Reklama

Reklama

DRK: Atak na rezydencję prezydenta

Napastnicy uzbrojeni w karabiny i maczety zaatakowali w niedzielę rezydencję prezydenta Demokratycznej Republiki Konga w Kinszasie. W trwającej blisko godzinę strzelaninie zginęło co najmniej dziewięć osób - informują świadkowie.

W momencie ataku prezydent Joseph Kabila i jego żona byli poza domem.

Reklama

Kabila uważa, że za atak, do którego doszło przed zaplanowanymi na listopad wyborami prezydenckimi odpowiedzialni są jego przeciwnicy polityczni.

- Zrobili to ci ludzie, którzy boją się stawić mi czoła w wyborach - relacjonuje słowa Kabili jego doradca.

Minister ds. łączności i mediów Lambert Mende po ataku wystąpił w państwowej telewizji i zapewnił, że obecnie wszystko jest pod kontrolą. Dodał, że niektórzy napastnicy zostali zabici lub ranni, a pozostałych aresztowano.

- Ludzie ci chcieli fizycznie skrzywdzić prezydenta, ale kraj i wszystkie jego instytucje działają normalnie - oświadczył.

Świadkowie informują, że w pobliżu rezydencji prezydenta wiedzieli ciała siedmiu napastników i dwóch ochroniarzy.

Jak podkreśla agencja Associated Press, mimo że wschodnia cześć Demokratycznej Republiki Konga jest bardzo niespokojna i rebelianci terroryzują tam cywili, to podobne ataki w stolicy kraju Kinszasie zdarzają się dość rzadko.

Obecny prezydent objął swój urząd w 2001 roku po tym jak zamordowano jego ojca, Laurenta Kabilę. W 2006 roku został wybrany na kolejną kadencję w pierwszych demokratycznych wyborach w tym kraju. W styczniu opowiedział się za przeprowadzeniem w listopadzie tylko jednej tury wyborów prezydenckich, dzięki czemu prezydentem będzie mógł zostać kandydat, który zdobędzie mniej nić 50 proc. głosów. Zdaniem opozycji może się to przyczynić do jego zwycięstwa.

Dowiedz się więcej na temat: napastnicy | Rezydencja | prezydent | atak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje