Zamach w Charkowie. Niemiecki rząd potępia

Niemiecki rząd zdecydowanie potępił w poniedziałek zamach bombowy w Charkowie, do którego doszło w niedzielę podczas pokojowego marszu z okazji pierwszej rocznicy Rewolucji Godności na kijowskim Majdanie.

- Podczas pokojowej demonstracji w Charkowie doszło do zamachu, w którym zginęły dwie osoby. Niemiecki rząd ostro potępia ten zamach - powiedział w poniedziałek dziennikarzom w Berlinie rzecznik rządu Steffen Seibert. Jak dodał, sprawcy próbowali "zasiać niepokój i doprowadzić do podziałów w mieście, które dotąd było wolne od takich nastrojów".

Reklama

W poniedziałek służby prasowe charkowskiej rady miejskiej przekazały, że w szpitalu zmarł ranny w wyniku eksplozji 15-letni chłopiec, co oznacza, że liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do trzech.

Seibert ocenił jako niedostateczną realizację ustaleń uzgodnionych 12 lutego na szczycie w Mińsku. Wyjaśnił, że po spotkaniu przywódców Niemiec, Francji, Rosji i Ukrainy doszło zarówno do pozytywnych wydarzeń, jak i do zjawisk negatywnych.

Wśród pozytywnych wymienił porozumienie o wycofaniu ciężkiej broni i wymianę jeńców. Decydującym czynnikiem jest jednak - jak zastrzegł - wejście w życie "kompleksowego zawieszenia broni". Niemiecki rząd jest zaniepokojony tym, że nadal nie może być mowy o takim rozejmie - podkreślił Seibert.

Mówiąc w imieniu kanclerz Angeli Merkel, rzecznik zaapelował ponownie do Rosji o wypełnienie zobowiązań wynikających z porozumienia w Mińsku i "wywarcie presji na separatystów". Jak dodał, temat ten będzie we wtorek przedmiotem obrad ministrów spraw zagranicznych Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy w Paryżu.  

Odpowiadając na pytania dziennikarzy, Seibert powiedział, że rząd nie dysponuje własnymi informacjami o ewentualnych przygotowaniach separatystów do ataku na Mariupol. Nie wie również, czy obserwatorzy OBWE mają dostęp do tego regionu. 

W związku z niedzielnym zamachem w Charkowie zatrzymano cztery osoby, a Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) podała, że podejrzani o zamach przeszli szkolenie i otrzymali broń w Rosji. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje