Bizantyński humor pod lupą naukowca

Czy Bizantyńczycy mieli poczucie humoru? A może nie mają go badacze tamtego okresu? Te wątpliwości stara się rozwiać dr Przemysław Marciniak z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Bada on rolę satyry w Bizancjum i bizantyjskie poczucie humoru.

W opinii wielu uczonych, Bizantyńczycy reprezentowali wyjątkową kulturę, w której śmiech traktowany był z rezerwą. Bizantyński humor - na tyle, na ile można go dziś zrekonstruować - charakteryzuje się przede wszystkim złośliwością i kpiną - ocenia dr Marciniak, który jest adiunktem w Katedrze Filologii Klasycznej Uniwersytetu Śląskiego oraz kierownikiem Pracowni Kultury i Tradycji Antycznej.

Reklama

Chociaż naukowców zajmujących się okresem Cesarstwa Bizantyjskiego (od IV do XV w.) jest coraz więcej, ta dziedzina badań wciąż jest uważana za raczej marginalną. Najbardziej zaniedbanym polem badawczym pozostaje literatura bizantyńska, którą uważano za wtórną i nieciekawą. Bizantyńskie dzieła bardzo długo nie cieszyły się uznaniem badaczy, były wręcz klasyfikowane jako nienadające się do lektury.

Dopiero niedawno uczeni zaczęli życzliwiej oceniać bizantyńskie teksty. Dla wielu z nich problematyczne pozostaje zastosowanie do nich samej nazwy "literatura". Teksty, które tworzyli bizantyńscy pisarze, zawsze miały bowiem jakiś utylitarny cel.

- Lekceważący stosunek do satyry bizantyńskiej był jednym z powodów, dla których Bizantyńczykom odmówiono posiadania poczucia humoru, co czyniłoby ich niezmiernie nudnym fenomenem w historii cywilizacji - zaznacza Marciniak.

W opinii wielu uczonych, Bizantyńczycy reprezentowali unikalną kulturę, gdzie śmiech traktowany był z rezerwą, a nawet potępieniem. Jak przypomina Marciniak, wybitna bizantynistka, Margaret Alexiou, zadała kiedyś fundamentalne pytanie: czy to Bizantyńczycy czy bizantyniści są pozbawieni poczucia humoru?

- Bogowie starożytności śmiali się często i głośno. Biblia milczy o tym, czy śmiał się Chrystus. Ewangeliczna przestroga - "Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie" - pozwala, wedle niektórych badaczy, zrozumieć stosunek Bizantyńczyków do śmiechu - uznał naukowiec.

Pochodzący z V wieku igumen Izajasz pouczał, że w absolutnie koniecznych wypadkach można śmiać się z zaciśniętymi ustami i nie pokazując zębów. Nie oznacza to, że to przekonanie podzielali wszyscy Bizantyńczycy. Biskup Eustatiusz z Tessalonik w jednym ze swoich dzieł stwierdza, że wybierając pomiędzy zapłakanym Heraklitem i śmiechem Demokryta, wybrałby tego ostatniego, ponieważ zdolność do śmiechu jest szczególną zdolnością cechującą ludzi.

- Bizantyński humor, na tyle na ile możemy go rekonstruować, charakteryzuje się przede wszystkim złośliwością, kpiną z tego, który jest (...) gorszy. Humor oparty na poczuciu wyższości, jak pisał Thomas Hobbes, na "nagłej chwale", wynikającej ze spostrzeżenia niższości innej osoby, wydaje się wspólny zarówno dla grecko-rzymskiego antyku, jak i bizantyńskiego średniowiecza - wyjaśnia Marciniak.

Bizantyńskie kroniki pełne są opisów wydarzeń, które dobrze ten mechanizm ilustrują. Naukowiec przytacza uwiecznioną przez Niketasa Choniatesa historię pewnego Turka, który postanowił przelecieć nad hipodromem. Tę jedną z pierwszych prób awiacyjnych obserwował cesarz Manuel I i sułtan turecki. Niedoszły lotnik nie przeżył jednak zderzenia z ziemią. Jak zanotował kronikarz, zdarzenie tak rozbawiło Bizantyńczyków, że członkowie świty sułtana byli wyśmiewani wszędzie, gdziekolwiek się pojawili.

- Jest w tej historii nuta bizantyńskiej pogardy dla barbarzyńców, ale stanowi ona też dobry przykład tego, co śmieszyło Bizantyńczyków. Bizantyńskie kroniki i satyry pełne są różnego rodzaju złośliwości ad personam, skierowanych również przeciwko rodzinie cesarskiej - zauważa Marciniak.

Dr Marciniak jest autorem książek: "Greek Drama in Byzantine Time" i "Ikona dekadencji. Wybrane problemy europejskiej recepcji Bizancjum od XVII do XX wieku". Jest stypendystą Akademii Brytyjskiej oraz Fundacji Humboldta. W 2009 roku otrzymał stypendium dla wybitnych młodych naukowców, ustanowione przez ministra nauki i szkolnictwa wyższego.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje