Ekspert: Uprowadzenie Estończyka ostrzeżeniem dla Bałtów i NATO

Porwanie funkcjonariusza estońskiego kontrwywiadu do Rosji wygląda na rosyjską reakcję na wizytę prezydenta Baracka Obamy w Estonii i ustalenia szczytu NATO w Walii - powiedział PAP Keir Giles, dyrektor ośrodka badawczego Conflict Studies Research Centre.


- Jest to niejasna i mętna sprawa, za wcześnie, by wyciągać z niej jednoznaczne wnioski, ale wygląda na to, że mamy do czynienia z reakcją Rosji na oświadczenia prezydenta Baracka Obamy w Estonii zapewniające kraje bałtyckie o tym, że USA nie będą tolerować zmiany granic z użyciem zbrojnej przemocy - ocenił.

Reklama

Prezydent USA odwiedził Estonię w dniach 2-3 września, w przededniu szczytu NATO w walijskim Newport (4-5 września). Estoński oficer został uprowadzony w czwartek późnym popołudniem, a wiadomość o tym podano w piątek rano.

- Rosja dwukrotnie w ostatnich sześciu latach pokazała, że można zmieniać granice siłą: w Gruzji i na Krymie. Incydent estoński, jeśli nie jest zbiegiem okoliczności, a zbiegi okoliczności w tego rodzaju pracy zdarzają się bardzo rzadko, jest ze strony Rosji demonstracją, że mimo zachodnich ostrzeżeń faktycznie może zrobić w swoim sąsiedztwie, co chce - dodał.

Według niego na obecnym etapie można tylko spekulować, czy 43-letni oficer estońskiego kontrwywiadu KaPo, Eston Kohver, był namierzony przed uprowadzeniem, ale z komunikatu służby rosyjskiego wywiadu FSB stwierdzającego, że jest w rejonie Pskowa, miał przy sobie pistolet, 5 tys. euro i specjalistyczny sprzęt audiowizualny, wynika, że jego porwanie stało się dla Rosjan "sprawą wagi państwowej".

FSB twierdzi, że Kohver był po rosyjskiej stronie granicy z Estonią, ale rosyjska i estońska straż graniczna nie potwierdzają tego. Według estońskiego rządu Kohver w chwili porwania w rejonie pogranicza prowadził operację kontrwywiadowczą przeciwko zorganizowanej grupie przestępczej.

Giles sądzi, że rosyjska akcja w Estonii wpisuje się w jeden i ten sam ekspansjonistyczny i asertywny model rosyjskiej polityki wobec sąsiadów. - Incydent w Estonii jest ze strony Moskwy demonstracją, że reakcja Zachodu na jej politykę wobec Ukrainy mało ją obchodzi - powiedział.

Brytyjski ekspert zauważył, że do incydentu doszło w czasie natowskiego szczytu, na którym zdecydowano o wzmocnieniu tych krajów Europy Środkowej i Północno-Wschodniej, które mogą czuć się zagrożone przez Rosję, w tym Polski.

- Rosja od pewnego czasu daje do zrozumienia nie tylko, że jest nieugięta, ale też że jest szybsza od NATO. Od kilku lat prowadziła ćwiczenia wojskowe, których scenariusz zakładał stawienie czoła "natowskiej szpicy". Rosyjska armia ćwiczyła się w odizolowaniu państw, które NATO wsparłoby z morza i powietrza - przypomniał.

Porwanie Kohvera uznał Giles za ostrzeżenie pod adresem krajów bałtyckich i oznakę powrotu do praktyk z wczesnego okresu zimnej wojny, gdy sowieckie służby porywały swych politycznych przeciwników.

Dowiedz się więcej na temat: Eston Kohver

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje