Reklama

Reklama

Kolejne zamieszki w Paryżu. Dużo osób zatrzymanych po proteście "żółtych kamizelek"

193 zostały zatrzymane w Paryżu do godziny 14 w sobotę przez służby porządkowe - przekazała paryska prefektura. To kolejna odsłona protestów "żółtych kamizelek".


Reklama

Chwilę wcześniej prokuratura informowała, że 54 osoby zostały umieszczone w areszcie tymczasowym i mają być przesłuchane.

Władze wydały zgodę na dwie demonstracje w sobotę: na Placu Wagram oraz Place de la Bourse.

Policja spodziewa się w stolicy około 7 tys. demonstrantów, w tym około tysiąca z tzw. ruchu BlackBloc, który znany jest ze stosowania przemocy podczas demonstracji.

Szef policji Didier Lallement ostrzegł w sobotę, że podczas demonstracji "żółtych kamizelek" w Paryżu "nie może być zniszczenia ani chaosu na Polach Elizejskich", gdzie zakazano dwóch demonstracji.

- Na tej alei, która jest wizytówką naszego kraju, wymagamy spokoju. Dlatego zakazałem tych demonstracji - powiedział prefekt podczas briefingu prasowego w sobotę. Prefekt uznał również za "infantylne" wezwanie do "obywatelskiego nieposłuszeństwa", wystosowane przez jednego z przywódców "żółtych kamizelek", Jerome’a Rodriguesa, który apelował, aby zatrzymywani uczestnicy demonstracji nie okazywali policji dowodów tożsamości.

Demonstracje "żółtych kamizelek" wsparł lider skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej Jean Luc Melenchon, który pogratulował na Twitterze demonstrantom organizacji protestu i wezwał do niestosowania przemocy. - Prefekt Lallement czeka na incydenty, aby uruchomić maszynę do nokautowania i uwięzienia - stwierdził Melenchon.

Adrien Quatennens, koordynator Francji Nieujarzmionej, obecny na Place Wagram w Paryżu, ze swojej strony podkreślił, że demonstranci żądają "sprawiedliwości społecznej".

Demonstrantów wsparł również sekretarz generalny Partii Komunistycznej Fabien Roussel, który stwierdził, że "siła nabywcza Francuzów się zmniejsza, a podatki płacą nie ci, którzy powinni".

- Oczywiście popieram ich żądania, ponieważ rząd nigdy ich tak naprawdę nie zaspokoił - stwierdził Roussel w wywiadzie dla stacji BFM w sobotę. Podkreślił, że wraz z kryzysem gospodarczym i zdrowotnym "ubóstwo gwałtownie rośnie w naszym kraju". - Nie widzieliśmy przywrócenia solidarnego podatku od fortun, który był na czele żądań ruchu protestu - podkreślił Roussel. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje