Reklama

Reklama

Francja, USA i ONZ apelują o stabilność w Libanie

Z apelem do polityków libańskich, by zapobiegli destabilizacji swego kraju zwrócił się prezydent Francji Francois Hollande w piątek, po zamachu w Bejrucie, w którym zginęło co najmniej osiem osób. USA oznajmiły, że zamach jest "nie do usprawiedliwienia".

Jak powiadomiła kancelaria Hollande'a, wezwał on polityków, by "utrzymali jedność Libanu i uchronili go przed wszelkimi próbami destabilizacji". Francuski prezydent nie wymienił z nazwy sił, które jego zdaniem mogłyby dążyć do takiej destabilizacji, jednak jak przypomina Reuters, Francja wcześniej ostrzegała przed wpływem konfliktu wewnętrznego w Syrii na sąsiedni Liban.

Reklama

Hollande oświadczył również, że "wielką stratą" jest śmierć w zamachu szefa wywiadu libańskiej policji gen. Wissama al-Hassana.

Stany Zjednoczone stanowczo potępiły zamach. "W najostrzejszych słowach potępiamy ten - jak się wydaje - akt terroru. Nic nie może usprawiedliwiać takiej przemocy" - oświadczyła rzeczniczka Departamentu Stanu Victoria Nuland. Zastrzegła, że USA nie chcą "o niczym przesądzać, zanim władze libańskie nie wskażą osób odpowiedzialnych" za zamach.

Rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA Tommy Vietor nazwał zamach "barbarzyńskim atakiem". Podkreślił, że stabilność Libanu ma zasadnicze znaczenie dla jego sąsiadów w regionie.

Rada Bezpieczeństwa ONZ wydała oświadczenie, w którym potępiła "atak terrorystyczny" w Bejrucie.

W następstwie silnej eksplozji samochodu pułapki w centrum Bejrutu zginęło co najmniej osiem osób, a prawie 80 zostało rannych. W stolicy wybuchły zamieszki.

Gen. Hassan, który według libańskiej państwowej agencji prasowej zginął w zamachu, stał na czele dochodzenia, które wskazało na udział Syrii i szyickiego Hezbollahu w zamordowaniu byłego premiera Rafika Haririego. Ten sunnicki polityk zginął w ataku bombowym w 2005 roku, a Hassan był jego bliskim doradcą.

Hassan stał również za wykryciem planów zamachu bombowego, które doprowadziło do aresztowania w sierpniu libańskiego polityka, byłego ministra ds. informacji Michela Samahy, sprzymierzonego z syryjskim prezydentem Baszarem el-Asadem, przeciwko któremu w jego kraju toczy się rewolta.

Libańscy sunnici wyszli wieczorem na ulice Bejrutu po przekazaniu przez media informacji o śmierci Hassana.

Antagonizmy między sunnitami a szyitami w Libanie, żywe od wojny domowej w latach 1975-1990, zaogniły się po wybuchu konfliktu w Syrii. Społeczności religijne są podzielone na stronników Asada i zwolenników rebeliantów starających się go obalić. Mniejszość alawicka, z której wywodzi się Asad, to wyznawcy skrajnego odłamu szyizmu; wielu sunnitów uważa ich za niewiernych.

Przeciwnicy Hezbollahu, którzy oskarżają ugrupowanie o pomoc siłom Asada, ostrzegali od wielu miesięcy, że zaangażowanie w syryjski konflikt może zaostrzyć w Libanie tarcia na tle wyznaniowym.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy