Reklama

Reklama

Białoruś: Kilkadziesiąt tysięcy ludzi manifestowało przed pałacem prezydenta

Co najmniej kilkadziesiąt tysięcy ludzi zgromadziło się w niedzielę (6 września) w Mińsku przed Pałacem Niepodległości, siedzibą prezydenta Białorusi. Teren pałacu ogrodzony był drutem kolczastym. Doszło do wielu brutalnych zatrzymań.

Uczestnicy protestu podeszli blisko do kordonu utworzonego przez funkcjonariuszy OMON i żołnierzy wojsk wewnętrznych, a także przez milicyjną polewaczkę i maszyny z rozkładanymi tarczami do rozpędzania demonstracji. Na płocie, który w ten sposób powstał, demonstranci przykleili plakaty i malowali graffiti.

Reklama

"Odejdź!" i "Wstyd!" - skandowano pod adresem Alaksandra Łukaszenki w trakcie demonstracji, która stała się już tradycyjnym wydarzeniem niedzieli w czasie akcji protestu po sfałszowanych wyborach prezydenckich z 9 sierpnia.

Ze strony sił bezpieczeństwa stale rozlegał się dźwięk syreny, który zapewne miał odstraszać demonstrantów.

"Rozstrzyga się przyszłość naszych dzieci"

Ania i Wacław przyszli na marsz z dwójką dzieci, w wieku roku i dwóch, pomimo zdecydowanych ostrzeżeń ze strony MSW, by rodzicie "opamiętali się" i zachowywali się odpowiedzialnie.

- Przede wszystkim, dzieci są z nami, bo nie mamy ich z kim zostawić - mówiła Ania. - A na poważnie, to uważamy, że wszyscy powinniśmy tu być, bo rozstrzyga się przyszłość naszych dzieci - dodała.

- Dlaczego mamy się bać wyjść na ulice we własnym mieście? - pytał Wacław. Jego zdaniem Białorusini mają prawo do pokojowego protestu. - Ludzi zatrzymują i zastraszają, ale liczba protestujących nie maleje. Może to da władzom do myślenia - dodał.

Jeden z funkcjonariuszy prysnął gazem

W czasie protestu jeden z funkcjonariuszy prysnął gazem (nie wiadomo jakim) w kierunku demonstrujących po tym, gdy jeden z nich napisał obraźliwe słowa pod adresem Alaksandra Łukaszenki na samochodzie służącym do rozpędzania demonstracji.

Doszło do brutalnych zatrzymań

Centrum Wiasna poinformowało, że podczas niedzielnych protestów w samym Mińsku zatrzymane zostały co najmniej 193 osoby. 

W stolicy zatrzymania rozpoczęły się jeszcze przed rozpoczęciem opozycyjnego Marszu Jedności. Milicja wyłapywała ludzi idących na demonstrację m.in. w okolicach stacji metra Puszkińska i Uschod, a także na ulicy Czebotariowa. Blokowano dojścia do centrum Mińska.

Do masowych zatrzymań doszło po zakończeniu ponad 100-tysięcznego protestu, gdy ludzie zaczęli dzielić się na mniejsze grupy i rozchodzić.

Na ulicy Niemiha w centrum Mińska osobnicy w cywilu rozganiali demonstrantów, a następnie rozbili szyby w oknach i drzwiach do jednej z kawiarni. Później media ustaliły, że jeden z mężczyzn jest podobny do szefa milicyjnej struktury do walki z zorganizowaną przestępczością Mikałaja Karpiankoua.

Do brutalnych zatrzymań, w tym niepełnoletnich osób, doszło podczas protestu w Grodnie - wynika z relacji mediów niezależnych, powołujących się na świadków. Milicja miała tam użyć wobec demonstrantów gazu łzawiącego.

Według MSW Białorusi w niedzielę zatrzymano ponad 100 ludzi, jednak dokładna ich liczba ma zostać podana w poniedziałek. Zatrzymywano również ludzi w Baranowiczach, Mohylewie, Brześciu, Witebsku.

29. dzień protestów

Niedziela to 29. dzień protestów przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich na Białorusi, które według oficjalnych rezultatów wygrał Alaksandr Łukaszenka.

Z Mińska Justyna Prus 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje