Donald Trump w ogniu krytyki

Biały Dom znalazł się w ogniu krytyki za odseparowywanie dzieci imigrantów od ich rodziców. Działanie takie jest skutkiem wprowadzonej przez administrację Donalda Trumpa zasady "zero tolerancji" wobec osób, które bezprawnie przekroczyli południową granicę Stanów Zjednoczonych.

Zdjęcia dzieci za metalową siatką śpiących pod kocami z aluminiowej folii oraz nagrania ich płaczu i nawoływań: "Mamusiu! Tatusiu!" wywołały w USA głosy oburzenia. 

Reklama

Politycy, działacze społeczni, lekarze i przywódcy religijni wzywają prezydenta Trumpa, by odstąpił od działań, które określają mianem niehumanitarnych. Nawet część polityków Partii Republikańskiej oceniło, że zasady "zero tolerancji" wobec nielegalnych imigrantów ma zbyt drastyczne skutki. 

Stosowanie tej zasady oznacza, że osobom schwytanym na nielegalnym przekroczeniu granicy stawiane są zarzuty kryminalne co skutkuje ich aresztowaniem. Zgodnie z prawem, dzieci nie można umieszczać w zakładach karnych, dlatego są one odseparowywane od rodziców i umieszczane w specjalnych ośrodkach. 

Od wprowadzenia w kwietniu zasady "zero tolerancji" rodzicom odebrano już dwa tysiące dzieci. 

Prezydent Donald Trump winą za taką sytuację obarcza polityków obu partii w Kongresie, którzy nie uchwalili dotychczas reformy prawa imigracyjnego. 

"Obie strony nieustannie walczą ze sobą. Mamy dobrą okazję, by to zmienić" - oświadczył amerykański prezydent. 

Donald Trump wezwał Kongres, by przyznał rządowi prawo do aresztowania lub deportowania całych rodzin, co jego zdaniem zakończy praktykę separowania dzieci i rodziców. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje