Reklama

Reklama

​Francja: Starcia demonstrantów z policją przed szczytem G7

W pobliżu Biarritz doszło w piątek wieczorem do starć przeciwników szczytu G7 z policją - poinformowała agencja AFP, powołując się na lokalne władze. W starciach rannych zostało czterech policjantów, aresztowano 17 demonstrantów.

Do starć doszło w pobliżu obozu przeciwników G7 w niewielkiej miejscowości Urrugne, około 20 km od Biarritz, gdzie w sobotę rozpocznie się trzydniowy szczyt grupy G7.

Reklama

Protestujący próbowali zablokować policji drogę do obozu budując prowizoryczne barykady. Policjanci użyli broni na gumowe kule i gazu łzawiącego.

Nad bezpieczeństwem uczestników szczytu G7 w Biarritz czuwa ponad 13 000 policjantów i żandarmów. Przeciwnicy szczytu planują wielką demonstrację na sobotę w południe.

Francja już po raz siódmy organizuje szczyt najbardziej uprzemysłowionych państw. "Cały rok pracowaliśmy wraz z przedstawicielami ministerstw spraw wewnętrznych państw G7 nad tym, by szczyt w Biarritz był sukcesem" - zapewnił szef francuskiego MSW Christophe Castaner.

Jego zdaniem istnieje ryzyko wystąpień elementów dążących do starć i dopuszczających się przemocy. Od szczytu w Seattle przed dwudziestu laty systematycznie dochodzi do takich zajść - przypomniał.

G7 skupia najbardziej uprzemysłowione państwa świata (USA, Japonia, Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Włochy i Kanada). Głównym tematem rozmów przywódców w Biarritz, kurortu na południowym zachodzie Francji, być walka z nierównościami, ale jak się oczekuje, będą oni dyskutować także o napięciach w Zatoce Perskiej, amerykańsko-chińskiej wojnie handlowej czy kwestiach klimatycznych.

Francuscy komentatorzy kwestionują przydatność szczytów G7

Przed rozpoczynającym się w sobotę w Biarritz szczytem grupy G7, francuscy obserwatorzy zastanawiali się, do czego służą spotkania najbardziej uprzemysłowionych państw świata. I na ogół ich opinia co do przydatności takich szczytów jest sceptyczna.

Francuski prezydent Emmanuel Macron stara się przedstawić rozpoczynający się szczyt jako drogę do ratowania demokratycznego porządku światowego i sposób na ocalenie "europejskiej suwerenności". Niektórzy z kolei mają nadzieję, że tragedia, jaką jest pożar dżungli w Amazonii skłoni zgromadzonych w Biarritz przywódców do nakreślenia bardziej konkretnych planów walki o ochronę środowiska.

Bardzo kosztowne spotkanie wielkich tego świata w mieście zamienionym w warowną twierdzę - streszczał prezenter "France Info", "najoczywistsze dla zwykłych zjadaczy chleba, cechy szczytu G7"

Już kilka lat temu były minister Andre Santini, uchodzący za najdowcipniejszego polityka francuskiego, stwierdził po zakończeniu szczytu G7, że "gdyby to czemuś służyło, to byśmy się dowiedzieli".

"Dyplomacja pozowania"

Marc Semo pisze w dzienniku "Le Monde" o niebezpieczeństwie "dyplomacji pozowania". A to dlatego, że “walkę z nierównościami", zasadniczy temat szczytu, przesłonić mogą aktualne sprawy, takie jak napięcie w Zatoce Perskiej, wojna handlowa USA z Chinami czy kwestie klimatu. Jego zdaniem szczyt miałby znaczenie, gdyby wśród G7 "istniała wspólna wizja rozwoju gospodarczego". On jednak takiej wizji nie dostrzega, gdyż "każdy (z uczestników szczytu) patrzy na swoje interesy".

Jakby uzupełniając tę ocenę, Michel Taube, założyciel internetowej "Opinion Internationale", stwierdza, że "Europa jest poróżniona i osłabiona brexitem, jak i nacjonalizmem włoskim czy wschodnioeuropejskim". Ponadto kanclerz Niemiec Angela Merkel "jest u końca panowania", kanadyjski premier Justin Trudeau bardzo osłabiony, a premier Włoch Giuseppe Conte właśnie złożył rezygnację.

Taube za czynnik osłabiający G7 uważa "wykluczenie Władimira Putina z powodu interwencji (sic) na Krymie" w 2014 r. oraz to, że Xi Jinping "nie jest członkiem" tego forum. Szef "Opinion Internationale" bynajmniej nie jest jedynym francuskim komentatorem, żałującym nieobecności w Biarritz Rosji i Chin. Podobne opinie wyrażali na falach "France Info" politolodzy specjalizujący się w sprawach rosyjskich.

Historyk Regine Perron przypomniała w wywiadzie radiowym, że gdy w roku 1975 ówczesny prezydent Francji zorganizował pierwszy szczyt (wtedy G6), chodziło o to, by uciec od bezwładu ONZ i podjęcie szybkich decyzji w celu wyjścia z problemów walutowych i finansowych, spowodowanych wstrząsem naftowym. Zdaniem badaczki można mówić o konkretnych osiągnięciach niektórych szczytów. W 1988 r. wymazano część długów krajów rozwijających się, a w 1996 r. za priorytet uznano walkę z terroryzmem.

Na witrynie internetowej poświęconej G7, francuski MSZ wylicza "bardzo konkretne decyzje" podjęte podczas szczytów w ostatnim dziesięcioleciu. Coroczny raport pozwala ocenić realizację tych decyzji, informuje ministerstwo. Ale jak stwierdzili liczni dziennikarze, odsyła na niemożliwą do znalezienia stronę internetu.

Aktywiści organizacji pozarządowych oceniają G7 wyłącznie negatywnie. Dwa lata temu "kraje G7 zobowiązały się do redukcji gazów cieplarnianych i do zagwarantowania bezpieczeństwa żywnościowego. A dzieje się całkiem odwrotnie. Znów zwiększa się głód, jak i emisja gazów cieplarnianych" - powiedziała w wywiadzie dla RFI (francuskie radio dla zagranicy) Aurélie Trouvé z Alternatives G7.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje