Reklama

Reklama

Debata prezydencka demokratów: Warren i Sanders kontra centryści

Druga seria debat polityków ubiegających się o nominację Partii Demokratycznej w wyborach prezydenckich w 2020 r. ponownie ujawniła istniejące podziały. Zwolennicy radykalnych posunięć, które mają odsunąć Trumpa od władzy, byli krytykowani przez umiarkowanych.

W pierwszej z serii debat, które odbywają się w Detroit i są transmitowane m.in przez CNN, wzięło udział 10 polityków, w tym - trzy kobiety. W kolejny dzień odbędzie się debata z udziałem również 10 polityków (m.in. Joe Bidena).

Reklama

W swych wystąpieniach wstępnych zarówno senator Elizabeth Warren, jak senator Bernie Sanders - znani ze swych lewicowych poglądów - zarzucili oponentom przesadną ostrożność polityczną i "ideową miałkość". W ich ocenie system polityczno-gospodarczy, który służy wyłącznie najzamożniejszym i korporacjom, wymaga radykalnego podejścia.

Warren oceniła, że demokratom brakuje kręgosłupa moralnego i mają do zaoferowania wyborcom tylko "drobne, źle wyartykułowane idee".

Elizabeth Warren, senatorka z Massachusetts zapewniała, że koszty rozszerzenia ubezpieczenia Medicare na wszystkich członków rodziny powinni pokryć ludzie bogaci i korporacje. "Nie będzie nimi obciążona klasa średnia" - obiecała.

Sanders podkreślał w swych wypowiedziach, że większość Amerykanów żyje od wypłaty do wypłaty, z trudem wiążąc koniec z końcem. Zaapelował, by reformy skoncentrowały się przede wszystkim na "transformacji gospodarki i zmianach w sposobie rządzenia państwem".

Umiarkowani kontratakują

Takie stanowisko spotkało się z krytyką innych kandydatów. Przedstawiciel obozu "umiarkowanych", gubernator stanu Montana, Steve Bullock powiedział, że Warren i Sanders to politycy, którzy reprezentują szkołę "ekonomii życzeniowej", a gubernator z Kolorado John Hickenlooper zauważył, że "demokraci mogliby rozwiązywać problemy bez uciekania się do rozbudowywania administracji".

Bullock zaznaczył dodatkowo, że ludzie pracy w USA nie mogą czekać na rewolucję", którą zapowiada Sanders. "Żyją bowiem problemami, które są tu i teraz" - dodał.

Były członek Izby Reprezentantów USA ze stanu Maryland John Delaney ocenił, że propozycja objęcia systemem ubezpieczeń Medicare wszystkich jest zbyt ekstremalna i "prowadzi prostą drogą do ponownego zwycięstwa Donalda Trumpa w 2020 r." Zaapelował, by "dać ludziom wybór w sprawie ubezpieczeń".

Kluczowy moment debaty

W ocenie komentatorów najważniejszy moment debaty nastąpił, gdy Elizabeth Warren, zwracając się do Johna Delaneya, zakwestionowała sens jego startu w prawyborach. 70-letnia senator uderzyła przy okazji w pozostałych centrystów.

"Nie rozumiem, dlaczego ktoś zadaje sobie tyle trudu, by startować na prezydenta Stanów Zjednoczonych tylko po to, by mówić, czego się nie da zrobić i o co nie powinniśmy walczyć" - oznajmiła Warren przy aplauzie publiczności.

Sanders i Warren za Bidenem

Sanders i Warren cieszą się poparciem ok. 15 proc. demokratycznych wyborców każdy, o połowę mniej niż były wiceprezydent Joe Biden, którego popiera 32 proc. Zajmują oni odpowiednio - drugie i trzecie miejsce w sondażach. Na czwartej pozycji uplasowała się senator z Kalifornii Kamala Harris z poparciem ok. 10,5 proc.

55-letnia Harris i 76-letni Biden będą debatować w drugiej grupie.

Co na to "burmistrz Pete"?

W ocenie komentatorów w dyskusji dobrze wypadł burmistrz South Bend, 37-letni Pete Buttigieg, który cieszy się 6-procentowym poparciem. Skoncentrował się on na problemach młodzieży i zmianach klimatycznych.

Jak pisze agencja AFP, Buttigieg, który jest znanym obrońcą praw osób ze środowiska LGBT i w 2018 r. wszedł w związek małżeński z innym mężczyzną, starał się w swych wypowiedziach zdystansować od radykalnych propozycji 70-latków: Sandersa i Warren, którzy proponują wyznaczenie federalnej płacy minimalnej, umorzenie kredytów studenckich oraz wprowadzenie powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje