Reklama

Reklama

Jacek Czaputowicz o Białorusi: Brak podstaw do optymizmu

- Poczekajmy do otrzymania wyników oraz uważnie obserwujmy dalsze reakcje władz. Wczorajsza noc, brutalna rozprawa z protestującymi i pierwsze powyborcze decyzje władz Białorusi nie dają jednak podstaw do optymizmu - mówi minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz.

Mateusz Roszak: Po ogłoszeniu wyników sondażowych wybuchły w Mińsku demonstracje protestacyjne. Obserwatorzy i eksperci oceniają, że są to największe od lat protesty na Białorusi - służby potwierdziły zastosowanie "specjalnych środków", a według Centrum Wiasna zginęła co najmniej jedna osoba. Jak te protesty mogą wpłynąć na rozwój wydarzeń na Białorusi? Czy mogą prowadzić w konsekwencji do jakichkolwiek zmian politycznych w Mińsku, włącznie ze zmianą władzy w pana ocenie? Jak wynik wyborów na Białorusi wpłynie na relacje polsko-białoruskie?

Reklama

Jacek Czaputowicz: - Dobry obyczaj dyplomatyczny nakazuje wstrzymywać się z oceną procesu wyborczego przed publikacją oficjalnych wyników, ale dynamika wydarzeń ubiegłej nocy wymaga poważnej refleksji. Nie sposób też przemilczeć obrazów, które przez całą noc dochodziły do nas, pomimo prób uciszenia dziennikarzy i problemów z transferem danych z terytorium Białorusi. Polska jest zainteresowana tym, by Białoruś rozwijała się we współpracy z nami i Europą, ale czy ta współpraca będzie rozwijana zależy przede wszystkim od władz w Mińsku. Poczekajmy do otrzymania wyników oraz uważnie obserwujmy dalsze reakcje władz. To od nich tak naprawdę zależy, w jakim kierunku będzie zmierzać współpraca. Wczorajsza noc, brutalna rozprawa z protestującymi i pierwsze powyborcze decyzje władz Białorusi nie dają jednak podstaw do optymizmu. Pozostaję w kontakcie z moimi odpowiednikami w innych państwach UE. Zaproponowałem dziś rano Wysokiemu Przedstawicielowi UE byśmy zwołali w pilnym trybie spotkanie na temat Białorusi; choćby i w formie wideokonferencji. Unia musi mówić jednym, silnym głosem, że nie ma już miejsca w Europie na prowadzenie dialogu z obywatelami za pomocą gumowych kul i armatek wodnych. Na długofalową ocenę, decyzje i dalsze kroki przyjdzie czas, gdy uspokoi się sytuacja.

Czy pana zdaniem po wyborach stosunki Białorusi z UE mogą się znacząco zmienić, czy będziemy obserwować raczej zbliżanie Białorusi i Rosji?

- Ostatnie lata pokazały wyraźnie, że Unia Europejska jest zainteresowana rozwijaniem współpracy z Białorusią, także w ramach Partnerstwa Wschodniego. W ostatnich miesiącach została podpisana i wprowadzona w życie Umowa o Ułatwieniach Wizowych UE-BY, która daje podstawy do praktycznej wymiany zarówno gospodarczej, jak i międzyludzkiej. Społeczeństwo białoruskie jest coraz bardziej aktywne i mobilne. W ostatnich latach UE wydawała obywatelom Białorusi około 800 tysięcy wiz rocznie, z czego ponad połowę wystawiały konsulaty RP. Europejska Polityka Sąsiedztwa i Partnerstwo Wschodnie są narzędziami promocji europejskich wartości. Rozmawiałem z moim białoruskim odpowiednikiem Uadzimirem Makiejem jeszcze przed wyborami i wiem, że władze Białorusi są świadome, że rozwój stosunków z UE jest funkcją przestrzegania tych wartości. Niestety zarówno przebieg kampanii, sam proces wyborczy, jak i środki podjęte tuż po zamknięciu punktów głosowania nie pozwalają dziś uznać, że nasi partnerzy w Mińsku chcą dochować wierności tym wartościom. Z ogromnym żalem i niepokojem przyglądamy się obecnej sytuacji i konsekwentnie nawołujemy do podjęcia dialogu i unikania eskalacji.

Czy w pana ocenie kandydaci opozycyjni, szczególnie Swiatłana Cichanouska są w stanie stworzyć realną opozycję dla prezydenta Łukaszenki w najbliższych latach czy też po wyborach zakończy się ich działalność polityczna?

- Odpowiedź na to pytanie nie należy do mnie - nie chcę komentować przyszłych politycznych decyzji białoruskich działaczy. W mojej ocenie najważniejsze jest to, że społeczeństwo białoruskie w pewnym sensie już wygrało. Pokazało gotowość do działania, umiejętność organizacji i doskonałe zrozumienie zasad demokracji - pokazało swoją siłę i determinację. Jestem przekonany, że przyszłość Białorusi może być lepsza dzięki tym ludziom i mam nadzieję, że również władze w Mińsku rozumieją ten fenomen. Zachęcam naszych partnerów białoruskich do budowania przyszłości swojego kraju wspólnie, a nie przeciwko sobie - takie jest doświadczenie Polski i tak postrzegamy przyczyny naszego sukcesu. To wielka szansa, a nie zagrożenie!

Czy w ocenie polskiego rządu wybory na Białorusi można uznać za legalne, uczciwe i demokratyczne? W obawie o fałszowanie wyborów sztab jednej z kontrkandydatek stworzył alternatywną platformę do liczenia głosów, która miała takim nadużyciom zapobiec - czy już same takie inicjatywy nie brzmią alarmująco i nie powinny być elementem szerszej debaty na arenie międzynarodowej? Premier Mateusz Morawiecki zaapelował o zwołanie nadzwyczajnego szczytu RE w sprawie sytuacji na Białorusi - jakie działania pana zdaniem powinna podjąć obecnie UE wobec wydarzeń w Mińsku?

- Mogę jedynie stwierdzić z żalem, że władze Białorusi nie pozwoliły na to, by cały proces wyborczy podlegał normalnym regułom transparencji. Nie zaproszono obserwatorów międzynarodowych (OBWE, Rada Europy), uniemożliwiono przedstawicielom opozycji obserwację w komisjach wyborczych, a także bardzo poważnie utrudniano pracę dziennikarzy, w tym zagranicznych. Przez cały tydzień dostawaliśmy informacje, że komisje wyborcze niezwykle aktywnie realizowały zadanie "zapewnienia" możliwie wysokiej frekwencji. To spowodowało, że w niektórych punktach wyborczych, po podliczeniu głosów frekwencja znacznie przekroczyła 100 procent. Oficjalny exit-poll całkowicie różnił się natomiast od tego nieoficjalnego, obywatelskiego. To nie są standardy, które obowiązują w państwach OBWE, a Białoruś jest przecież jednym z nich. Polska jest szczególnie zainteresowana rozwojem dobrosąsiedzkiej współpracy z Białorusią, ale trudno będzie uniknąć poważnej dyskusji na temat tego, co się wydarzyło wczoraj, również na forum organizacji międzynarodowych. Konsultowaliśmy od rana z panem premierem Mateuszem Morawieckim pomysł zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Rady Europejskiej. Obostrzenia związane z pandemią mogą utrudnić szybkie zwołanie szefów państw i rządów, ustaliłem jednak z premierem, że będziemy robić wszystko, by Unia Europejska i inni sojusznicy zajęli jak najszybciej zdecydowane stanowisko w sprawie wydarzeń na Białorusi. Ze swojej strony zaproponowałem ministrom Spraw zagranicznych UE organizację wideokonferencji w formacie Rady ds. Zagranicznych. Taka rozmowa mogłaby się odbyć szybko i przygotowałaby ewentualne spotkanie szefów państw i rządów. Priorytetem w tym momencie jest ochrona ludzi, apelowanie o spokój i rozwagę i przekonanie władz w Mińsku do dialogu. Nad dalszymi krokami będziemy się zastanawiać na spokojnie.

W trakcie kampanii wyborczej opozycja wielokrotnie twierdziła, że prezydent Łukaszenka i białoruskie służby utrudniają lub uniemożliwiają im prowadzenie tej kampanii. Zatrzymano m.in. szefową sztabu Swiatłany Cichanouskiej bez podania przyczyny. Czy w obliczu takich działań można w ogóle mówić o "wyborach" w rozumieniu demokratycznym?

- Szczegółowa ocena przebiegu wyborów nie należy do Polski. Wraz z partnerami z Trójkąta Weimarskiego ministrami spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maasam i Francji Jean-Yves le Drianem wydaliśmy stosowny apel do władz Białorusi przed wyborami. Również Prezydenci Polski i Litwy wyrazili wczoraj swoje stanowisko. Dziś nie da się jednak ukryć, że podczas całego procesu wyborczego doszło do wielu nieprawidłowości, a prawa obywatelskie były wielokrotnie podważane. Zatrzymania i zastraszanie kandydatów czy członków ich sztabów to najbardziej drastyczne przykłady. Choć nie jest naszą rolą rozstrzyganie o ważności wyborów na Białorusi, to nie możemy uznać, że spełniły one standardy demokratyczne. To, co wydarzyło się dzisiejszej nocy jest tym trudniejsze do zrozumienia i napawa naprawdę poważnymi obawami.

Obrońcy praw człowieka oraz aktywności informowali również o wielu przypadkach zatrzymań przez milicję niezależnych obserwatorów, którzy kwestionowali również proces wyborów przedterminowych, w których Białorusini mogli głosować od 4 do 8 sierpnia w dowolnym lokalu. Jak wyglądały prace niezależnych obserwatorów podczas wyborów na Białorusi i czy wśród nich znajdowała się również polska delegacja?

- Polski przedstawiciel z ramienia Ambasady obserwował wybory w jednej z komisji. Ze względu na niezwykle utrudnioną łączność nie mamy jeszcze raportu z tej obserwacji. Nie spodziewam się jednak, by jego ocena była diametralnie różna od tego, co wszyscy możemy przeczytać i zobaczyć w mediach społecznościowych.

Jak oceniłby pan możliwość kontroli wyborów i weryfikacji procesu wyborczego przez takie instytucje jak OBWE - czy ustalenia obserwatorów w jakikolwiek realny sposób mogą wpłynąć na zwiększenie przejrzystości procesu wyborczego?

- OBWE poprzez swoje Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODiHR) organizuje obserwacje wyborów w bardzo wielu państwach. Jej raporty stanowią podstawę do realnej weryfikacji przebiegu wyborów i stanowią ewentualną podstawę do działań naprawczych, jeśli takie są niezbędne. ODiHR ma niewątpliwą renomę w tym zakresie. W ostatnim czasie MSZ spotykał się z przedstawicielami ODIHR, by omówić sytuację na Białorusi. OBWE została zaproszona do obserwacji wyborów na Białorusi z bardzo poważnym opóźnieniem. Każdy, kto rozumie na czym polega obserwacja wyborów wie, że wymaga to wielu tygodni przygotowań. Bardzo żałuję, że władze białoruskie nie zdecydowały się na przyjęcie takiej obserwacji.

Rozmawiał Mateusz Roszak (PAP)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne