Reklama

Reklama

Tajemnice Ewangelii: Zmartwychwstanie i kłamstwo

"Wiara w zmartwychwstanie Jezusa stanowi punkt oparcia całego chrześcijaństwa" - podkreśla ks. prof. Edward Staniek w monumentalnym opracowaniu "Tajemnice Ewangelii".

Książka ukazała się z okazji ogłoszonego w Kościele katolickim Roku Wiary, a opublikowało ją krakowskie wydawnictwo Rafael. Przedstawiamy fragmenty tego dzieła.

Reklama

(...)

Upłynęły trzy dni. Ciało zostało złożone przed szabatem. Przez szabat spoczywało w grobie. Był więc poranek trzeciego dnia. W sumie od pogrzebu upłynęło około 40 godzin.

Dwie Marie. Jedna - Magdalena, ta najbardziej kochająca Jezusa. Druga - trudna do identyfikacji. Na pewno nie była to Maryja - Matka Jezusa. Według Mateusza kobiety te uczestniczyły w pogrzebie Jezusa i po zasunięciu wejścia kamieniem "pozostały tam siedząc naprzeciw grobu" (Mt 27,61). Trudno powiedzieć czy wiedziały, że przy grobie stoją straże.

Uczniowie obawiali się dalszych aresztowań. Lepiej było nie pokazywać się blisko straży i grobu. Dla okupanta, z punktu widzenia zagrożenia spokoju w mieście, kobiety nie były groźne. Mogły podejść spokojnie nawet do samego grobu. Na pewno pragnęły być blisko. Taka jest miłość. Być może chciały przekazać Apostołom relację o tym, co się dzieje przy grobie.

Drugim wydarzeniem jest tąpnięcie, wstrząs. W greckim tekście nie ma słowa "ziemia". Trudno mówić o znanym na tych terenach trzęsieniu ziemi, jakie miało miejsce w Wielki Piątek, w godzinie śmierci Jezusa. Takie trzęsienie mogło pochłonąć ciało Chrystusa. Mateusz łączy mocny wstrząs ze zstąpieniem anioła.

Scenę tę obserwowało wielu świadków. Z relacji Ewangelisty wynika, że świadkami byli strażnicy i świadkami były kobiety. Interwencja anioła zmierzała do otwarcia grobu. Łamał on tym samym pieczęcie założone na kamień barykadujący wejście.

Być może anioł nie tyle odtoczył kamień od wejścia, co sprawił, że runął on na płasko. To mogło być połączone z mocnym tąpnięciem. Na tak odwalonym kamieniu usiadł. Przemawiał więc w pozycji siedzącej.

Zstąpienie anioła i odwalenie kamienia od wejścia do grobu wywołało paraliżujący strach u strażników. Stanęli oni oko w oko z siłą, której mocy nie znali. Anioł był jak błyskawica, a szaty jego białe jak śnieg. Wobec błyskawicy niewiele może pomóc miecz i tarcza. To tylko nieużyteczne zabawki. Jeśli anioł dysponuje siłą, którą ujawnił przy odwaleniu kamienia, strażnicy ze swoją bronią nie mieli nic do powiedzenia. Nic nie świadczy o tym, by legioniści widzieli anioła. Oni mogli usłyszeć i zobaczyć błysk gromu, który uderzył w wejście do grobu, oraz widzieli odwalony kamień.

Nikt - ani kobiety, ani tym bardziej żołnierze - nie widział zmartwychwstania. Świadków tego wydarzenia nie ma. Są tylko świadkowie otwarcia grobu i spotkania z aniołem. Dzielą się oni na dwie kategorie: urzędowi świadkowie - poganie, rzymscy legioniści, podlegający rozkazom Piłata - i wierzące kobiety. Anioł nie zajmował się strażnikami. Miał ich napełnić strachem i to uczynił. Misję przekazał kobietom. Wszystko wskazuje na to, że tylko one słyszały słowa anioła

(...) Anioł zaprasza niewiasty, by weszły do grobu i zobaczyły miejsce, w którym złożone było ciało Jezusa Ukrzyżowanego.

Dwie Marie w krótkiej chwili doznały nadmiaru szokujących wrażeń: tąpnięcie ziemi; widok anioła; przerażenie straży; otwarty grób; możliwość wejścia do grobu i zobaczenia, że jest on pusty; wiadomość o zmartwychwstaniu... Zdumiewa fakt, że mimo tak wielkiej ilości mocnych bodźców, reagowały normalnie na to, co się działo. Słuchały i mogły podejść do grobu.

Najtrudniejsze było samo słowo: "zmartwychwstał". Nikt nie wiedział, co ono oznacza. Wprawdzie od kilku wieków w judaizmie to słowo funkcjonowało, a faryzeusze wyznawali wiarę w zmartwychwstanie ciał, ale traktowano to jako otwartą perspektywę życia wiecznego. Nie było żadnych danych, by określić rodzaj zmartwychwstałego ciała albo przynajmniej właściwości życia po zmartwychwstaniu. Jedyne doświadczenia, jakie mieli ówcześni, to wskrzeszenie córki Jaira, młodzieńca z Nain i - najważniejsze, a zarazem najświeższe - Łazarza w Betanii. Rozumieli słowo "wskrzesić", ale nie wiedzieli, co to znaczy "zmartwychwstać".

Kobiety mogły myśleć w kategoriach wskrzeszenia Łazarza. Ale w takim układzie należało szukać nowego miejsca zamieszkania Jezusa. Łazarz wrócił do normalnego życia. Jezus do normalnego życia już nie wrócił. Zachował doskonale tożsamość swej osobowości, ale Jego kondycja psychofizyczna była inna. On już nie potrzebował mieszkania na ziemi. On żył w innych wymiarach, a na ziemi się zjawiał na chwilę, kiedy chciał, jak chciał i komu chciał.

Słowo "zmartwychwstanie" należy do najważniejszych w słowniku chrześcijanina. To ono odkryte i przeżyte do szpiku kości kształtuje świadków zmartwychwstania. Uczeń Chrystusa żyje na ziemi jak na obczyźnie. Wykonuje zadania, jakie Ojciec polecił mu wykonać, ale żyje już zmartwychwstaniem. Nieustannie dorasta do nowej, doskonalszej formy życia w wymiarach wieczności i świętości. Zmartwychwstanie Jezusa stanowi klucz do chrześcijańskiego życia. Kto ten klucz ujmie w swe ręce i umie się nim posługiwać na każdym kroku, ten dostrzega wielowymiarowość swego doczesnego życia. (...)

Dowiedz się więcej na temat: religia | wiara | zmartwychwstanie | wielkanoc 2013

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje