Reklama

Reklama

Białoruś. Alaksandr Łukaszenka: Możemy zamknąć zachodnią granicę

- ​Duże kraje unijne nie wprowadziły sankcji wobec Białorusi, ponieważ wiedzą, że możemy zamknąć granice pod Brześciem i Grodnem na zachodzie kraju - powiedział prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka, komentując restrykcje nałożone przez Litwę, Łotwę i Estonię. Jednocześnie Łukaszenka poinformował o zakazie wjazdu dla arcybiskupa Tadeusza Kondrusiewicza.

- Silniejsze kraje rozumieją, że z Białorusią nie należy zadzierać, przecież może zamknąć granicę pod Brześciem i Grodnem i niemieckie towary nie będą mogły tak łatwo dotrzeć na wschód - ocenił Łukaszenka.

Reklama

Jego zdaniem właśnie dlatego duże kraje UE nie wprowadziły sankcji wobec Białorusi, a dały "komendę 'bierz go'" krajom bałtyckim.

Jak dotąd sankcje personalne wobec białoruskiego prezydenta i szeregu urzędników, w tym szefów struktur siłowych, wprowadziły Litwa, Łotwa i Estonia.

- Dali im komendę "bierz go", a ci szczekają spod płotu. Tak to oceniam - powiedział Łukaszenka.

- Unijne sankcje wobec przedstawicieli białoruskiego reżimu mają być gotowe bardzo szybko - informował 31 sierpnia rzecznik szefa unijnej dyplomacji Josepa Borrella, Peter Stano.

Zakaz wjazdu dla arcybiskupa Kondrusiewicza

Arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz znajduje się na białorusko-rosyjskiej liście osób z zakazem wjazdu - oświadczył Alaksandr Łukaszenka. Zwierzchnik białoruskich katolików w poniedziałek (31 sierpnia) nie został wpuszczony na Białoruś bez podania przyczyny.

Łukaszenka powiedział, że abp Kondrusiewicz, który według informacji władz kościelnych przebywał w Polsce w podróży służbowej, "nagle wyjechał na konsultacje do Warszawy i otrzymał tam określone zadania".

Prezydent oznajmił, że metropolita mińsko-mohylewski "trafił na listę osób z zakazem wjazdu, wspólną dla Rosji i Białorusi". - Nie on jedyny, po prostu on jest bardziej znaną osobą - dodał.

"Powinien żyć według prawa"

Łukaszenka powiedział również, że "pojawiła się informacja, że Kondrusiewicz ma więcej niż jedno obywatelstwo". - Nie powiem, że mam pełną informację, ona się ciągle zmienia. Obecnie bardzo dokładnie sprawdzamy wszystkich, którzy wjeżdżają do kraju i wyjeżdżają z niego - powiedział prezydent, cytowany przez agencję BiełTA.

- Chcemy to zbadać. Jeśli wszystko jest zgodnie z prawem, to i my postąpimy zgodnie z prawem. Nie ważne, kim on jest: głównym katolikiem, głównym prawosławnym, czy głównym muzułmaninem - oświadczył Łukaszenka.

- Powinien żyć według prawa. A jeśli ty jeszcze poszedłeś w politykę i pociągnąłeś za sobą wierzących, katolików, którzy są wspaniałymi ludźmi, to odpowiedzialność jest podwójna - dodał.

"Nie zamknęliśmy kościołów"

Jak przekonywał białoruski prezydent, władze nie zamierzają atakować żadnego z Kościołów, bo "wielowyznaniowość to duma Białorusi".

- Popatrzcie, nie zamknęliśmy kościołów, nawet jeśli prowadziły propagandę antyłukaszenkowską, antypaństwową - przekonywał. Jego zdaniem w mediach pojawił się fake news, "że ludzi nie wpuszczono do kościoła".

Kilka dni temu OMON zablokował na niemal godzinę w popularnym w Mińsku Czerwonym Kościele uczestników pokojowego protestu. Prezydent oświadczył, że "OMON bronił przed tłumem tych, którzy modlili się w świątyni".

- Wszystko to minie, to chodzenie po ulicach, utrzymywanie, że jest nas pół miliona, milion, władza upadnie. Jeśli byłby milion, to nie rozmawialibyśmy tutaj - powiedział Łukaszenka.

Niewpuszczenie metropolity

W poniedziałek funkcjonariusze straży granicznej Białorusi nie wpuścili do kraju arcybiskupa Kondrusiewicza, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Białorusi, który wracał z Polski - poinformowano w komunikacie na stronie Catholic.by. Przyczyn decyzji nie podano. Straż graniczna odmówiła komentarzy.

Metropolita mińsko-mohylewski jest obywatelem Białorusi. Z punktu widzenia prawa nie ma możliwości, by nie wpuścić na terytorium kraju jego obywatela - podkreślił portal TUT.by.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje