Śląskie: Umorzono śledztwo sprawie wycięcia pacjentce zdrowych organów

Lekarze ze szpitala w Bełchatowie, którzy w 2016 r. wycięli młodej mieszkance Pyskowic (Śląskie) zdrowe organy - m.in. żołądek i śledzionę - nie popełnili przestępstwa - ustaliła gliwicka prokuratura i umorzyła śledztwo w tej sprawie.

Operację wykonano w oparciu o przedstawione przez kobietę sfałszowane wyniki badań, które wskazywały, że ma złośliwy nowotwór. Sama Marta M. odpowiadała wcześniej za podrobienie dokumentacji. Sąd warunkowo umorzył wobec niej postępowanie.   

Reklama

Umorzone właśnie śledztwo dotyczyło nieumyślnego spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci innego ciężkiego kalectwa Marty M., w związku z przeprowadzonymi u niej badaniami i zabiegiem medycznym. Prokuratorzy uznali, że personel szpitala nie popełnił czynu zabronionego.   

W czerwcu 2016 r. w Szpitalu Wojewódzkim im. Jana Pawła II w Bełchatowie dokonano zabiegu usunięcia części przełyku, żołądka, śledziony i węzłów chłonnych u Marty M. Operacja ta została wykonana w oparciu o wyniki badań, przedstawionych przez samą pacjentkę.   

Przed operacją pacjentka podała, że w ciągu ostatnich 5 lat miała wykonanych około 5 gastroskopii z powodu bólu brzucha, a w ciągu ostatnich 3 miesięcy schudła 10 kg. Przedstawiła dokumentację medyczną z kilku ośrodków, która wskazywała, że cierpi na nowotwór żołądka. W trakcie zabiegu lekarze nie stwierdzili zmiany opisanej w dostarczonych przez pokrzywdzoną dokumentach, stwierdzili natomiast liczne, białe guzy. Lekarz operujący, po ponownym zapoznaniu się z dokumentacją oraz konsultacji z asystentami, podjął decyzję o usunięciu organów jako zabiegu ratującego życie.   

Wyniki badań histopatologicznych narządów usuniętych Marcie M. nie potwierdziły choroby nowotworowej. Szpitale, które miały wcześniej stwierdzić u kobiety raka, nie potwierdziły, by wykonywały badania, których wynikami posługiwała się pacjentka. Jeden z lekarzy z Bełchatowa złożył zawiadomienie o podrobieniu przez kobietę dokumentacji.   

"Z opinii wydanej w tej sprawie przez specjalistów z zakresu chirurgii, gastrologii, onkologii i interny wynika, że dane, którymi dysponowali lekarze, jednoznacznie wskazywały na zaawansowany proces nowotworowy wymagający radykalnego zabiegu operacyjnego z usunięciem żołądka i węzłów chłonnych, sieci i śledziony" - podała gliwicka prokuratura. Jak dodała, zakres operacji był adekwatny do wyników badań przedstawionych przez pacjentkę i zgodny z wymogami aktualnej wiedzy i nauki medycznej oraz powszechnie przyjętej praktyki lekarskiej.    

W ocenie biegłych, lekarze z Bełchatowa nie popełnili błędów diagnostycznych. Otrzymali wyniki badań endoskopowego, histopatologicznego oraz tomografii komputerowej, na podstawie których rozpoznano raka żołądka. Znając te wyniki badań zdecydowali o leczeniu operacyjnym zgodnie z przyjętymi powszechnie zasadami leczenia tej choroby.   

Według biegłych, przedstawione przez Martę M. wyniki badań były wiarygodne. Próba ich weryfikacji wymagałaby długiego czasu, co w sytuacji rozpoznania raka o wysokiej złośliwości, miałoby bardzo niekorzystny wpływ (związany z opóźnieniem rozpoczęcia terapii i postępującym rozwojem nowotworu) na rezultat leczenia.   

Jak wskazali śledczy, przy tak jednoznacznym rozpoznaniu choroby stanowiącej śmiertelne zagrożenie dla pacjenta, jest jak najszybsze przeprowadzenie radykalnego zabiegu operacyjnego, ponieważ tylko takie działanie stwarza szansę na uratowanie życia chorego. Również stwierdzenie "białych guzów w sieci" podczas otwarcia jamy brzusznej, przy wcześniejszym rozpoznaniu raka żołądka o wysokim stopniu złośliwości, potwierdzonego badaniem histopatologicznym, przemawiało za tym, iż proces nowotworowy rozprzestrzenił się już na sąsiednie tkanki. 

Marta M. została już wcześniej oskarżona o podrobienie i posługiwanie się sfałszowaną dokumentacją medyczną. W kwietniu br. gliwicki sąd rejonowy warunkowo umorzył jej sprawę, wyznaczając trzyletni okres próby. Zdaniem biegłych, kobieta miała w znacznym stopniu ograniczoną poczytalność. Wraz z decyzją o umorzeniu sprawy sąd zobowiązał kobietę do psychoterapii, obciążył ją także kosztami procesu. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy