Ernest Wyciszkiewicz: W polityce Rosji wobec Zachodu jest dużo blefu

W Rosji idzie ku gorszemu, ale mimo trudności gospodarczych prezydent Władimir Putin i jego otoczenie potrafią wykorzystywać strach Rosjan przed powrotem do chaosu lat 90. - mówi PAP Ernest Wyciszkiewicz, nowy dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.

PAP: Nie boi się pan zbrojnego konfliktu z Rosją? Myśli pan, że może do niego dojść?

Ernest Wyciszkiewicz, dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia: - Nikt z nas tego nie wie i nie jest w stanie przewidzieć, ponieważ dynamika zdarzeń w Rosji i na świecie jest zbyt duża. Jeżeli ceny ropy naftowej utrzymają się niskim poziomie lub obniżą się jeszcze bardziej, jeśli nie dojdzie do reform strukturalnych w Rosji, jeżeli wyczerpią się zasoby i będzie wymuszona zmiana modelu ich redystrybucji, który stanowi podstawę systemu władzy, wówczas rosyjskie elity staną przed wyzwaniem adaptacji do nowych warunków. Niewykluczone, że dojdzie wówczas do wewnętrznych konfliktów o dostęp do przywilejów, ujawnią się być może nowe podziały, kto wie czy władze ponownie nie poszukają źródeł legitymizacji w agresywnej polityce zagranicznej.

Reklama

Pozostaje tylko nadzieja, że mimo trudnej wewnętrznej sytuacji, spadku cen surowców, Rosja nie będzie podejmować agresywnych działań.

- Pamiętajmy, że wielkie wojny wybuchały czasami z błahych i nieoczekiwanych powodów. Regularne wyłączanie w rosyjskich samolotach wojskowych transponderów, które pozwalają cywilnym samolotom widzieć je w powietrzu; czy też akrobacje lotnicze nieopodal natowskich okrętów każą zadać pytanie: co będzie jeśli zdarzy się wypadek? Jaka wówczas będzie reakcja NATO, Stanów Zjednoczonych czy Rosji? Tu już nie mówimy o celowej polityce, która zmierza do zbrojnego konfliktu, którego nikt w istocie nie chce, bo byłby wyniszczający dla obu stron. Tu pojawia się przypadek, który może wywołać nieoczekiwane konsekwencje.

Tylko czy politycy o tym pamiętają?

- Wojskowi, a za nimi politycy z obu stron zdają sobie z tego sprawę. W polityce Rosji wobec Zachodu jest dużo blefu, napinania muskułów, psychologicznej gry, które mają jednak prowadzić do realnych politycznych ustępstw. Niestety, historia uczy nas, że taka gra może wymknąć się spod kontroli. Zauważmy, że scenariusze eskalacji, a nawet wojny atomowej przedstawia najczęściej rosyjska machina propagandowa. Potem władze mogą w oficjalnych wystąpieniach ów przekaz łagodzić, ale efekt psychologiczny pozostaje - dodatkowo wzmacniany przez powtarzające się prowokacje na wodzie i w powietrzu oraz potężne ćwiczenia na lądzie. Rośnie niepewność i presja zachodnich społeczeństw na rządy, aby ów scenariusz uczynić nierealnym, czyli ustąpić. Rosjanie testują nie tylko spójność Sojuszu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej, ale również spójność wewnętrzną poszczególnych państw.

I Rosja z Zachodem rozpocznie dialog na nowo?

- Problemem pozostanie Krym. Bo nikt na Zachodzie nie uzna jego aneksji i okupacji, dopóki nie będzie między Rosją a Ukrainą jakiegoś porozumienia pokojowego. Krym pozostanie zarzewiem kłopotów jeszcze na długie lata. Bez względu na to, kto będzie rządził po prezydencie Putinie.

W latach 2010-2011 wydawało się, że porozumienie Polaków z Rosjanami jest bliskie. Po katastrofie smoleńskiej Rosja odtajniała m.in. akta śledztwa katyńskiego i przekazywała je do Polski. Między historykami i dyplomatami z Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych trwał ożywiony dialog dotyczący spornych kwestii historycznych.

- Polacy i Rosjanie już nie raz udowadniali, że potrafią ze sobą rozmawiać i dobrze współpracować. Owszem, już wtedy w 2010 roku także płynęliśmy w dwóch różnych łódkach i może nie do końca w tym samym kierunku, ale gdzieś daleko na horyzoncie była przed nami ta sama przystań. Okazało się jednak, że to myślenie cechował chyba nadmierny idealizm. Rosyjski system polityczny od wielu lat, i to jeszcze na długo przed dojściem do władzy Władimira Putina, skupił się nie na wdrażaniu, lecz na imitacji mechanizmów demokratycznych. Nonsensem jest nazywanie Rosji za czasów Borysa Jelcyna Rosją demokratyczną, ponieważ ewolucja dzisiejszego systemu władzy w Rosji zaczęła się w 1993 roku wraz z "rozstrzelanym" parlamentem (kryzys konstytucyjny w Rosji - PAP). Ostatecznie Jelcyn uratował swoją władzę wyłącznie dzięki umowie zawartej z oligarchami. Doszło do głębokiego kryzysu finansowego i gospodarczego, który skutecznie zniechęcił większość Rosjan do - w ich mniemaniu - demokracji, choć tak naprawdę wówczas w Rosji demokracji nie było. Z kolei popularność Putina w Rosji wiązała się ze znakomitą koniunkturą surowcową. Ludzie poczuli różnicę między chaosem i nędzą za Jelcyna, a szybkim rozwojem gospodarczym w czasach jego następcy.

Dzisiaj mamy do czynienia z sytuacją odwrotną. Ceny surowców spadły i budżet Federacji Rosyjskiej musi być ograniczany.

- W Rosji idzie ku gorszemu, ale to nie oznacza, że będą z tego jakieś nowe konsekwencje polityczne czy społeczne. Rosyjskie elity władzy trzymają się mocno i skutecznie przestrzegają przed ryzykiem powrotu do chaosu lat 90., sugerując, że każda zmiana musi niechybnie kraj uwsteczniać.

Rozmawiał Norbert Nowotnik

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje