Reklama

Reklama

Biskupi episkopalni ostro o sesji Donalda Trumpa: Bóg to nie jest twoja zabawka

W poniedziałek (1 czerwca) prezydent Donald Trump postanowił zrobić sobie kilka zdjęć przed kościołem episkopalnym św. Jana, położonym w sąsiedztwie Białego Domu. Biskupi episkopalni protestują przeciwko wykorzystywaniu zniszczonego kościoła i Biblii jako rekwizytów do sesji - informuje BBC.

Wygrywając wybory prezydenckie w 2016 roku Donald Trump zdobył 81 proc. głosów białych wyborców, będących chrześcijanami ewangelikami i 60 proc. głosów białych katolików (według exit pools). Urzędujący prezydent USA kreuje się na lidera chrześcijańskich wyborców i ucieleśnienie wartości konserwatywnych. Jak zauważa BBC, jest to dość specyficzna sytuacja, biorąc pod uwagę jego życie prywatne.

Reklama

Donald Trump ma za sobą dwa rozwody, oskarżenia o napaści seksualne, wysuwane przez kilkadziesiąt kobiet, płacenie za milczenie gwiazdom porno, oraz historię kłamstw w publicznych wypowiedziach (jedna ze stron internetowych naliczyła ich kilkanaście tysięcy). Prezydent nie należy do żadnej konkretnej kongregacji i tylko okazjonalnie uczestniczy w nabożeństwach oraz, jak podkreśla, nie lubi prosić Boga o wybaczenie - wylicza BBC.

Wsparcie konserwatywnych wartości?

Tym niemniej udało mu się nawiązać więź z wyznawcami konserwatywnych wartości dzięki popieraniu ich politycznych priorytetów. Trump domagał się między innymi jak najszybszego otwarcia kościołów mimo pandemii.

Najnowsza odsłona jego demonstracyjnego przywiązania do religii miała miejsce w Waszyngtonie. W trakcie wystąpienia Ogrodzie Różanym Białego Domu prezydent zapowiedział, że odwiedzi położony niedaleko episkopalny kościół św. Jana. Świątynia ucierpiała w czasie protestów z powodu ognia podłożonego w jej piwnicy.

Aby zapewnić Trumpowi bezpieczne przejście do kościoła, policja rozpędziła demonstrantów przy użyciu gazu łzawiącego. Po dotarciu na miejsce prezydent pozował do zdjęć. W ręce trzymał Biblię w czarnej oprawie. W pewnym momencie uniósł ją w górę, by reporterzy mogli ją lepiej widzieć. Następnie Trump udał się z powrotem do Białego Domu.

Ostra reakcja przywódców religijnych

Zachowanie prezydenta spowodowało ostrą reakcję przywódców religijnych. Biskup episkopalna Waszyngtonu, wielebna Mariann Budde stwierdziła:

"Prezydent po prostu użył Biblii, najświętszego tekstu tradycji judeo-chrześcijańskiej. Użył też bez pozwolenia jednego z kościołów mojej diecezji, jako tła dla przesłania będącego antytezą nauczania Jezusa i wszystkiego, co reprezentuje sobą nasz Kościół. W tym celu zezwolił na użycie gazu łzawiącego przez policjantów w rynsztunku do tłumienia zamieszek, by oczyścić dziedziniec kościoła".

W rozmowie z CNN powiedziała też, że jest wściekła i że o wizycie w kościele należącym do zarządzanej przez nią diecezji dowiedziała się z telewizji. "Kiedy prezydent przyszedł do kościoła św. Jana nie modlił się, ani - jak stwierdziłeś - nie odnotował bólu, w jakim jest pogrążony obecnie nasz kraj" - dodała.  

W podobnym tonie, co biskup Waszyngtonu, wypowiedział się jezuicki ksiądz James Martin, będący konsultantem watykańskiego wydziału komunikacji:

"Wyrażę się jasno. To oburzające. Biblia to nie rekwizyt. Kościół nie jest okazją do ustawki. Religia to nie polityczne narzędzie. Bóg to nie jest twoja zabawka".

Do sprawy odniósł się także przewodniczący ligi międzywyznaniowej. "Widok prezydenta Donalda Trumpa stojącego przed kościołem episkopalnym św. Jana i trzymającego Biblię w odpowiedzi na wezwania do sprawiedliwości rasowej - tuż po tym, jak użył wojska by rozpędzić pokojowych demonstrantów - to jeden z najbardziej skandalicznych przykładów nadużywania religii, jaki kiedykolwiek widziałem" - stwierdził rabin Jack Moline. 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje