Reklama

Reklama

20 lat lekcji religii w szkołach

Religia została wprowadzona do szkół we wrześniu 1990 r. na mocy instrukcji Ministra Edukacji Narodowej z 30 sierpnia. Premierem rządu w tamtym czasie był Tadeusz Mazowiecki.

Z postulatem o powrót nauczania religii do szkół wystąpili biskupi. Opowiedzieli się za tym jednomyślnie podczas sesji plenarnej Konferencji Episkopatu Polski na początku maja 1990 r. Ich stanowisko zostało ogłoszone w specjalnym komunikacie.

Reklama

Jak uzasadniali biskupi, zapis o nauczaniu religii w szkołach znalazł się w konstytucji z 1921 r. Był on także stosowany po II wojnie światowej. W 1950 r. Episkopat podpisał porozumienie z rządem w tej sprawie, jednak religia została usunięta ze szkół. Powróciła tam w 1956 r. po podpisaniu kolejnego porozumienia. Nauczanie religii ostatecznie usunięto ze szkół w 1961 roku.

"Powrót katechezy do szkół jest naprawą jednej z krzywd, która spotkała społeczeństwo w czasach systemu totalitarnego" - podkreślali biskupi w liście odczytywanym w kościołach w czerwcu 1990 r.

Ówczesny zastępca sekretarza KEP bp Alojzy Orszulik informował, że problem nauczania religii w szkołach był wielokrotnie omawiany przez biskupów, którzy przeprowadzili w tej sprawie sondaże, m.in. wśród rodziców.

Komisja wspólna rządu i Episkopatu podjęła rozmowy w tej sprawie. W lipcu 1990 r. powołano specjalną podkomisję, która miała ustalić szczegóły dotyczące nauczania religii w szkołach i przedszkolach.

Stanowisko Episkopatu krytykowało Ministerstwo Edukacji Narodowej. Ówczesna wiceminister edukacji Anna Radziwiłł argumentowała, że wprowadzanie religii do szkół mogłoby wywołać konflikty społeczne. Jak mówiła, chociaż uniwersalna etyka chrześcijańska powinna być obecna w nauczaniu, to jednak religia nie może stanowić przedmiotu szkolnego, gdyż jest czymś więcej.

Pastor Kościoła ewangelicko-reformowanego Bogdan Tranda pisał w czerwcu 1990 r. na łamach "Gazety Wyborczej", że jest przeciwnikiem nauczania religii w szkołach. "Ale nie przede wszystkim ze względu na interesy mojej, ewangelicko-reformowanej, grupy wyznaniowej. Jest rzeczą oczywistą, że nasze dzieci, całe nasze środowisko, zapłaci wysoką cenę za niefortunną decyzję. Problem jednak jest o wiele szerszy. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że wprowadzenie lekcji religii do programu szkolnego najwięcej szkody przyniesie dzieciom katolickim, a więc, o paradoksie, samemu Kościołowi" - podkreślał pastor.

2 lipca 1990 r. podkomisja, powołana przez komisję wspólną rządu i Episkopatu, uzgodniła założenia instrukcji, w której postanowiono, że od września religia zostanie wprowadzona do szkół jako przedmiot nadobowiązkowy. Mieli jej uczyć księża (nieodpłatnie) i osoby świeckie wskazane przez biskupów. Uczniowie, których rodzice nie wyrazili zgody na udział w nauczaniu religii, powinni mieć zapewnione lekcje etyki. Instrukcję wydało MEN. Kwestia religii w szkołach i przedszkolach miała następnie zostać uregulowana w ustawie.

"System komunistyczny, zwalczając religię, w swej walce osiągnął to, że w wielu umysłach sprowadził ją do kategorii prywatności. Tymczasem religia nie jest sprawą prywatną, a wiara wręcz domaga się wspólnoty" - mówił ówczesny prymas Polski kard. Józef Glemp w homilii wygłoszonej 15 sierpnia 1990 r. na Jasnej Górze.

"Natomiast przyjęcie wiary jest sprawą osobistą, bo wymaga indywidualnej akceptacji Boga w swoim życiu, a to nie to samo. Otóż propagowana prywatność religii wpoiła kompleks, że sprawy religii trzeba zamknąć w Kościele" - dodał prymas.

Ówczesna Rzecznik Praw Obywatelskich Ewa Łętowska złożyła 18 sierpnia 1990 r. wniosek do Trybunału Konstytucyjnego dotyczący zgodności instrukcji MEN w sprawie powrotu nauczania religii do szkół z ustawą o systemie oświaty i wychowania z 1961 r. stanowiącą, że nauczanie w szkołach państwowych ma charakter świecki. W styczniu 1991 r. TK oddalił tę skargę.

W kwietniu 1992 roku ówczesny minister edukacji Andrzej Stelmachowski wydał rozporządzenie w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach. W myśl rozporządzenia "miała ona odbywać się na zasadzie pełnej dobrowolności, a rodzice, którzy nie są związani z żadną religią, będą mogli posyłać dzieci na lekcję etyki".

"Rodzice, którzy nie życzą sobie, aby ich dziecko uczęszczało na lekcje religii bądź etyki, po złożeniu oświadczenia nie będą mieli obowiązku posyłania dzieci na żadną z tych form" - powiedział minister Stelmachowski po podpisaniu dokumentu. "Ta forma, wdrażana wspólnym wysiłkiem szkoły, rodziców i Kościoła bez żadnych elementów przymusu, powinna dać właściwe efekty" - przekonywał.

Na taką treść rozporządzenia zgodę wyrazili przedstawiciele dziesięciu Kościołów i związków wyznaniowych.

Kilkudziesięciu przedstawicieli świata nauki, kultury i sztuki oraz dziennikarzy wystosowało list protestacyjny przeciwko planom wprowadzenia do szkół obowiązkowego przedmiotu religia/etyka.

List otwarty skierowano do prezydenta RP, premiera i ministra edukacji narodowej.

Zdaniem autorów listu "inicjatywa MEN zmierza do uczynienia ze szkół państwowych szkoły o charakterze wyznaniowym i jest wyrazem tendencji niedemokratycznych". "Wybór: religia czy etyka będzie wyborem jedynie pozornym, zważywszy na realia panujące w Polsce" - napisano w liście.

Autorzy protestu zwracali uwagę m.in. na "brak wykwalifikowanej kadry nauczycieli etyki i trudności finansowe, z jakimi borykają się szkoły".

"Odejście od zasady dobrowolności w wypadku lekcji religii jest jednoznaczne z wprowadzeniem przymusowej katechizacji w polskich szkołach, stanowi naruszenie prawa człowieka do wolności sumienia i przekonań, łamie podstawowe zasady życia demokratycznego" - napisali wówczas autorzy protestu.

Ówczesny Rzecznik Praw Obywatelskich Tadeusz Zieliński uznał, że rozporządzenie łamie wiele przepisów, a zwłaszcza określoną w Konstytucji świeckość państwa. Jego skarga złożona do Trybunału Konstytucyjnego w kwietniu 1993 została w całości oddalona.

W 1993 roku między Rzeczpospolitą Polską a Stolicą Apostolską podpisano konkordat, który mówi m.in.: "Uznając prawo rodziców do religijnego wychowania dzieci oraz zasadę tolerancji, państwo gwarantuje, że szkoły publiczne podstawowe i ponadpodstawowe oraz przedszkola, prowadzone przez organy administracji państwowej i samorządowej, organizują zgodnie z wolą zainteresowanych naukę religii w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych".

Program nauczania religii katolickiej oraz podręczniki - jak podkreśla konkordat - opracowuje władza kościelna i podaje je do wiadomości kompetentnej władzy państwowej. Ponadto nauczyciele religii "muszą posiadać upoważnienie od biskupa diecezjalnego".

Nauka religii w szkołach została ostatecznie dopuszczona przez uchwaloną 2 kwietnia 1997 roku Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej, która mówi: "Religia Kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób".

Obecnie kwestia obecności religii w szkołach regulowana jest przez rozporządzenie ministra edukacji narodowej z kwietnia 1992 (wraz z późniejszymi zmianami) w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach. W przypadku osób niepełnoletnich decyzję o uczęszczaniu na religię podejmują ich rodzice, zaś po ukończeniu 18 lat decyzja należy do samych zainteresowanych.

Zgodnie z rozporządzeniem szkoła organizuje zajęcia z etyki, jeśli w ramach jednej klasy zgłosi się na nią nie mniej niż 7 uczniów. Jeśli wymóg ten nie zostanie spełniony, zajęcia powinny zostać zorganizowane w grupie międzyklasowej.

Zasady składania oświadczeń o uczęszczaniu na zajęcia z etyki nie są takie same jak w przypadku religii. O ile w przypadku religii tygodniowy wymiar zajęć jest sztywno ustalony na dwie godziny, to w przypadku etyki decyduje o nim dyrektor szkoły. Rozporządzenie pozwala na umieszczenie w pomieszczeniach szkolnych krzyża. Nie wspomina o symbolach innych religii.

Ocena (lub informacja o nieuczestniczeniu w zajęciach) z religii lub etyki umieszczana jest na świadectwie tuż pod oceną z zachowania. Wystawiana jest według takiej samej skali, jaka obowiązuje w przypadku innych przedmiotów. Ocena z religii i etyki nie ma wpływu na promocję ucznia do następnej klasy, jednak nieobecność na niej, w przypadku gdy uczeń lub jego rodzice deklarowali uczęszczanie, jest traktowana tak samo jak nieobecność na innych zajęciach, co może mieć wpływ na ocenę z zachowania.

Zgodnie ze znowelizowanym w 2007 r. przez ówczesnego ministra edukacji Romana Giertycha rozporządzeniem w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów, choć udział w zajęciach z religii lub etyki jest nieobowiązkowy, to stopień z tych przedmiotów jest wliczany do średniej ocen na świadectwie szkolnym.

Przepis ten zakwestionowali w listopadzie 2007 roku we wniosku do Trybunału Konstytucyjnego posłowie Lewicy i Demokratów. Według nich, rozporządzenie narusza trzy zasady: rozdziału Kościoła od państwa, równości wobec prawa oraz prawa rodziców do swobodnego wychowywania dziecka wedle własnego sumienia.

Wnioskodawcy argumentowali, że rozporządzenie o włączeniu oceny z religii do średniej ocen jest sprzeczne z konstytucją oraz ustawą o wolności sumienia i wyznania. Jednak Trybunał Konstytucyjny w grudniu 2009 roku uznał, że "wliczanie ocen z religii do średniej jest zgodne z konstytucją".

Zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji, uczniowie mają do wyboru zajęcia z etyki lub religii; udział w tych zajęciach nie jest jednak obowiązkowy, mogą nie chodzić na żadne z nich. Jeśli w szkole jest siedmiu uczniów, chcących uczęszczać na takie zajęcia, szkoła ma obowiązek je zorganizować. Jeśli w gminie jest trzech takich uczniów, to obowiązek organizacji zajęć w grupach międzyszkolnych ma gmina. Gmina ma obowiązek zorganizować lekcje nawet dla jednego ucznia.

Brak możliwości wyboru w polskich szkołach etyki dla tych uczniów, którzy nie chcą uczęszczać na religię, narusza prawo - uznał w czerwcu Trybunał w Strasburgu. W ocenie rządu sytuacja taka nie jest rezultatem obowiązującego w Polsce prawa, ale "praktyki" w placówkach oświatowych.

Trybunał badał sprawę rodziny Grzelaków przeciwko Polsce. Skargę do Trybunału złożyli w 2002 roku Urszula i Czesław Grzelakowie z Wielkopolski. Twierdzili, że ich syn Mateusz nie miał możliwości uczęszczania na lekcje etyki, a także, że był dyskryminowany przez szkołę i innych uczniów, gdyż nie chodził na religię. Nie miał też - jak pisali w skardze - opieki w czasie, kiedy inni uczniowie byli na lekcji religii. Zwracali też uwagę, że syn dwukrotnie zmieniał szkołę.

Z danych MEN wynika, że w roku szkolnym 2009/2010 w szkołach uczyło 31 tys. nauczycieli religii i 828 nauczycieli etyki. Liczba szkół, w których nauczana była religia, wynosiła 27 tys., a liczba uczniów, którzy uczą się w tych szkołach, wynosiła 4,9 mln. Liczba szkół, gdzie prowadzone były lekcje etyki, to 887, a liczba uczniów uczących się w tych szkołach to 250 tys. Liczba szkół, w których nie było ani lekcji etyki, ani lekcji religii, to 10 tys.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: W.E. | religie | edukacja | trybunał | powrót | nauczyciele | etyka | uczniowie | biskupi | szkoły | lekcje | rodzice | 20 lat | religia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje