Reklama

Reklama

Hiszpania: Kolejna nieudana próba powołania premiera

Klincz polityczny w Hiszpanii trwa: w piątek w drugim od wtorku głosowaniu, w którym konserwatyście Mariano Rajoyowi wystarczyłaby do reelekcji na premiera zwykła większość głosów (176), uzyskał ich tylko 170. Jeśli w ciągu 2 miesięcy to się nie zmieni, kraj czekają wybory.

W głosowaniu, które odbyło się późnym wieczorem, za kandydaturą lidera Partii Ludowej (PP) na szefa rządu głosowali tylko parlamentarzyści jego własnego ugrupowania oraz 32 liberałów z partii Ciudadanos i przedstawiciel nacjonalistycznej partii kanaryjskiej.

Reklama

Przeciwko jego kandydaturze była cala reszta (180) członków izby: 85 socjalistów z PSOE, 71 deputowanych lewicowej koalicji Unidos Podemos (Razem Możemy), katalońscy nacjonaliści (17) i Baskowie (7).

Rajoy, wieloletni przywódca konserwatystów, jest drugim politykiem w najnowszej historii Hiszpanii, który nie uzyskał inwestytury. Pierwszym był lider PSOE Pedro Sanchez, któremu w marcu tego roku nie udało się zdobyć wystarczającego poparcia Kongresu.

Według Sancheza, Rajoy ze swoją partią" zablokowali" sytuację polityczną w Hiszpanii, ponieważ jest on "najbardziej kontrowersyjnym kandydatem". Tymczasem PP powinna zaproponować kogoś innego, kogoś nowego.

Rajoy starał się na kilka dni przed głosowaniami w Kongresie zademonstrować, że PP jest gotowa do zmian. Przedstawiciele PP i Ciudadanos parafowali w tych dniach porozumienie, w którym konserwatyści zobowiązywali się uroczyście do "wyczyszczenia" sytuacji we własnym ugrupowaniu, w którym doszło do skandali finansowych i którego lider jest oskarżany o korzystanie z "czarnej kasy" PP.

Liczące 150 punktów porozumienie PP-Ciudadanos przewidywało także poprawę sytuacji płacowej pracowników i reformy socjalne.

Liberałowie ogłosili jednak w piątek, że jeśli Rajoy nie uzyska inwestytury i pozostanie p.o. premiera, ta umowa o współpracy przestaje obowiązywać.

Przywódca socjalistów Pedro Sanchez, którego obóz rządowy wini o "blokowanie sytuacji politycznej w kraju", twierdzi, że to uparte wysuwanie kandydatury Rajoya nie pozwala na wyjście z klinczu politycznego.

Cieszący się wciąż dużym prestiżem w Hiszpanii i w kołach politycznych Europy lider nielegalnej partii socjalistycznej w czasach panowania frankizmu w Hiszpanii i późniejszy długoletni premier Felipe Gonzalez zaproponował w przeddzień piątkowego głosowania, aby konserwatyści nie forsowali uparcie kandydatury Rajoya, budzącego największe zastrzeżenia, lecz rozważyli możliwość wysunięcia innej, mniej kontrowersyjnej postaci.

Na razie 61-letni Rajoy pozostaje p.o. szefa urzędującego gabinetu. Jeśli w ciągu dwóch miesięcy nie uda się przezwyciężyć kryzysu i znaleźć nowego, akceptowanego przez większość kandydata na szefa rządu, jeszcze w tym roku odbędą się trzecie w ciągu dwunastu miesięcy wybory.

Jedyna sprawa, którą hiszpańskim politykom udało się uzgodnić tuż przed piątkowym głosowaniem, to przesunięcie trzecich wyborów na inny termin w drugiej połowie grudnia. Ustawowo bowiem wypadałyby w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, co w tradycyjnie katolickiej Hiszpanii nie wróżyłoby wysokiej frekwencji wyborczej.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: Hiszpania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje