Ekspert: Czarnemu scenariuszowi na Ukrainie można zapobiec

Czarny scenariusz na Ukrainie to wysadzenie w powietrze "putinowskiego gazociągu" do Europy - uważa Adrian Karatnycky z Rady Atlantyckiej. Jak mówi, radykalizacji da się jednak zapobiec, jeśli powstanie nowa parlamentarna większość. Sprawdzian już we wtorek.

Ekspert amerykańskiego ośrodka (Atlantic Council) ocenił, że ukraińska opozycja słusznie zrobiła, nie przyjmując sobotniej oferty prezydenta Wiktora Janukowycza, który zaproponował jednemu z liderów opozycji Arsenijowi Jaceniukowi tekę premiera, a innemu - Witalijowi Kliczce wicepremiera ds. nauki i kultury.

Reklama

- Ta oferta to dopiero początek negocjacji. Opozycja nie mogła zaakceptować, że prezydent wybiera, kto z nich będzie premierem bez żadnych konsultacji w samej opozycji. Ale przede wszystkim konieczne są gwarancje, że zostanie zmieniona konstytucja, by nowy rząd mógł funkcjonować już przy ograniczonych kompetencjach prezydenta. Bez tego Janukowycz mógłby w każdej chwili dokonywać zmian, wymieniać ministrów, generałów. Rząd byłby bezsilny - powiedział ekspert.

W dalszej kolejności, po ograniczeniu kompetencji szefa państwa, konieczne są - zdaniem Karatnycky'ego - przyspieszone wybory prezydenckie. W przeciwnym razie opozycji trudno będzie zapewnić stabilność w kraju i kontrolę nad protestującymi, domagającymi się odejścia Janukowycza.

- Jest ryzyko, że protestujący będą coraz bardziej radykalni. Najgorsza rzecz jaka się może stać, to jeśli będą ofiary po obu stronach, w tym w obozie wspierającym Janukowycza, np. wśród milicjantów. Jeśli krew zacznie się lać na większą skalę, może dojść nawet do wojny domowej - powiedział Karatnycky.

Szansa na większość

Zdaniem eksperta dalszej radykalizacji można wciąż zapobiec, jeśli w parlamencie wyłoni się nowa większość. Większość, która sprzeciwi się Janukowyczowi, wybierze europejską drogę, wyłoni nowego przewodniczącego spoza rządzącej dziś Partii Regionów i będzie w stanie przeprowadzić zmiany konstytucji - wylicza ekspert. Takie "nowe konstytucyjne ciało" mogłoby - zdaniem Karatnycky'ego - zyskać posłuch wśród milicji i wojska. - Muszą poczuć zmianę, by przestać słuchać rozkazów Janukowycza i jego ludzi i nie używać siły - uważa amerykański politolog.

- Pierwszym testem będzie wtorek - wskazuje. Tego dnia odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie parlamentu, które ma zająć się postulatami opozycji. W ocenie Karatnycky'ego powstanie nowej większości parlamentarnej jest "absolutnie wykonalne przed wyborami", gdyż coraz więcej deputowanych, którzy dotychczas głosowali za rządem oraz wpływowych oligarchów, jak najbogatszy Ukrainiec Rinat Achmetow, deklaruje, że czas na kompromis i powstrzymanie przemocy.

- We wtorek okaże się czy oligarchowie są gotowi. Jeśli tak, to wszystko dość szybko może się potoczyć. Mają wystarczającą liczbę głosów z opozycją, by odsunąć Janukowycza - powiedział Karatnycky.

Nawet jeśli nie we wtorek, to zdaniem eksperta prędzej czy później nowa przeciwna Janukowyczowi większość parlamentarna powstanie. - Tylko, niestety, do tego czasu będzie więcej ofiar, bo jeśli we wtorek nie będzie postępu, to ludzie nie będą na to biernie patrzeć. To bardzo wybuchowa sytuacja. Są grupy bardzo antyrosyjskie, skrajnie prawicowe, które mogą stać się coraz bardziej wpływowe - tłumaczy.

Najgorszy scenariusz

Ekspert nie wykluczył nawet, że w sytuacji dalszej radykalizacji może dojść do takich ekstremalnych wydarzeń jak wysadzenie w powietrze gazociągów, którymi rosyjski gaz płynie do UE.

- Te rurociągi, które idą do Europy przez Karpaty na zachodniej Ukrainie nie są zbyt dobrze chronione. Niektórzy uważają, że ten gaz to maszynka pieniędzy na wsparcie Janukowycza, więc mogą wysadzić w powietrze kilkaset metrów "putinowskiego gazociągu", a potem uniemożliwić jego naprawę - mówi Karatnycky. Zastrzegł, że jest to "najgorszy scenariusz", ale UE powinna go brać pod uwagę, jeśli konflikt będzie się przeciągał. To oznaczałoby ogromne szkody dla państw Europy Środkowej i Południowej.

Zdaniem amerykańskiego eksperta UE nie powinna czekać z ogłoszeniem sankcji wobec przedstawicieli ukraińskich władz. - Jeśli będzie wojna domowa, sankcje nic nie zmienią. Jeśli jest sens je wprowadzać, to teraz - powiedział.

Karatnycky ocenił, że sankcje w postaci zakazu wizowego i zamrożenia aktywów wobec przywódców oraz osób, które wspierają reżim i odpowiadają za przemoc, są ważne nie tylko z moralnego punktu widzenia, ale mogą też zachęcić ukraińskich deputowanych do szukania porozumienia.

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | zamieszki na Ukrainie | zamieszki w Kijowie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje