Bahrajn: Starcia demonstrantów i sił bezpieczeństwa

W Bahrajnie w czwartek siły bezpieczeństwa użyły gazu łzawiącego wobec setek demonstrantów w wiosce Diraz na zachód od Manamy. Przedstawiciel Departamentu Stanu USA w Manamie wyraził zaniepokojenie brutalnym zachowaniem policji wobec szyickich demonstrantów.

Przedstawiciel Departamentu Stanu USA Michael Posner, który przebywał w Manamie, gdy doszło do starć, wyraził zaniepokojenie brutalnym zachowaniem policji wobec manifestantów, apelując do obu stron o zachowanie spokoju i dialog.

Reklama

- Wyraziliśmy również zaniepokojenie z powodu przedłużającego się postępowania sądowego wobec lekarzy, dziennikarzy, byłych posłów i innych osób, które wszczęto (...) z uwagi na głoszoną przez nich krytykę władz - powiedział Posner na konferencji prasowej w amerykańskiej ambasadzie.

Jak podali działacze w Bahrajnie, policja na chybił trafił aresztowała demonstrantów, w tym obrończynię praw człowieka Zainab al-Chawaję, której ojciec został zatrzymany na początku protestów i skazany na dożywotnie więzienie.

Pod koniec listopada komisja prowadząca niezależne dochodzenie w sprawie zajść w lutym i marcu w Bahrajnie orzekła, że władze użyły w sposób nieuzasadniony i nadmierny siły do tłumienia protestów przeciw panującym. Do stłumienia szyickich protestów władze wezwały na pomoc wojsko i policję sunnickich krajów Zatoki Perskiej: Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Król Bahrajnu powiedział, że zamieszani w nadużycia podczas tłumienia protestów zostaną rozliczeni. Zapowiedział też reformę bahrajńskiego prawa.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje