Ks. Isakowicz-Zaleski: Ks. Jankowski nie był agentem

Ks. Henryk Jankowski nie był tajnym współpracownikiem SB - uważa ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Jak powiedział w Kontrwywiadzie RMF FM, prałat mógł nie mieć informacji, że SB uznawała go za kontakt operacyjny.

Konrad Piasecki: Czy ksiądz wierzy, że ktoś nazywany "duszpasterzem Solidarności", czyli ksiądz Henryk Jankowski, rzeczywiście był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa?

Reklama

Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Z dokumentów wynika, że nie był współpracownikiem tajnym, tylko był tzw. kontaktem operacyjnym, a są to dwie różne rzeczy. Mógł nie mieć w ogóle świadomości o tym, że ktoś go jako kontakt operacyjny traktuje.

Ale spotykał się z oficerem SB, wierząc, że to jest jakaś gra, jakiś sposób na uprawianie polityki?

To były czasy przełomu, kiedy dopiero tworzyła się "Solidarność". Kościół nie kochał KOR-u, więc widocznie próbowano prowadzić pewną grę, żeby odsunąć działaczy lewicowych od "Solidarności". Być może ksiądz Jankowski miał pewną świadomość, że wypełnia misję, natomiast na pewno nie był tajnym współpracownikiem i myślę, że tu się nie powinno go przedstawiać jako kogoś, kto donosił na kogoś.

A taką grę ze Służbą Bezpieczeństwa można było wygrać? Uważa ksiądz, że Henryk Jankowski tę grę wygrał?

Myślę, że przede wszystkim został wyrejestrowany, więc w pewnym momencie sam zrezygnował z tej gry. Rzecz jednak jest w tym, na co zresztą słusznie zwrócił uwagę pan profesor Jan Żaryn, że do tej pory sam Kościół nie wyjaśnił, dokąd sięgała ta granica ewentualnych rozmów z SB, a kiedy to już była współpraca. Brak takiego jasnego rozróżnienia, dokąd duchowny mógł się posunąć, a dokąd nie, utrudnia w ocenie pewnych rejestracji.

Kiedy ksiądz Jankowski mówi dziś tak: "Nie byłem "Delegatem". Po co miałbym kłamać po tak długim czasie?". Ksiądz uważa, że Henryk Jankowski mówi to, w co wierzy?

Przede wszystkim mógł w ogóle nie wiedzieć, że Służba Bezpieczeństwa określa go jako kontakt operacyjny "Delegat", bo o tym nie informowano. W przypadku tajnych współpracowników było inaczej, więc tutaj może mieć do dnia dzisiejszego przekonanie słuszne, że nie posunął się za daleko. Zresztą te dokumenty jasno tego nie wyjaśniają, natomiast bezsprzeczną rzeczą jest to, że ksiądz Jankowski był inwigilowany, represjonowany, i że był bardzo klarowną postacią, jeżeli chodzi o popieranie "Solidarności". To jedno drugiemu nie zaprzecza.

Czyli kiedy ksiądz Jankowski mówi: "Ja każdemu mogę spojrzeć w oczy", to ksiądz spojrzałby w te oczy z wiarą w szczerość słów prałata Jankowskiego?

Akurat znam księdza Jankowskiego i wiele razy na ten temat z nim rozmawiałem, i tu mu autentycznie wierzę. W jego działaniu nie było kłamstwa, nie było jakiegoś działania przeciwko drugiej osobie.

A co ksiądz Henryk Jankowski mówił księdzu w czasie tych rozmów, bo ksiądz mówi, że rozmawialiście wielokrotnie na ten temat?

Tak. Mówił dokładnie to samo co teraz. Tutaj mu jednak wierzę, że ten czas tworzenia się "Solidarności" - lata 80., pojawienie się później tzw. doradców z Warszawy, z których wielu ludzi miało też komunistyczną przeszłość, to budziło nieufność w Kościele. Być może ksiądz Jankowski liczył na to, że ta "Solidarność" będzie miała bardziej chrześcijański charakter. Służba Bezpieczeństwa próbowała te jego wątpliwości wykorzystać, ale w końcu doszło do tego, że ksiądz Jankowski jednak nie poszedł o ten jeden most za daleko. Ślizgał się na tej granicy, ale to - według mnie - było wtedy dozwolone.

A kto księdzu z tej książki wydaje się być taką najbardziej czarną postacią?

Całkiem na marginesie pojawiła się po raz kolejny niewyjaśniona sprawa zastępcy sekretarza Episkopatu, nieżyjącego już biskupa Jerzego Dąbrowskiego, który współpracował bardzo długo, był bardzo użyteczny. Służba Bezpieczeństwa pomagała mu w awansach kościelnych. To jest taki klasyczny przypadek. Był wielokrotnie w relacjach z Lechem Wałęsą, z Episkopatem, z Solidarnością podziemną. Nigdy nie wyjaśniono, jaka to była rola, a szkoda, bo pełna analiza tych akt pokazałaby jak Służba Bezpieczeństwa spenetrowała te relacje Kościół-"Solidarność".

Nie wyjaśniono, bo biskupi i Kościół mówią "Koniec lustracji, ta sprawa jest zamknięta".

Dochodzi do pewnego paradoksu, bo publikacja o księdzu Jerzym Popiełuszce o tej inwigilacji jego, jest zaledwie dwa tygodnie po tej decyzji Episkopatu i już widać po tych dwóch tygodniach, jak ta decyzja była nietrafiona.

Ale ksiądz uważa, że biskupi decydując o tym, robią to, bo rzeczywiście mają takie przekonania? Bo tak im jest lżej, łatwiej i przyjemniej? Czy jednak dlatego, że takie polecenie, czy taką sugestię wydał Watykan.

Przede wszystkim nie znamy żadnego z dwóch dokumentów, a więc wyniku Komisji Kościelnej. Chciałabym np. wiedzieć, czy w ogóle pojawia się sprawa wspomnianego biskupa Jerzego Dąbrowskiego. Czy w ogóle to było brane pod uwagę. Nie znamy też w całości listu, jaki przysłał Rzym do Episkopatu Polski. Ciągle znamy pewne fragmenty. Niestety ja mam postawę trochę niewiernego Tomasza, że jak nie zobaczę dokumentu i nie przeczytam od A do Z , to trudno mi na ten temat wyrokować. Szkoda dlatego, że zalewanie betonem akt na 50 lat - już trzech kolejnych hierarchów powiedziało, że to trzeba zamknąć - to jest błędna droga.

Kiedy ksiądz czyta dziś tę książkę o inwigilacji księdza Popiełuszki, odnajduje tam ksiądz swoje losy?

Po części tak. Ja podjąłem te badania, nie dlatego że chodziło mi o moje sprawy, tylko że jest naprawdę wielu księży, którzy przeszli przez taką samą drogę jak ksiądz Popiełuszko. On zginął, ale inni byli nękani, niszczeni również przez władze państwowe w różny sposób. Dzisiaj to są cisi bohaterowie Kościoła katolickiego.

Myśli ksiądz, że dzisiaj ksiądz Jerzy Popiełuszko czytając tę książkę, rzeczywiście chciałaby żeby ujawniano nazwiska ludzi, którzy na niego donosili? Czy powiedziałby "Zło, dobrem zwyciężaj" i "Nie rozmawiajmy o tym"?

Nie wiem. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Natomiast mogę powiedzieć, że wielu księży w ciągu ostatnich lat zmieniło zdanie. Są za tym, żeby to pokazać. Nie dlatego, żeby się na kimś mścić, tylko żeby to rozwiązać. Nie chodzi tu o szykanowanie, tylko rozwiązanie problemu. Problem nie został rozwiązany i będzie się odbijał czkawką jeszcze wiele lat,

Dziękuję za rozmowę.

Reklama

Reklama

Reklama