Burzliwe protesty w Rumunii. 440 osób poszkodowanych

440 osób, w tym kilkudziesięciu policjantów, zostało poszkodowanych w wyniku piątkowych demonstracji w Bukareszcie - poinformowały w sobotę rumuńskie służby medyczne. Protestujący wzywali do dymisji rządu i zwołania przedterminowych wyborów.

Media szacują, że w antyrządowych protestach w wielu miastach Rumunii wzięło udział od 30 do 50 tys. osób.

Reklama

Rzecznik rumuńskich oddziałów prewencyjnych Marius Militaru poinformował, że 70 osób, w tym 11 policjantów, przewieziono do szpitali. Wcześniej informowano o 65 hospitalizowanych. Dodał, że w stosunku do ośmiu osób policja wniesie zarzuty.

Nie wiadomo, czy wśród poszkodowanych są osoby z obrażeniami zagrażającymi życiu. Militaru zaznaczył, że jedna z funkcjonariuszek została "brutalnie pobita" i możliwe, że ma złamany kręgosłup.

Rzecznik podkreślił, że w piątek wieczorem policjanci otrzymali od biura prefekta polecenie ewakuowania protestujących z placu Zwycięstwa. Dodał, że protest przed budynkami rządowymi trwał już wtedy od kilku godzin.

Inny rzecznik policji Georgian Enache wskazał, że użycie siły było uzasadnione, ponieważ kilkukrotnie zaapelowano do protestujących o opuszczenie placu. Niektórzy uczestnicy akcji rzucali w stronę policji kamienie, butelki i bomby dymne. Grupa protestujących próbowała przerwać kordon policyjny, stojący przed rządowym budynkiem.

By rozproszyć protestujących, policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych. Według policji w tłumie byli "prowokatorzy".

Prezydent Rumunii Klaus Iohannis, krytyk lewicowego rządu, potępił "brutalną interwencję policyjnych oddziałów prewencyjnych". Rząd na razie nie skomentował piątkowych zdarzeń.

"Sprawiedliwość, nie korupcja!", "Partia złodziei"

Protest, na który do kraju przyjechały tysiące mieszkających na co dzień za granicą Rumunów, przerodził się w zamieszki w piątek wieczorem. Policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych, by rozproszyć protestujących. Według policji w tłumie byli "prowokatorzy". Niektórzy uczestnicy akcji rzucali w stronę policji kamienie, butelki i bomby dymne. Grupa protestujących próbowała przerwać kordon policyjny, stojący przed rządowym budynkiem.

Uczestnicy demonstracji trzymali w rękach m.in. flagi Rumunii i Unii Europejskiej. Słychać było hasła: "Sprawiedliwość, nie korupcja!", "Partia złodziei". Przed budynkiem rządu tłum skandował: "czerwona plaga".

Jak podaje Politico, powołując się na czerwcowy raport Banku Światowego, za granicą kraju, którego obywatelami jest 19,6 mln osób, mieszka i pracuje od 3 do 5 mln Rumunów. Większość z nich, około 2,6 mln, jest w wieku produkcyjnym, co stanowi ok. 20 proc. zasobów siły roboczej Rumunii.

Emigranci zaznaczają, że opuścili kraj ze względu na korupcję, niskie wynagrodzenie i brak perspektyw. W ubiegłym roku emigranci przesłali do domów w Rumunii ok. 5 mld dolarów.

Większość mieszkających za granicą Rumunów nie popiera rządzącej Partii Socjaldemokratycznej (PSD). Od czasu zwycięstwa PSD w wyborach w 2016 r. Rumuni regularnie organizują protesty, podczas których wypowiadają się przeciwko implementacji przez rząd nowych przepisów, które zdaniem krytyków osłabią walkę z korupcją. Setki tysięcy Rumunów podpisały petycję, w której domagają się wprowadzenia przepisów, które zabraniałyby sprawowania urzędu osobom oskarżonym o korupcję i inne przestępstwa.

Jak zaznacza Reuters, Rumunia plasuje się w czołówce najbardziej skorumpowanych krajów w UE.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje