Reklama

Reklama

HRW o łamaniu praw człowieka w południowo-wschodniej Turcji

Rząd Turcji uniemożliwia przeprowadzenie niezależnego śledztwa w sprawie masowego łamania praw człowieka w południowo-wschodniej części kraju, gdzie w większości mieszkają Kurdowie - poinformowała w poniedziałek organizacja Human Rights Watch (HRW).

Według HRW chodzi o "bezprawne zabijanie cywili, masowe wysiedlenia i szeroko rozpowszechnione bezprawne niszczenie własności prywatnej".

Reklama

W dużej części tego regionu w zeszłym roku po zerwaniu 2,5-rocznego rozejmu między Ankarą a kurdyjskimi bojownikami zapanowała przemoc. Operacjom sił bezpieczeństwa w południowo-wschodniej Turcji często towarzyszy godzina policyjna, co ogranicza możliwości niezależnego informowania przez media i organizacje międzynarodowe.

HRW wezwała rząd Turcji, aby zagwarantował przedstawicielom oenzetowskiego biura ds. praw człowieka dostęp do objętych konfliktem obszarów w celu zbadania oskarżeń o łamanie prawa. "Skuteczna blokada przez turecki rząd obszarów na południowym wschodzie kraju budzi obawy o relacjonowanie zachodzących tam wydarzeń" - powiedziała Emma Sinclair-Webb z HRW.

Według wypowiadającego się anonimowo tureckiego urzędnika raport HRW jest "całkowicie nieprawdziwy". "Turcja w przejrzysty sposób zwalcza terrorystyczne organizacje, które zabijają nie tylko członków sił bezpieczeństwa, ale również niewinnych cywili" - oświadczył urzędnik.

Raport HRW informuje o łamaniu praw człowieka w dziewięciu miastach, w tym Cizre, z którego wysiedlono ponad 355 tys. ludzi, a co najmniej 338 cywilów zginęło podczas zbrojnych starć. Do większości śmiertelnych przypadków doszło w rejonie, gdzie aktywni są bojownicy powiązani z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK).

Sinclair-Webb powiedziała, że "wiarygodne sprawozdania o celowym zabijaniu cywilów, w tym dzieci, przez siły bezpieczeństwa, powinny włączyć dzwonki alarmowe". Zaapelowała o przeprowadzenie dochodzenia w sprawie wszystkich oskarżeń wobec sił rządowych i ugrupowań zbrojnych.

HRW podaje, że zebrano relacje o ostrzelaniu przez siły bezpieczeństwa ludności niosącej białe flagi w Cizre i udokumentowanej śmierci cywilów w rejonach, w których nie było walk.

W zeszłym roku - według państwowych mediów tureckich- w konflikcie, który rozgorzał na nowo na południowym wschodzie kraju, zginęło około 600 żołnierzy i 5 tys. kurdyjskich bojowników.

W Cizre i innych zamieszkanych głównie przez Kurdów miastach i rejonach godzinę policyjną wprowadzono w grudniu, kiedy siły bezpieczeństwa walczyły z radykałami powiązanymi z PKK.

Armia w połowie grudnia podjęła w południowo-wschodniej Turcji ofensywę przeciwko PKK, wdając się w miastach w walki z będącym jej przybudówką Patriotycznym Rewolucyjnym Ruchem Młodzieżowym (YDG-H).

PKK, która domaga się większej autonomii dla Kurdów, jest uznawana przez Turcję, UE i USA za organizację terrorystyczną. Bojownicy tej organizacji chwycili za broń w 1984 roku i szacuje się, że od tego czasu konflikt kurdyjsko-turecki pociągnął za sobą ok. 40 tys. ofiar śmiertelnych, głównie kurdyjskich rebeliantów.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy