesnych liderów opozycji. Wcześniej wielokrotnie jednak był członkiem najwyższych władz państwa, jako minister spraw zagranicznych i sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, a nawet w 2012 roku minister rozwoju gospodarczego i handlu w rządzie Mykoły Azarowa.

Reklama

Mimo to, Petro Poroszenko nie jest uważany za polityka czasów przedrewolucyjnych. Za taką uważana jest Julia Tymoszenko. W czasie kampanii, dziennikarze przypominali, między innymi, że w 2009 roku planowała powołanie szerokiej koalicji z Wiktorem Janukowyczem. Gdyby taka powstała, Ukraińcy mogliby zapomnieć na wiele lat, czym jest demokracja.

Dlatego na drugie miejsce ma szanse nie tylko Julia Tymoszenko, ale też były wicepremier i były członek kierownictwa Partii Regionów Serhij Tihipko albo były minister obrony Anatolij Hrycenko.

Przeciwko wyborom opowiadają się separatyści, którzy utworzyli na wschodzie kraju samozwańcze "republiki ludowe" w obwodzie donieckim i ługańskim. 

Lokale wyborcze zostaną zamknięte o godzinie 20.00, czyli 19.00 naszego czasu.

Dowiedz się więcej na temat: wybory prezydenckie na Ukrainie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy