Belgia: Leterme wraca na stanowisko premiera

Były premier Belgii Yves Leterme wrócił na stanowisko szefa rządu, zastępując Hermana Van Rompuya, który od 1 stycznia obejmie obowiązki pierwszego stałego przewodniczącego Rady Europejskiej.

Pałac królewski poinformował, że król Belgów Albert II przyjął dymisję Van Rompuya, mianując nowym premierem Leterme'a.

Reklama

Zajmowane dotąd przez niego stanowisko ministra spraw zagranicznych objął Steven Vanackere z tej samej co nowy i poprzedni premier flamandzkiej partii chrześcijańskich demokratów CD&V. To właśnie ta partia wygrała wybory parlamentarne w Belgii w połowie 2007 roku. Obsada pozostałych głównych resortów pozostała taka sama, jak w rządzie Van Rompuya.

Nielubiany przez frankofonów 49-letni Leterme rządził krajem od marca do grudnia 2008 roku, kiedy to musiał podać się do dymisji w wyniku skandalu polityczno-finansowego, jaki wybuchł wokół antykryzysowego dofinansowania największego belgijskiego banku Fortis. Po parlamentarnym śledztwie został oczyszczony z oskarżeń o wpływanie na decyzje sędziów.

- Dostał teraz drugą szansę. Ma wszystko, czego potrzeba, by dowieść, że będzie dobrym premierem. Mam nadzieję, że - dla dobra własnego i dla dobra Belgii - mu się uda - powiedział we wtorek Van Rompuy. Prasa francuskojęzyczna nie kryje jednak ani swojej niechęci, ani sceptycyzmu. "Jest pewnie okrutne, ale konieczne, by przypomnieć, że ten człowiek ma dwie lewe ręce i jest mało nadziei, by coś zmieniło się na lepsze" - napisał w środę dziennik "La Libre Belgique".

Najtrudniejszym wyzwaniem stojącym przed Letermem będzie reforma instytucjonalna, której podczas pierwszego premierostwa nie posunął do przodu, zaogniając tylko spory między niderlandzkojęzycznymi Flamandami z Północy a francuskojęzycznymi Walonami z Południa. Kwestia reformy sparaliżowała skłóconą wewnętrznie Belgię od czasu wyborów w 2007 roku, skłaniając komentatorów do spekulacji o rozpadzie kraju.

Van Rompuy przejmując urząd premiera w grudniu 2008 roku uspokoił napięcia, ale w obliczu kryzysu gospodarczego i finansowego odłożył na bok problemy instytucjonalne i polityczne. Główny nierozwiązany od lat problem to status wyborczy i językowy przylegających do Brukseli i zamieszkanych w większości przez frankofonów gmin flamandzkich. Z polecenia króla, w prowadzeniu międzypartyjnych negocjacji Leterme'wi ma pomóc były premier Jean-Luc Dehaene, Flamand cieszący się szacunkiem wśród frankofonów. "Leterme będzie pod kontrolą" - tłumaczy dziennik "Le Soir".

Celem negocjacji jest uzgodnienie założeń reformy do Wielkanocy przyszłego roku, tak by 1 lipca Belgia mogła przejąć rotacyjne przewodnictwo w UE nieobarczona tym balastem. Jeśli Leterme odniesie sukces, będzie mógł rządzić Belgią do czerwca 2011, kiedy zaplanowane są kolejne wybory parlamentarne.

Powrót Leterme'a nie wywołuje entuzjazmu po stronie frankofonów, ponieważ jest on postrzegany jako znacznie bardziej radykalny niż Van Rompuy we wspieraniu postulatów większej autonomii Flandrii. Prasa frankofońska do dziś wytyka mu, że kiedyś poproszony w dniu święta narodowego przez telewizyjnego reportera o zaśpiewanie hymnu Belgii (XIX-wieczna Brabansonka), zaintonował francuską Marsyliankę.

Dowiedz się więcej na temat: stanowiska | wraca | leterme | Belgia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje