Reklama

Reklama

Marsz Równości w Katowicach. Policja zgłosi do sądu zbyt dużą liczbę uczestników

Wniosek do sądu w związku z przekroczeniem przez organizatorów Marszu Równości, który przeszedł w sobotę (5 września) ulicami Katowic, dopuszczalnej liczby uczestników, złoży do sądu katowicka policja - przekazała jej rzeczniczka młodsza aspirant Agnieszka Żyłka.

- Będziemy składali wniosek do sądu o niedostosowanie się przez organizatora ograniczenia do 150 osób - powiedziała policjantka.

Reklama

Jak wynika z danych policji, w demonstracji uczestniczyło ok. 1,5 tys. osób. Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z 29 maja bieżącego roku dotyczącego ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z stanem epidemii w przypadku zgromadzeń odbywających się na podstawie zgłoszenia m.in. maksymalna liczba uczestników nie może być większa niż 150.

Ze względu na te przepisy organizatorzy podawali publicznie, że właśnie tyle uczestników liczył marsz. Wśród demonstrantów dominowała młodzież - wiele osób miało na sobie kolorowe stroje. Szły jednak również starsze osoby z tęczowymi emblematami lub bez nich, nieraz z dziećmi czy psami.

Nad marszem powiewały flagi tęczowe i inne symbole w tych kolorach, były także flagi europejskie czy śląskie. Transparenty głosiły m.in.: "Ślonsk otwarty na każdego". Uczestnicy skandowali np.: "Katowice są dla wszystkich", a przechodząc przez katowicki Plac Wolności: "Kochać - wolno, kochać - wolność". Na czele jechała przyozdobiona dużym dmuchanym jednorożcem furgonetka z głośną muzyką.

Kontrmanifestacja

Marsz wyruszył z placu Sejmu Śląskiego. Jedna z grup kontrmanifestantów zgromadziła się na przylegającym do niego placu Piłsudskiego - z dużym bannerem "Nie dla seksualizacji, demoralizacji, profanacji". Największa grupa, licząca ok. 30 osób, kilkanaście minut później wznosiła w tym samym miejscu okrzyki m.in.: "Zakaz pedałowania", czy - jak tłumaczono, w nawiązaniu do wyniku piątkowego meczu piłkarskiej reprezentacji Polski - "Geje, lesbijki - precz od polskiej piłki".

Pojedynczy przeciwnicy parady pojawiali się wzdłuż trasy pochodu, wiodącej ulicami m.in. Jagiellońską, Andrzeja i Mikołowską, Sokolską i Skargi. Najczęściej ograniczali się do nieprzychylnych komentarzy; więcej jednak było przejawów sympatii przechodniów dla demonstrantów. Przy katowickiej ul. Stawowej zbierano podpisy "pod obywatelskim zakazem marszów LGBT".

W marszu, który po przejściu części alei Korfantego i przez katowickie Rondo zakończył się przed Pomnikiem Powstańców Śląskich, wzięli udział politycy, m.in. wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka (Lewica) i posłanka KO Monika Rosa.

Obecność mundurowych

Jak podała po zakończeniu czynności w terenie związanych z zabezpieczeniem marszu rzeczniczka katowickiej policji, aby zadbać o bezpieczeństwo osób przybyłych na marsz, do służby skierowano kilkuset funkcjonariuszy, m.in. z oddziałów prewencji, ruchu drogowego, kryminalnych, z zespołu antykonfliktowego, policji konnej czy przewodników z psami służbowymi.

- Policjanci natychmiast reagowali na wszelkie sytuacje, które mogły stworzyć jakiekolwiek zagrożenie i nie dopuszczali do eskalacji konfliktów. Interweniowali wobec trzech osób, które dopuściły się znieważenia mundurowych i ratowników medycznych. Zatrzymano również osobę podejrzaną o publiczne propagowanie faszystowskiego ustroju. Kobieta ta miała na koszulce znaki propagujące taki ustrój - uściśliła mł. asp. Żyłka.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy