Reklama

Reklama

Białoruscy eksperci: Sprawa Grupy Wagnera pozwoli władzom dokręcić przedwyborczą śrubę

Sprawa bojowników Grupy Wagnera może zepsuć relacje Mińska z Moskwą, ale daje władzom Białorusi możliwość dokręcenia śruby podczas końcówki kampanii przed wyznaczonymi na 9 sierpnia wyborami prezydenckimi - uważają niezależni białoruscy eksperci.

"Cała sensacja związana z niespodziewanym pojawieniem się na Białorusi bojowników Wagnera sprowadza się do banalnej kwestii - stworzenia dodatkowych przeszkód dla przeprowadzenia mityngów Swiatłany Cichanouskiej, które przyciągają coraz więcej ludzi" - ocenił analityk Waler Karbalewicz na portalu Radio Swaboda.

Reklama

Po tym, gdy Mińsk w nocy z wtorku na środę (28/29 lipca) ogłosił, że struktury siłowe zatrzymały 33 Rosjan - najemników prywatnej firmy wojskowej CzWK Wagner (Grupy Wagnera), którzy mieli przeniknąć na terytorium Białorusi w celu zdestabilizowania sytuacji przed wyborami prezydenckimi i przygotować zamieszki, władze zarządziły zaostrzenie przepisów bezpieczeństwa podczas imprez masowych. Kandydatów w wyborach uprzedzono oficjalnie o możliwych prowokacjach podczas wieców.

Według Karbalewicza władze próbują z pomocą wagnerowców "osłabić falę mityngów".

"Dokręcanie śruby"

"Władze próbują wzmocnić narrację o zagrożeniu zewnętrznym i szlachetnej misji niezmiennego prezydenta w obronie ojczyzny, a przede wszystkim - usprawiedliwić dokręcanie śruby podczas kluczowej fazy kampanii wyborczej" - ocenił z kolei Alaksandr Kłaskouski na portalu Naviny.by

Wybory na Białorusi odbędą się już za tydzień. O tym, że jest to rozgrywka głównie na użytek wewnętrzny, świadczy, zdaniem analityków, dość łagodny ton dyskusji pomiędzy Mińskiem i Moskwą. Chociaż sytuacja mogłaby potencjalnie wywołać "poważną wojnę dyplomatyczną" - ocenia Kłaskouski.

"Łukaszenka demonstruje zaskakującą łagodność" - ocenił ekspert, nawiązując do sobotniego (1 sierpnia) wystąpienia prezydenta, gdy ten zasugerował, że najwyraźniej oprócz zatrzymanych 33 pozostali bojownicy nie trafili jeszcze na Białoruś, trzeba się rozliczać nie z nimi, a z ich mocodawcami i w ogóle - Mińsk jest gotów do współpracy z Moskwą w tej sprawie.

"Taka retoryka może świadczyć o tym, że w historii z wagnerowcami (jeśli to w ogóle byli wagnerowcy), jest gotowość do negocjacji z Kremlem i wyciszeniem sprawy" - uważa Kłaskouski.

Różne scenariusze

W innym komentarzu Kłaskouski zastanawia się także nad pytaniem, które od kilku dni frapuje wszystkich analityków. Skąd się wzięli wagnerowcy i komu byli bardziej potrzebni, Mińskowi czy Moskwie?

Wśród dominujących scenariuszy, analizowanych przez ekspertów, jest ten promowany przez oficjalną propagandę - prowokacja strony rosyjskiej, a także wykorzystanie przez Białorusinów do własnej rozgrywki bojowników znajdujących się na terytorium ich kraju w związku z innymi planami (np. przerzut do Syrii czy Sudanu). Taką interpretację zdawali się podsuwać Rosjanie, przekonując, że mężczyźni byli na Białorusi przejazdem i udawali się do Turcji, lecz spóźnili się na samolot.

"Na razie najbardziej realną wydaje się wersja, że ci ludzie podróżowali tranzytem przez Białoruś, przy czym za zgoda jej władz. Białoruś była dla nich korytarzem, a nie celem" - ocenił ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa Andrej Parotnikau.

Inny analityk Arsen Siwicki jest jednak przekonany, że wersja o "mińskim hubie tranzytowym" nie ma sensu, ponieważ bojownicy są zazwyczaj transportowani samolotami wojskowymi lub w ostateczności - lotami czarterowymi, by nie zwracali na siebie uwagi. "Ich celem jest udział w akcjach siłowych i destabilizacja" - ocenił Siwicki. 

"Jeśli założyć, że wysłał ich Kreml, to oznacza to, że wybrali tam scenariusz siłowy, włącznie ze zmianą władzy na Białorusi" - zasugerował.

"Ustawka" z Moskwą?

Jako trzeci - najmniej prawdopodobny - eksperci podają możliwy wariant "ustawki" pomiędzy Mińskiem i Moskwą na użytek przedwyborczej sytuacji politycznej na Białorusi. Analitycy przypominają, że nie jest to pierwsza kampania wyborcza, w czasie której zdemaskowany zostaje rzekomy spisek sił zewnętrznych lub inne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Ostatnią taką sprawą była historia rzekomych bojowników Białego Legionu, którzy zostali wykryci na fali protestów w marcu 2017 r. Została ona naprędce umorzona osiem miesięcy później.

"Memem wszechczasów pozostanie jednak bajka o szczurze, przy pomocy którego przeszkoleni przez Amerykanów w Gruzji bojownicy mieli zatruć nasze rurociągi przed wyborami w 2006 r." - napisał Kłaskouski.

Według niego o tym, że sprawa bojowników jest sfabrykowana, świadczy m.in. próba połączenia ich z siedzącym w areszcie opozycjonistą Mikoła Statkiewiczem. Według Komitetu Śledczego bojownicy mogli mieć powiązania właśnie z nim i z mężem kandydatki Swiatłany Cichanouskiej, popularnym opozycyjnym blogerem. "Wyobrazić sobie zmowę twardego nacjonalisty Statkiewicza z landsknechtami Ruskiego Miru, to już coś zupełnie nieprawdopodobnego" - ocenił ekspert.

Rekordowa liczba uczestników wiecu

Chociaż władze stworzyły atmosferę zagrożenia i straszyły prowokacjami, ludzie nie pozostali w domu. Czwartkowy miting Cichanouskiej w Mińsku zgromadził rekordową liczbę ponad 60 tys. ludzi (to dane aktywistów Wiasny; według MSW - 18 tys.). Również w mniejszych miejscowościach na spotkania z kandydatką przychodzą tysiące ludzi.

Z Mińska Justyna Prus (PAP)


Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje