Reklama

Reklama

Katowice: Przełamać zmowę milczenia

Ktoś podpalił nową przychodnię szpitala im. Stanisława Leszczyńskiego w Katowicach. Szpital wyznaczył nagrodę za wskazanie sprawcy.

Nowa przychodnia lekarza rodzinnego przy ul. Raciborskiej ma służyć ponad 5 tysiącom pacjentów z okolicy. Szpital im. Stanisława Leszczyńskiego przejął nieruchomość od miasta i wyremontował - ze starej rudery, która nie nadawała się do użytku, w ciągu roku wyłoniły się odrestaurowane kształty budynku pamiętającego lata przedwojenne.

Reklama

Pod okiem konserwatora zabytków wstawiono nowe okna i do dawnej świetności przywrócono elewację. Są podjazdy dla wózków i winda, która osoby starsze czy na wózkach wywiezie na wyższe piętra.

Przychodnia jest gotowa, szpital czeka już tylko na wyposażenie, ale właśnie trwa przetarg. Nowa przychodnia mogłaby ruszyć jeszcze w tym roku.

Kilkanaście tysięcy strat

W nocy 30 października, ok. godz. 3.40, ktoś podpalił wejście do budynku i sąsiednie okno. Ochroniarza zaalarmowała dopiero czerwona łuna nad budynkiem. Jeszcze w poniedziałek, po Wszystkich Świętych, na parapecie podpalonego i wybitego okna leżały resztki spalonych szmat. W szpitalu podejrzewają, że ktoś nasączył je benzyną, podpalił i rzucił. Tę wersję potwierdza też policja.

- Tego może nie widać, ale straty wynoszą kilkanaście tysięcy złotych - mówi Włodzimierz Sygulski, zast. dyrektora szpitala ds. administracyjnych. Do wymiany są m.in. drzwi i drogie szyby antywłamaniowe. - Gdyby nie te szyby, mogłoby się skończyć gorzej - mówi Andrzej Erenc, gospodarz obiektu. W środku nadal czuć spalenizną.

Zmowa milczenia

Zaraz po zdarzeniu na ulicy Raciborskiej i sąsiednich pojawiły się kartki z informacją o nagrodzie. Szpital im. Stanisława Leszczyńskiego przeznacza 2 tys. zł na nagrodę za wskazanie sprawców podpalenia budynku. - Daliśmy to ogłoszenie, bo może w ten sposób zostanie przerwana zmowa milczenia - mówi dyrektor Sygulski.

To nie pierwsza dewastacja na terenie szpitala. Jeszcze w czasie remontu, ktoś wszedł na rusztowanie, wybił nową szybę i wszedł do środka. Ze starej przychodni powyrywali kraty do piwnicy. Podobno dzieciaki, w biały dzień. Wtedy też nikt nic nie widział.

- Ktoś musiał coś widzieć - upiera się dyrektor Włodzimierz Sygulski. - Może ktoś w nocy nie spał, stał w oknie, widział podpalaczy? Na to liczymy - dodaje. W okolicy są domy i bloki, kilkadziesiąt okien wychodzi wprost na drzwi do przychodni. A może sprawca był z grupą i ktoś "pęknie"?

Nasze wspólne dobro

Informacje można kierować do komisariatu policji przy ul. Żwirki i Wigury 28, który prowadzi sprawę. - To jest szpital, powinien ratować życie, a nie być przedmiotem dewastacji - mówi kom. Edward Kozieł z sekcji kryminalnej. Wierzy, że nagroda może kogoś skusić.

- Przychodnia to wspólne dobro, a ktoś robi takie rzeczy. Wskazanie podpalacza jest w interesie samych mieszkańców - dodaje.

Jacek Pytel, rzecznik policji w Katowicach, pamięta kilkanaście przypadków, kiedy nagroda pomogła w schwytaniu sprawcy. Wyznaczają je instytucje, osoby prywatne, a czasem sama policja. Ostatnio komendant główny policji zaoferował 5 tys. zł za wskazanie sprawcy kradzieży cennych zegarków ze sklepu jubilerskiego w Silesia City Center.

- Ludzie myślą czasem, że to forma donosicielstwa, ale jeszcze częściej nie chcą się mieszać, bo nie chcą chodzić po sądach - mówi Pytel. - Zapewniam, że każdej osobie, która nam przekazuje informacje, gwarantujemy anonimowość - dodaje. Sprawcy podpalenia grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do pięciu lat.

Ktokolwiek wie coś na temat podpalenia przychodni, może dzwonić do komisariatu, pod numery telefonów: (032) 200 36 01 do 3604 lub (032) 251 17 49.

Głupota jest nieuleczalna

Przychodnia to nasze wspólne dobro. Wskazanie podpalacza jest w interesie wszystkich mieszkańców - tak mówi komisarz Kozieł i ja też tak myślę. Mieszkam niedaleko ul. Raciborskiej. Obchodzi mnie ta przychodnia, bo ja, moi bliscy i sąsiedzi będą się w niej leczyć. A może z tej samej przychodni skorzysta kiedyś mama, dziadek, ojciec podpalacza? Może któryś z lekarzy szpitala im. Stanisława Leszczyńskiego będzie im kiedyś ratował życie. I tylko na pomoc podpalaczowi (podpalaczom?) jest już za późno, bo ani tabletki, ani żaden zabieg nie wyleczą go (ich?) z głupoty.

Wioleta Niziołek

wioleta.niziolek@echomiasta.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje