Reklama

Reklama

"3210 metrów sześciennych wody na sekundę"

Zagrożenie powodziowe w stolicy Czech Pradze zaczęło się zmniejszać we wtorek rano, gdy minęła ją kulminacyjna fala wezbrania Wełtawy, ale trwa ewakuacja zagrożonych okolic ujścia Wełtawy do Łaby, gdzie fala ta ma dotrzeć wieczorem.

W chwili kulminacji o godzinie 6 rano Wełtawą przepływało przez Pragę 3210 metrów sześciennych wody na sekundę, podczas gdy w trakcie katastrofalnej powodzi w 2002 roku było to 5 tys. metrów sześciennych.           Ustawione w stolicy wzdłuż Wełtawy szczelne metalowe płoty przeciwpowodziowe wytrzymały napór wody. We wtorek w Pradze przestało padać i wyszło słońce. "Sytuacja stabilizuje się z każdą godziną" - oświadczył pełniący obowiązki burmistrza Tomasz Hudeczek. Jednak śródmiejskie odcinki wszystkich trzech tras metra są nadal nieczynne, zamknięta jest większość szkół.          

Z każdą godziną poprawia się sytuacja na rzekach w zachodnich i południowych Czechach. Mimo to stan klęski żywiołowej obowiązuje nadal na całym terytorium państwa - z wyjątkiem kraju (województwa) pardubickiego. Deszcze i powodzie pociągnęły za sobą dotąd siedem ofiar śmiertelnych, ponad 9 tys. ludzi ewakuowano z ich stałych miejsc zamieszkania.           

Krytyczna sytuacja panuje w kraju (województwie) usteckim. Według najnowszych prognoz w Ujściu nad Łabą poziom rzeki osiągnie w środę wieczorem 11,5 metrów, czyli zaledwie 40 centymetrów mniej niż w 2002 roku. Oba znajdujące się w mieście mosty drogowe są zamknięte, natomiast utrzymano wahadłowy ruch pociągów na tamtejszym moście kolejowym.   

Reklama

     

Sytuację ocenia się jako krytyczną na 50 odcinkach rzek w ośmiu krajach (województwach). Bez prądu pozostają tysiące gospodarstw domowych. Osiem linii kolejowych na 120 odcinkach blokują nadal przewrócone drzewa. Nieprzejezdnych jest 138 odcinków dróg, zalanych wodą lub błotem.          

Nadejścia fali powodziowej obawiają się teraz kolejne państwa regionu.           

Gwałtownie rośnie poziom wody w Dunaju. Główna fala z Niemiec przeszła przez Pasawę i przemieszcza się przez Austrię, która także doświadczyła klęski powodzi. Woda wdarła się do śródmieścia Melk, przerwała wały ochronne w Krems i zbliża się do Wiednia. Mieszkańcy austriackiej stolicy mają nadzieję, że przed 11-metrową falą ocali ich system zapór i kanałów, zbudowany w drugiej połowie ubiegłego stulecia. Na wałach pracuje 28 tys. osób i ponad 500 żołnierzy.           

Sytuację w Niemczech, Czechach i Austrii z zaniepokojeniem obserwują władze Słowacji. W Bratysławie Dunaj przekroczył we wtorek w południe poziom 852 centymetrów, co oznacza trzeci stopień zagrożenia powodziowego. Woda wylewa się na nabrzeża, gdzie montowane są metalowe płoty przeciwpowodziowe. Woda zalała domy w Devinie powyżej stolicy, gdzie do Dunaju wpada wezbrana obecnie również rzeka Morawa. Szef bratysławskiego sztabu antykryzysowego Lubomir Andrassy powiedział na konferencji prasowej, że w nocy ze środy na czwartek lub w czwartek rano poziom Dunaju może się zrównać z tym, jaki odnotowano w czasie ostatniej większej powodzi w 2002 roku.           

Na Węgrzech wały przeciwpowodziowe wzdłuż Dunaju umacnia 30 tys. ludzi. Premier Viktor Orban poprosił o pomoc wojsko. Ułożono już 5 milionów worków z piaskiem. Do ewakuacji przygotowują się mieszkańcy najbardziej zagrożonych terenów Budapesztu. Zamknięto wjazd na Wyspę Małgorzaty, która może całkowicie zniknąć pod powierzchnią wody.          

Andrzej Niewiadowski

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: Praskie zoo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje