Reklama

Reklama

Ksiądz odkrył, że jego chrzest był nieważny. Ogromne konsekwencje

Jedno źle wypowiedziane zdanie poniosło za sobą poważne konsekwencje dla wielu ludzi. Ksiądz z Archidiecezji Detroit w USA zorientował się, że jego chrzest jest nieważny. W związku z tym nieważne są także jego święcenia kapłańskie i sakramenty, jakich udzielał jako duchowny.

Sprawę opisują Catholic News Agency i Katolicka Agencja Informacyjna.

Reklama

Zgodnie ze stanowiskiem Watykanu, chrzest udzielany z użyciem formuły "My ciebie chrzcimy..." - zamiast starożytnej formuły Kościoła: "Chrzczę ciebie w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego" - nie jest ważny i musi być powtórzony - przypomina KAI. Poinformowała o tym Watykańska Kongregacja Nauki Wiary w nocie wyjaśniającej z 6 sierpnia.

Prawdę odkrył na filmie

Ks. Matthew Hood, proboszcz z parafii św. Wawrzyńca w Utica w USA, obejrzał nagranie ze swojego własnego chrztu, jakiego udzielono mu w 1990 roku. Odkrył z przerażeniem, że kapłan użył wówczas niewłaściwej formuły. Sakrament był wobec tego nieważny. Co za tym idzie - także bierzmowanie i święcenia kapłańskie ks. Hooda są nieważne.

Duchowny o swoim odkryciu poinformował Archidiecezję Detroit. Ta próbuje teraz dotrzeć do wiernych, którzy mogli otrzymać nieważne sakramenty z rąk nieświadomego ks. Hooda. Święcenia kapłańskie duchownego - jak się okazało, nieprawomocne - miały miejsce w 2017 roku.

Spowiedź, bierzmowanie - nieważne. Chrzty - ważne

Jak tłumaczy ks. Stephen Pullis, dyrektor ewangelizacji i apostolstwa misyjnego w archidiecezji Detroit, cytowany przez KAI, ks. Hoot nie był w stanie skutecznie udzielać rozgrzeszenia, bierzmowania, namaszczenia chorych, błogosławić niektórych małżeństw. Inaczej wygląda sprawa z chrztami. "Wszystkie udzielone przez niego chrzty są uważane za ważne, ponieważ ksiądz nie jest zobowiązany do chrztu, jeśli obecna jest właściwa forma, materia i intencja" - tłumaczy ks. Pullis.

Jedno niewłaściwe zdanie

Sakramentu chrztu udzielał ks. Matthew Hoodowi 30 lat temu w parafii św. Anastazji w Troy diakon Mark Springer. To on właśnie użył podczas obrządku niewłaściwej formuły: "Chrzcimy cię...". Archidiecezja szuka teraz także tych osób, które mogły zostać ochrzczone przez diakona Springera. Służył on w parafii św. Anastazji w latach 1986-1999, a obecnie jest już na emeryturze.

Ks. Hood jest już prawomocnym kapłanem. Szybko po - jak sam przyznał - szokującym i smutnym odkryciu został skutecznie ochrzczony, bierzmowany i przyjął komunię świętą. Później udał się na tygodniowe rekolekcje, po których został wyświęcony na diakona przejściowego, a dwa dni później - na kapłana.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje