Reklama

Reklama

Czaputowicz: Ukraiński samolot zestrzelony? To prawdopodobne

Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz powiedział dziennikarzom w Brukseli, że jest to bardzo prawdopodobne, iż ukraiński samolot, który rozbił się w Iranie, został zestrzelony.

Czaputowicz wziął udział w Brukseli w nadzwyczajnym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych zwołanym w związku z ostatnimi wydarzeniami na Bliskim Wschodzie.

Reklama

Jak mówił, dyskusja dotyczyła m.in. katastrofy ukraińskiego samolotu w okolicach Teheranu. "Jest to bardzo prawdopodobne, że doszło do zestrzelenia" - powiedział dodając, że w tej kwestii należy domagać się dalszych wyjaśnień i śledztwa. "Pojawiały się głosy, że UE powinna domagać się od Iranu obiektywnego śledztwa. Myślę, że w tym kierunku te dyskusje będą dalej prowadzone. Te głosy były zdecydowane, zwłaszcza Szwecji" - powiedział. Polska - jak wskazał - popiera to stanowisko.

Boeing 737-800 ukraińskich linii lotniczych Ukraine International Airlines (UIA) rozbił się w środę rano krótko po starcie z lotniska w Teheranie. Zginęło 176 osób, w tym 82 Irańczyków, 63 Kanadyjczyków, 11 Ukraińców, a także obywatele Szwecji, Afganistanu, Wielkiej Brytanii i Niemiec.

Premier Kanady Justin Trudeau powiedział, że według informacji z wielu źródeł samolot UIA został zestrzelony przez irański pocisk ziemia-powietrze, być może nieumyślnie. Podobne oświadczenia złożyli premierzy Wielkiej Brytanii i Australii, Boris Johnson i Scott Morrison.

"Demonstrujemy jedność"

Czaputowicz powiedział, że podczas spotkania w Brukseli podkreślano konieczność deeskalacji sytuacji na Bliskim Wschodzie. "Co do tego jest zgoda wśród ministrów" - zaznaczył. W tej sprawie, jak przekonywał, ważna jest też konieczność zaakcentowania jedności transatlantyckiej.

"Powinniśmy być razem ze Stanami Zjednoczonymi, szukać rozwiązania na przyszłość. Ponad 200 polskich żołnierzy jest w Iraku i oni byli narażani na ataki. Powinniśmy znaleźć wspólne rozwiązanie" - powiedział, wskazując, że szef unijnej dyplomacji Josep Borrell będzie monitorował tę kwestię.

Jak wskazał, jedną z koncepcji budowania stabilności w regionie jest propozycje zwołania konferencji regionalnej, którą przedstawił Borrell. Inna propozycja to, jak powiedział, powołanie specjalnego przedstawiciela, który byłby odpowiedzialny za region Bliskiego Wschodu.

Na piątkowym spotkaniu o konieczności utrzymania jedności transatlantyckiej mówił szef NATO Jens Stoltenberg. "Ten głos poparłem wprost. (Stoltenberg-PAP) przedstawił również oczekiwania USA. (...) Stany Zjednoczone, podkreślił, oczekują większego zaangażowania członków Sojuszu Północnoatlantyckiego (na Bliskim Wschodzie-PAP)" - powiedział polski minister. O tych kwestiach mają rozmawiać w lutym ministrowie obrony Sojuszu.

Zdaniem Czaputowicza udział militarny Polski w regionie jest "znaczny". W regionie stacjonuje ponad 200 polskich żołnierzy. "To jest zauważalne. Nie podejmujemy żadnych kroków, które by wskazywały na chęć przeniesienia tych wojsk czy wycofania. Demonstrujemy jedność z naszymi sojusznikami w ramach NATO" - powiedział minister.

Dyskusja w Brukseli dotyczyła tez sytuacji w Libii. "Następuje tam zmiana sytuacji geopolitycznej. (...) Ta zmiana jest wynikiem silniejszego zaangażowania Rosji i Turcji w ten konflikt" - tłumaczył szef MSZ. Jak mówił, Rosja jest postrzegana jako ważny gracz w Libii i panuje przekonanie, że razem z Moskwą trzeba szukać porozumienia.

Poniedziałkowe spotkanie ministrów zwołał szef unijnej dyplomacji Josep Borrell w reakcji na ostatnie wydarzenia na Bliskim Wschodzie.

Napięcie na Bliskim Wschodzie

Amerykańskie lotnictwo w nocy z 2 na 3 stycznia przeprowadziło w Bagdadzie atak, w którym zginął irański generał Kasem Sulejmani, dowódca elitarnej jednostki wojskowej Al Kuds, oraz dowódca irackiej proirańskiej milicji, Abu Mahdi al-Muhandis. W reakcji na nalot Iran zapowiedział odwet. Z kolei parlament Iraku na nadzwyczajnej sesji w niedzielę uchwalił rezolucję, wzywającą rząd do podjęcia działań zmierzających do zakończenia obecności w Iraku wszystkich zagranicznych żołnierzy, w tym oddziałów amerykańskich.

W nocy z wtorku na środę z terytorium Iranu wystrzelono ponad 20 pocisków rakietowych na cele Stanów Zjednoczonych w Iraku: bazę wojskową Ain Al-Asad, położoną 160 km na zachód od Bagdadu, oraz bazę w Irbilu, w irackim Kurdystanie na północy kraju.

Według irańskiej telewizji państwowej w nalotach odwetowych zginęło 80 "amerykańskich terrorystów" oraz "poważnie uszkodzone" zostały śmigłowce i sprzęt wojskowy. Tymczasem prezydent USA Donald Trump oświadczył w środę w Białym Domu, że w ataku Iranu na amerykańskie bazy w Iraku nie było ofiar śmiertelnych ani znaczących strat i udało się ocalić personel wojskowy baz dzięki systemowi ostrzegania przed atakiem.

W pierwszej publicznej wypowiedzi po ataku na amerykańskie bazy w Iraku Trump zapowiedział też nałożenie nowych sankcji na Iran. Zadeklarował też, że nie pozwoli, by kraj ten uzyskał broń atomową. W piątek Amerykanie ogłosili, że nakładają sankcje na 22 irańskie podmioty gospodarcze i trzy statki.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje