Żyją od powodzi do powodzi

Mieszkańcy ulic: Kamienieckiej, Ogrodowej i Łącznej w Ząbkowicach Śląskich rok w rok są podtapiani.

Woda z rowów melioracyjnych, rzeki Budzówki i tzw. potoku Zatoka zalewa okoliczne gospodarstwa. Na przykład Andrzej Karaszowski chodzi po swojej piwnicy po kostki w wodzie. Na jego oraz sąsiadów dramat spoglądają urzędnicy, którzy od kilku lat nie potrafią rozwiązać tego problemu. Na zorganizowanym przez mieszkańców spotkaniu razem z władzami zastanawiano się, jak go najszybciej zahamować.

Reklama

- Odprowadzenie wód opadowych kanalizacją deszczową jest zagadnieniem złożonym. W roku poprzednim wykonaliśmy jej wstępną analizę i ustaliliśmy, iż należy przeprowadzić inwentaryzację sieci oraz podłączeń nielegalnych kanalizacji. To powoduje jej niedrożność. Na ten cel w tym roku możemy przeznaczyć 50 tys. złotych, a reszta prac będzie musiała poczekać do następnego - mówi Wojciech Jankowski z urzędu burmistrza.

Mieszkańcy, którzy po kilka razy w roku są zalewani przez większe i mniejsze wody mają swoje zdanie.

- W latach powojennych tego nie było. Pierwszy raz zalało nas podczas wielkiej powodzi, a teraz przy gwałtownej burzy czy ulewnych deszczach ten problem powraca. Moim zdaniem koryto nie ma odpowiedniego przepływu i jest nieoczyszczone - argumentuje A. Karaszowski.

Tylko przebudowa koryta potoku, co leży w kompetencji Dolnośląskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych, zlikwiduje zjawisko podtopień przy intensywnych opadach.

- Na mojej posesji jest rura o średnicy 80 cm, która przechodzi w rurę o średnicy 30 cm. To przewężenie działa jak swoisty korek i w czasie dużych opadów powoduje cofanie wody pod sporym ciśnieniem i wybijanie na poprzedzających je studzienkach. Zwężenie rur na tym odcinku jest widoczne na mapach. Dziwne jest to, że przez kolejne lata nikt nie zwrócił na to uwagi i nie rozwiązał tej kwestii - zauważa Ryszard Susłowski.

Okazuje się, że udrożnienie przepływu na pewno poprawi sytuację mieszkańców, ale spokojny sen zapewni im tylko kompleksowe rozwiązanie odprowadzenia wód deszczowych z terenu tak zwanego "starego miasta". Jest to jednak inwestycja na dłuższe lata. Póki co, pod ręka nadal muszą trzymać kalosze.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje