Reklama

Reklama

Beligia: Środki ostrożności tydzień po radioaktywnym wycieku

Tydzień po wycieku radioaktywnym z laboratorium medycznego, belgijskie władze wprowadziły w prewencyjnie surowe środki ostrożności w okolicznych miejscowościach.

Rano na ulice miasta Fleurus na południu Belgii skierowano policyjne samochody nadające komunikaty do ludności. Zakazane zostało spożywanie owoców i warzyw z przydomowych ogródków i plantacji, korzystanie do celów spożywczych z wody pochodzącej z opadów oraz picie mleka z okolicznych gospodarstw.

Reklama

Środki ostrożności obowiązują w promieniu 5 kilometrów od laboratoriów IRE dostarczających substancji radioaktywnych na potrzeby placówek medycznych (np. do naświetleń w terapii nowotworów).

W miniony weekend stwierdzono tam wyciek radioaktywnego jodu (używanego w leczeniu raka tarczycy). Personel poinformował o tym w poniedziałek federalną agencję ds. atomistyki AFCN. We wtorek wstrzymano produkcję. Tego samego dnia władze podały, że nie ma żadnego zagrożenia dla ludności ani środowiska naturalnego, więc niepotrzebne są żadne środki ostrożności.

Władze zmieniły zdanie w czwartek wieczorem, gdy okazało się, że w próbkach trawy pobranych w bezpośrednim sąsiedztwie laboratoriów poziom radioaktywności był dużo wyższy, niż szacowano początkowo. Na zakończonym o godz. 23.00 spotkaniu rządowego centrum kryzysowego postanowiono wystosować ostrzeżenia do mieszkańców Fleurus i okolic, a także poinformować o wycieku pozostałe kraje UE.

Niektórzy przedstawiciele samorządów, Zieloni i część prasy mają za złe władzom, że tyle czasu zabrało stwierdzenie ryzyka niebezpiecznego skażenia. Nagłaśniane przez megafony komunikaty budzą niepokój mieszkańców. Władze Fleurus uspokajają jednak, że chodzi wyłącznie o środki prewencyjne, a zagrożenia nie ma.

Podobnego zdania są wypowiadający się w mediach eksperci od radioaktywności, którzy twierdzą, że ten izotop jodu jest używany w medycynie od 50 lat, a gdyby zagrożenie było realne, federalna agencja AFCN wprowadziłaby szybko odpowiednie środki.

Cytowani profesorowie przyznają jednak, że w dużych dawkach radioaktywny jod mógłby być niebezpieczny; tymczasem nie wiadomo, ile go wyciekło i jaki jest poziom skażenia - władze nie podały tego do wiadomości.

Laboratorium pozostaje zamknięte, co - zdaniem niektórych - jest w istocie dużo większym problemem niż bliżej nieokreślone skażenie, bowiem grozi odcięciem szpitali od dostaw materiałów radioaktywnych ratujących życie i zdrowie ludzi.

Dowiedz się więcej na temat: laboratorium | środki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy