Dżihadyści z Sahary grożą Francji i Egiptowi

​Mochtar Belmochtar, samozwańczy emir talibów z Sahary, który w tym roku wsławił się zuchwałymi atakami w Algierii i Nigrze, skrzyknął nową armię pustynnych dżihadystów. Grozi Francji, ale przede wszystkim zamierza przenieść świętą wojnę z Sahary do Egiptu.

Czterdziestoparoletni Belmochtar, który od lat należy do najgroźniejszych komendantów partyzanckich dżihadystów z Maghrebu, Sahary i Sahelu ogłosił w tym tygodniu, że po ubiegłorocznym rozejściu się z filią Al-Kaidy w Maghrebie, połączył siły z Al-Kaidą z Sahelu i utworzył nowe ugrupowanie partyzanckie pod nazwą Brygada Al-Murabitun (Brygada Strażników).

W skład nowego partyzanckiego wojska mają wejść bojownicy z dowodzonej przez Belmochtara Brygady Zamaskowanych oraz żołnierze z Ruchu na Rzecz Jedności Świętej Wojny w Afryce Zachodniej, dowodzonego przez mauretańskiego Tuarega Ahmeda "Telmissiego" Oulda Amera.

Reklama

Ruch na Rzecz Jedności Świętej Wojny w Afryce Zachodniej powstał w 2011 roku wskutek schizmy w Al-Kaidzie Maghrebu. Założyli go zachodnioafrykańscy dżihadyści, niezadowoleni z całkowitej dominacji Algierczyków w dowództwie Al-Kaidy Maghrebu.

Wynikiem personalnych konfliktów z dawnymi towarzyszami broni była też kolejna schizma, w wyniku której z Al-Kaidą Maghrebu zerwał Algierczyk Belmochtar.

Mimo nieporozumień i sporów Al-Kaida Maghrebu, "Zamaskowani" Belmochtara, a także Ruch Jedności i malijscy talibowie wspólnie zajęli w 2012 roku północną część Mali i przerobili ją na pustynny kalifat dżihadystów.

W styczniu wspólnie walczyli z Francją, która dokonała inwazji na Mali, by zniszczyć przyczółek islamskich rebeliantów. Rozgromieni przez francuskich spadochroniarzy i Legię Cudzoziemską, dżihadyści przenieśli się z Mali na południe Libii, która od obalenia pułkownika Kadafiego pogrąża się coraz bardziej w chaosie i przeradza w saharyjski Afganistan, nową kryjówkę ściganych listami gończymi banitów.

W styczniu, w odwecie za inwazję Francuzów na Mali, partyzanci Belmochtara zaatakowali z libijskich kryjówek kompleks gazowy w Ain Amenas w Algierii, który zamierzali wysadzić w powietrze i wziąć kilkudziesięciu cudzoziemców jako zakładników. Najzuchwalszy w Afryce rajd zakończył się kilkudniową bitwą, wybiciem do nogi napastników, a także śmiercią prawie 40 cudzoziemskich pracowników kompleksu gazowego.

Pod koniec maja, również z kryjówek w Libii, partyzanci Belmochtara zaatakowali kopalnię uranu w Arlit i pustynne miasto garnizonowe w Agadezie w Nigrze. W czerwcu napadli na więzienie w stolicy Nigru, Niamej i uwolnili z niego przetrzymywanych tam 20 towarzyszy broni. W atakach w Nigrze zginęło prawie 30 osób.

Belmochtar od lat blisko współpracuje z dżihadystami z Sahary i Sahelu. W przeciwieństwie do swoich towarzyszy z Algierii, którzy uparli się toczyć wojnę w górach na północy kraju, Belmochtar zawsze uważał, że przyszłość afrykańskiego dżihadu leży na Saharze i Sahelu.

Przeniósł się tam ze swoimi partyzantami już przed dziesięcioma laty, nawiązał sojusze, zbił fortunę na przemycie narkotyków i papierosów, a także porywaniu cudzoziemców dla okupu.

Przez długie lata Zachód lekceważył go i widział w nim co najwyżej króla przemytników z Sahary. W zachodnich stolicach zmieniono zdanie o algierskim, jednookim emirze dopiero, gdy zaatakował w Algierii i Nigrze. W lipcu rząd USA wyznaczył za jego głowę 5 mln dolarów nagrody.

Belmochtar, choć skłócony z filią Al-Kaidy z Maghrebu podkreśla na każdym kroku, że jest wiernym sługą naczelnego dowódcy Terrorystycznej Międzynarodówki Ajmana Al-Zawahiriego i podziela jego pogląd, że celem dżihadystów nie powinna być wojna o władzę w którymkolwiek z muzułmańskich krajów lecz walka z "krzyżowcami" z Zachodu w każdym zakątku świata.

Ma to być także celem nowo utworzonej Brygady Strażników, o której zawiązaniu Belmochtar poinformował wywieszając ogłoszenie na witrynie internetowej mauretańskiej agencji informacyjnej ANI. Strażnicy poprzysięgli wojnę Francji, by zemścić się na niej za inwazję na Mali.

Zapowiedzieli też, że z oaz na libijskiej pustyni przeniosą wojnę przez granicę do Egiptu, gdzie zdaniem Belmochtara "syjoniści i krzyżowcy" wydali nową wojnę islamowi. Celem egipskiej wojny ma być utworzenie kalifatu, rozciągającego od brzegów Nilu po Atlantyk.

Belmochtar zapowiedział, że ani on, ani dotychczasowy przywódca Ruchu na Rzecz Jedności Świętej Wojny w Afryce Zachodniej nie będą pretendować do stanowiska emira Brygady Strażników. Ma je otrzymać weteran wojen w Afganistanie z Armią Radziecką z lat 80. i tej dzisiejszej, prowadzonej przez wojska Zachodu. Nowy emir walczył też z Francuzami w Mali i według słów Belmochtara nie jest Algierczykiem.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje