Katalonia: Już ponad 844 rannych. Dwie osoby w stanie ciężkim

Co najmniej 844 osoby zostały ranne w niedzielę w starciach w czasie referendum niepodległościowego w Katalonii - poinformował regionalny rząd tego autonomicznego regionu na północnym wschodzie Hiszpanii. Dwie osoby są w stanie poważnym w szpitalach w Barcelonie. Tymczasem premier Hiszpanii Mariano Rajoy oznajmił, że "dzisiaj nie było referendum niepodległościowego w Katalonii". Rząd lokalny straszy natomiast Madryt sądami międzynarodowymi.

Katalońska służba zdrowia podała, że 844 osoby otrzymały pomoc medyczną w szpitalach.

Reklama

Jak sprecyzowano, oprócz dwóch osób, które zostały poważnie ranne, inna osoba ma obrażenia oka, co najprawdopodobniej jest związane z tym, że została trafiona gumową kulą.

Policja użyła pałek i gumowych kul w starciach z wyborcami, którzy nie chcieli dopuścić do zamknięcia lokali wyborczych czy konfiskaty urn oraz kart do głosowania. Według katalońskich władz policja użyła nawet w jednym wypadku gazu łzawiącego - pisze agencja Associated Press.

Liczba rannych stale rośnie - wcześniejsze doniesienia władz Katalonii mówiły najpierw o 337, a potem o 465 poszkodowanych w trakcie referendum, nieuznawanego przez władze centralne.

Tymczasem hiszpańskie MSW podało, że w starciach wyborców z policją rannych zostało 12 funkcjonariuszy, w tym dziewięciu policjantów i trzech członków Gwardii Cywilnej. Trzy osoby zostały aresztowane, w tym młoda dziewczyna, za nieposłuszeństwo i atak w trakcie odbywającego się plebiscytu. 

"Strategia regionalnych władz wymierzona w prawo i demokrację"

- Dzisiaj nie było referendum niepodległościowego w Katalonii; to była strategia regionalnych władz wymierzona w prawo i demokrację - oświadczył w niedzielę wieczorem premier Hiszpanii Mariano Rajoy w transmitowanym w telewizji przemówieniu.

Podkreślił, że doszło do "porażki procesu, który służył wyłącznie sianiu podziałów, popychaniu obywateli do konfrontacji, a ulicy do rewolty".

Przyznał, że w niedzielę zwyciężyło państwo prawa, udaremniając przeprowadzenie referendum, które zostało zakazane przez sąd. Plebiscyt oznaczał "rzeczywisty atak na państwo prawa (...), na co państwo zareagowało ze stanowczością i spokojem" - powiedział Rajoy.

Dodał, że Katalończycy dali się oszukać, biorąc udział w nielegalnym głosowaniu. Wskazał, że większość Katalończyków nie chciała w nim uczestniczyć.

Szef hiszpańskiego rządu zwrócił uwagę, że przywódcy Katalonii wiedzieli, iż referendum w sprawie niepodległości tego autonomicznego regionu Hiszpanii jest nielegalne, ale mimo to je przeprowadzili. Wezwał rząd Katalonii, aby "przestał podążać ścieżką, która prowadzi donikąd".

"Nie szukajcie innych winnych"

Premier Rajoy oświadczył, że nie odwróci się od żadnej szansy dialogu, ale zawsze w ramach obowiązującego prawa. "Nie zamknę żadnych drzwi, nigdy tego nie zrobiłem (...), ale zawsze nastąpi to w ramach prawa i demokracji" - podkreślił. Zapowiedział, że zwoła posiedzenie wszystkich partii politycznych, by wspólnie zastanowić się nad przyszłością.

Rajoy podziękował policji za wypełnianie swoich obowiązków w niedzielę. I dodał, że spokój musi zostać przywrócony tak szybko, jak to możliwe. 

"Odpowiedzialni za te wydarzenia (...) są wyłącznie i jedynie ci, którzy nawoływali do zerwania z praworządnością i współistnieniem. Nie szukajcie innych winnych, bo ich nie ma" - podkreślił Rajoy.

Przed głosowaniem, które zgodnie z orzeczeniem hiszpańskiego Trybunału Konstytucyjnego było nielegalne, premier Rajoy był zdeterminowany i mówił, że chce doprowadzić do całkowitego paraliżu plebiscytu poprzez blokowanie lokali wyborczych czy właśnie konfiskowanie urn i kart do głosowania przez policję.

Rajoy podkreślił, że sam spełnił swój obowiązek i działał w obronie prawa. 

Głosowanie nie zostanie przedłużone

- Hiszpański rząd odpowie przed międzynarodowymi sądami za przemoc policji podczas niedzielnego referendum niepodległościowego w Katalonii, w wyniku czego co najmniej 465 osób zostało poszkodowanych - zapowiedział natomiast rzecznik regionalnego rządu Katalonii Jordi Turull.

"Państwo hiszpańskie zostało narażone na szwank i (jego władze) skończą, odpowiadając przez sądami międzynarodowymi" - powiedział Turull na konferencji prasowej.

Dodał, że władze Katalonii nie przedłużą głosowania w referendum niepodległościowym. Zapewnił przy tym, że wszyscy, którzy ustawili się w kolejkach, żeby oddać swój głos, będą mogli to uczynić. 

Głosowanie w referendum, które władze centralne w Madrycie uznają za nielegalne, miało potrwać do godziny 20.

Rzecznik sądzi, że w niedzielę w nocy zliczone zostaną miliony głosów. Zastrzegł, że nie wie, kiedy zakończy się liczenie kart do głosowania.

Strajk generalny w Katalonii?

Organizacje proniepodległościowe i związki zawodowe w Katalonii wezwały w niedzielę do przeprowadzenia strajku generalnego w tym autonomicznym regionie Hiszpanii we wtorek, 3 października - podał wydawany w Barcelonie dziennik "La Vanguardia".

Gazeta powołuje się na szefa grupy Omnium Cultural, Jordiego Cuixarta.

W niedzielę w Katalonii odbyło się referendum niepodległościowe, które władze centralne w Madrycie uznały za nielegalne.

Omnium Cultural to utworzona w 1961 roku organizacja non-profit w Katalonii o charakterze kulturalnym i politycznym; promuje język kataloński, rozpowszechnia kulturę i promuje niezależność Katalonii.

Zamożna, licząca 7,5 mln mieszkańców Katalonia, reprezentująca 16 proc. populacji Hiszpanii i 1/5 jej PKB, jest bodaj najbardziej strategicznym regionem dla kraju będącego czwartą gospodarką strefy euro. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje