Reklama

Reklama

"Termin wyborów na Ukrainie to nie przypadek"

Wicedyrektor Centre for European Studies w Brukseli Roland Freudentstein uważa, że ostatnie wydarzenia na Ukrainie będą miały pozytywny wpływ na dyskusję o europejskiej perspektywie dla Kijowa. Wyznaczenie wyborów na 25 maja nie jest jego zdaniem przypadkiem.

- Dostrzegam zmianę atmosfery. Po wczorajszych wydarzeniach zarówno Kijów, jak i część krajów UE - przede wszystkim nowe kraje Unii - będą bardziej zdecydowanie domagać się utrzymania otwartych drzwi dla Ukrainy - powiedział Freudenstein w rozmowie telefonicznej z PAP. 

Reklama

- Nie chodzi o wyznaczenie konkretnego terminu czy też mapy drogowej, lecz o potwierdzenie zasady, że Ukraina ma prawo do członkostwa w UE - wyjaśnił niemiecki analityk. Zastrzegł, że obecnie jest jeszcze zbyt mało danych, by ocenić, czy Niemcy byłyby gotowe do zrewidowania swojego stanowiska, wykluczającego przyjęcie Ukrainy do wspólnoty.

Zdaniem Freudensteina wyznaczenie daty wyborów prezydenckich na Ukrainie na 25 maja było "sprytnym posunięciem". Spodziewany proeuropejski wynik tego głosowania będzie miał "antypopulistyczną wymowę", demonstrując społeczeństwom krajów UE, gdzie możliwy jest dobry wynik partii antyeuropejskich, że istnieją państwa, w których ludzie marzą o Europie, a nawet są gotowi oddać za nią życie. 25 maja mieszkańcy 28 krajów UE będą wybierać nowy Parlament Europejski.

Poparcie w wyborach przez Ukraińców idei europejskiej będzie równocześnie wywierało "moralną presję" na decydentów w UE i krajach członkowskich. - Głosując za Europą, Ukraińcy zmuszą UE do zrobienia dla niej czegoś więcej niż tylko głoszenie pięknych haseł - powiedział Freudenstein.

Analityk Centre for European Studies wysoko ocenił misję "trzech silnych osobowości" - ministrów spraw zagranicznych Polski, Niemiec i Francji: Radosława Sikorskiego, Franka-Waltera Steinmeiera i Laurenta Fabiusa. - Ta misja pokazała, że mediacja, wbrew krytycznej ocenie USA, jest mocną stroną Unii - powiedział Freudenstein. Jak zaznaczył, porozumienie osiągnięte dzięki "trojce" można uznać za "katalizator sobotnich wydarzeń".

Wyraził nadzieję, że do trojki dołączy Wielka Brytania, która na razie "odmeldowała się ze spraw europejskich". Jego zdaniem kryzys ukraiński wykazał po raz kolejny, że aparat, jakim dysponuje szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton, jest niewystarczający.

Zdaniem Freudensteina UE powinna prowadzić wobec Ukrainy długotrwałe działania obliczone na stabilizowanie demokracji i umacnianie społeczeństwa obywatelskiego. Ten proces będzie jednak jego zdaniem dłuższy i trudniejszy niż transformacja krajów Europy Środkowej w latach 80. Nie jest łatwo pozyskać społeczeństwo i polityków w UE do długofalowego zaangażowania w krajach, gdzie istnieje niebezpieczeństwo regresu, a nawet przewrotu - powiedział Freudenstein.

Z Berlina Jacek Lepiarz

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: Julia Tymoszenko | wybory prezydenckie na Ukrainie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje