Katastrofa polskiego śmigłowca w Afganistanie: Niepublikowany film

INTERIA.PL dotarła do niepublikowanego filmu, przedstawiającego katastrofę polskiego śmigłowca w Afganistanie. Większość zarejestrowanych zdarzeń przeczy oficjalnemu komunikatowi, wydanemu po wypadku.

Do katastrofy doszło 12 czerwca br. W oficjalnym komunikacie służb prasowych polskiego kontyngentu poinformowano, że pilot samodzielnie posadził maszynę, wręcz "wybrał miejsce do lądowania, gwarantujące bezpieczeństwo załodze i żołnierzom bazy Warrior". Tymczasem na filmie widać, że pilot już nie panuje nad maszyną. Co więcej, nie dzieje się to w bezpiecznej okolicy - do kraksy doszło w bliskiej odległości stacji paliw, a śmigłowiec uderza w ziemię tuż przy cysternie.

Reklama

Nie zgadza się też informacja, że śmigłowiec został lekko uszkodzony. Trudno również zgodzić się z sugestią, że katastrofa zdarzyła się w złych warunkach atmosferycznych.

Z filmu wynika, że pogoda w chwili wypadku była dobra, powietrze przejrzyste, a utrudnieniem nie mogły być pojedyncze obłoki. Z materiału nie da się wywnioskować, czy przyczyną katastrofy mógł być powiew "silnego bocznego wiatru", jak podano w komunikacie, czy też np. helikopter dolatując do bazy był już uszkodzony.

Z zapisu nagrania wynika, że załoga rzeczywiście opuściła maszynę o własnych siłach - na ostatnich sekundach materiału widać uciekających wojskowych, wśród nich kilka postaci w lotniczych kombinezonach. Żadna z nich nie sprawia wrażenia rannej, co też zgadzałoby się z informacją zawartą w komunikacie.

Oceńcie sami, analizując treść oficjalnego komunikatu:

"Podczas powrotu do bazy Warrior pary śmigłowców Mi-24, jeden z nich awaryjnie lądował w niedogodnym terenie na obszarze bazy. Pilot wybrał miejsce do lądowania gwarantujące bezpieczeństwo załodze i żołnierzom bazy Warrior. Lekkiemu uszkodzeniu uległ śmigłowiec. Załoga samodzielnie opuściła śmigłowiec. Nikt z załogi oraz osób personelu bazy nie odniósł obrażeń. Według wstępnej oceny przyczyną lądowania były złe warunki atmosferyczne - silny boczny wiatr. Przyczyny zdarzenia badają wyznaczeni eksperci".

Maszyna, która rozbiła się 12 czerwca br., była czwartym śmigłowcem typu Mi-24, utraconym przez Polaków w Afganistanie.

Komentarz wojska na doniesienia portalu INTERIA.PL

W rozmowie z INTERIA.PL Rzecznik Prasowy Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych mjr Piotr Jaszczuk oświadczył, że miejsce lądowania wybrane przez pilotów - które, przypomnijmy, znajdowało się w bezpośredniej bliskości zbiorników z benzyną - było miejscem bezpiecznym, bowiem "w wyniku kolizji nikt nie zginął". Czy jednak sąsiedztwo cystern można nazwać "bezpiecznym miejscem" dla spadającego helikoptera? "Idąc tym tokiem rozumowania założyć można, że znaleźć można było miejsce bardziej niebezpieczne" - uważa mjr Jaszczuk.

Rzecznik uważa także, że trudno mówić w tym przypadku o katastrofie.

- Było to awaryjne lądowanie - uważa - bowiem życie i zdrowie załogi nie zostało naruszone.

We wcześniejszym oświadczeniu odnoszącym do informacji portalu INTERIA.PL, Rzecznik Prasowy Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych mjr Piotr Jaszczuk napisał, że przedstawione "oceny wydarzenia" - jak twierdzi - "nie mogą być w uznane za rzetelną i fachową ocenę tego zdarzenia".

"Podczas powrotu do bazy Warrior pary śmigłowców Mi-24, jeden z nich lądował awaryjnie w terenie niedogodnym" - twierdzi rzecznik. Twierdzi też, że "wg wstępnej oceny przyczyną lądowania były złe warunki atmosferyczne - silny boczny wiatr".

Co do uszkodzeń śmigłowca, mjr Jaszczuk informuje, że "w wyniku awaryjnego lądowaniu uszkodzeniu uległy wirniki główny i tylny oraz podwozie śmigłowca". Śmigłowiec został przetransportowany drogą lotniczą do kraju.

Jaszczuk uważa, że znajdujący się na portalu INTERIA.PL "kilkudziesięciosekundowy materiał video przedstawia zaledwie 3 sekundy z końcowej fazy lotu śmigłowca Mi-24 i nie może stanowić pełnej podstawy do oceny okoliczności i przyczyn zdarzenia lotniczego". Pełną ocenę natomiast będzie stanowił dopiero "protokół końcowy wydany przez komisje Inspektoratu Bezpieczeństwa Lotów MON". Komisja, która za jego wydanie odpowiada "nie zakończyła jeszcze prac w tym zakresie".

Na blogu naszego reportera Marcina Ogdowskiego "zAfganistanu.pl" zobaczycie zdjęcie maszyny, która rozbiła się w grudniu 2009 roku.

KLIKNIJPrzeczytaj oficjalny komunikat służb prasowych polskiego kontyngentu w Afganistanie

Dowiedz się więcej na temat: Afganistan

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje