Reklama

Reklama

Energia elektryczna droższa o 100 proc.? Trwa walka o pakiet klimatyczny

Protest przeciwko pakietowi klimatycznemu ma szansę stać się pierwszą masową petycją w historii Unii Europejskiej. Od pierwszego kwietnia obywatele Wspólnoty będą mogli składać masowe petycje. Umożliwia to Traktat Lizboński. Jeśli co najmniej milion obywateli siedmiu krajów członkowskich opowie się przeciwko pakietowi, Bruksela będzie musiała zareagować.

Liczą na to przeciwnicy idei szybkiego odchodzenia od gospodarki węglowej. Wskazują oni, że wymuszanie na przemyśle redukcji emisji CO2 spowoduje przeniesienie produkcji do Azji: tam kominy będą dymiły tanio i bez ograniczeń.

Reklama

W Unii Europejskiej, szczególnie w krajach takich jak Polska, znacząco wzrośnie za to cena energii elektrycznej. Krytycy pakietu ostrzegają przed upadkiem całych gałęzi przemysłu na naszym kontynencie.

Klub Parlamentarny Solidarnej Polski zapowiedział w tej sytuacji skorzystanie z możliwości, jaką daje Europejska Inicjatywa Obywatelska. Europoseł Jacek Kurski jest przekonany, że milion podpisów uda się bardzo łatwo zebrać w pogrążonej w kryzysie Europie. W Polskim Radiu mówił, że pakiet to "brednia i szaleństwo", które "zabije energetykę i wzrost gospodarczy nie tylko u nas, ale w Polsce szczególnie".

KE chce więcej

Zanim zaczną napływać protesty, dziewiątego marca ma dojść do spotkania unijnych ministrów do spraw środowiska. Tematem będzie pakiet klimatyczny, czyli plany obniżenia emisji CO2.

Komisja Europejska nie zamierza poprzestać na wynegocjowanym pułapie dwudziestoprocentowej obniżki emisji do roku 2020. Chce trzydziestoprocentowej redukcji.

Kto się boi?

Prócz nas pakietu obawiają się także Estonia, Łotwa i Czechy. Również kraje, które zainwestowały w pozyskiwanie tak zwanej zielonej energii, zaczynają się wycofywać. Hiszpania orzekła, że jej na to nie stać w czasach kryzysu: inwestowanie w czystą energię zwiększa jej dług publiczny. Jest więc szansa, że tym razem Polsce uda się wokół tej kwestii zbudować koalicję zainteresowanych państw.

Analitycy przypominają, że w połowie ubiegłego roku samotnie zdecydowaliśmy się na weto w sprawie pozwoleń na emisję. Zdaniem ekspertów, sytuacja jednak jest trudna, bo właśnie przystępujemy do negocjowania wspólnotowego budżetu na lata 2014-2020 i w którymś miejscu będziemy musieli ustąpić.

Dlatego wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak waży słowa i niejednokrotnie wskazuje na niezaprzeczalne korzyści płynące z czystych technologii. Spotkał się też z profesorem Jeremym Rifkinem, autorem przetłumaczonych na kilkadziesiąt języków analiz dotyczących nowych technologii. Z prac tych korzystają korporacje i agendy rządowe wielu krajów.

"Polskę stać"

Profesor Rifkin jest przekonany, że Polskę stać na zainwestowanie w nowoczesność. W rozmowie z Polskim Radiem podkreślił, że bez względu na to, jaką decyzję podejmiemy i tak będziemy musieli inwestować.

Zaznaczył, że w europejskich funduszach rozwojowych zarezerwowano dla Polski, na modernizację infrastruktury, w ostatnich pięciu latach 67 miliardów euro. - Możecie otrzymać jeszcze więcej z nowego budżetu. Pytanie brzmi: w co włożycie te pieniądze. Musicie to rozważyć - powiedział Jeremy Rifkin podczas wizyty w Warszawie.

Ile to będzie kosztować?

Według szacunków Krajowej Izby Gospodarczej, w 2030 roku wydatki polskich przedsiębiorstw, związane z redukcją emisji CO2, mogą sięgnąć 22 miliardów złotych. Już za 3 lata koszty te wyniosą 5 miliardów.

Niektórzy eksperci przewidują, że wskutek wdrożenia pakietu klimatycznego ceny energii elektrycznej w Polsce w ciągu 10 lat wzrosną nawet o 100 proc.

Polski rząd, pod ogromną presją państw członkowskich i unijnych instytucji, zgodził się na pakiet klimatyczno-energetyczny w 2008 roku.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy