Krwawa sobota na Białorusi

Według różnych doniesień, nawet dwie osoby mogły zginąć w starciach opozycji z milicją w Mińsku. Oficjalnie mówi się o trzech rannych.

Krwawe zajście sprowokował jeden z liderów opozycji, Alaksandr Kazulin. Po południu wezwał on zebranych na wiecu w stolicy do pójścia pod areszt, gdzie przetrzymywana jest większość aresztowanych w piątek uczestników protestu. Po drodze doszło do starć.

Reklama

Po zakończeniu wiecu, gdy ludzie zaczęli się już rozchodzić, kilkusetosobowa kolumna po wezwaniu Kazulina pociągnęła w stronę oddalonego o 11 km aresztu.

Według świadków, wtedy w czasie starć z milicją ranne zostały trzy osoby, w tym jedna ciężko. Być może są ofiary śmiertelne. Szef białoruskiego MSW Uładzimir Naumou poinformował na konferencji prasowej, że tylko jeden z demonstrantów został przewieziony do szpitala oraz że rannych zostało 8 milicjantów.

Szef białoruskiego MSW zaznaczył, że podczas wiecu Kazulin wzywał do "obalenia władzy państwowej" i "fizycznej rozprawy z szefem państwa". Przywódca białoruskiej opozycji demokratycznej Alaksandr Milinkiewicz ocenił działania Kazulina jako "prowokację". Z kolei służba prasowa Kazulina oskarżyła Milinkiewicza o "zdradę sprawy wolności", zarzucając mu, że nie wsparł Kazulina podczas wiecu, po którym Kazulin został aresztowany.

Kazulin aresztowany, Milinkiewicz wolny

Po południu świat zelektryzowała także wiadomość agencji Interfax o aresztowaniu Milinkiewicza. Szybko okazało się jednak, że nie była to prawda.

Milinikiewicz nie został aresztowany. Zatrzymany został natomiast rzecznik kampanii wyborczej Milinkiewicza, Pawał Mażejka. Wieczorem Mażejka został zwolniony z aresztu.

O swe bezpieczeństwo obawia się również lider Białoruskiego Frontu Narodowego Wincuk Wiaczorka. Po południu mówił, że nie wyklucza, iż zostanie aresztowany, ponieważ śledzą go cztery samochody.

Późnym popołudniem przed ambasadą RP w Mińsku odbyła się demonstracja z udziałem ok. 70 osób. Zgromadzeni przed polską placówką zachowywali się spokojnie, skandowali hasło "Za Białoruś". Wołali, że się "nie sprzedadzą" i żeby Polska nie ingerowała w sprawy Białorusi. Nieśli oficjalne czerwono-zielone flagi Białorusi.

Milicja zamknęła plac

Od rana kilka tysięcy ludzi zbierało się na wiecu, na którym Milinkiewicz ogłosił utworzenie niezależnego ruchu pod hasłem jego kampanii wyborczej: "Wolność. Prawda. Sprawiedliwość".

Kordony milicji zamknęły szczelnie Plac Październikowy, na którym w zeszłym tygodniu zbierały się manifestacje. Tłum, liczący 7-8 tys. ludzi, został wypchnięty przez zwarte szpalery specnazu z przylegającego do placu Prospektu Niepodległości.

Kolumny manifestantów, w eskorcie podążającej za nimi milicji, dotarły do parku po drugiej stronie placu. Tam czekał już Milinkiewicz i około tysiąca jego zwolenników, którzy także od tej strony nie mogli się dostać na Plac Październikowy.

Milinkiewicz przemawiał ze stopni pomnika Janki Kupały, największego poety białoruskiego. Obok niego stali członkowie rodzin aresztowanych w nocy z czwartku na piątek uczestników protestu na Placu Październikowym i drugi z opozycyjnych kandydatów w wyborach prezydenckich Alaksandr Kazulin.

Posłuchaj relacji specjalnego wysłannika RMF na Białoruś Piotra Sadzińskiego:

Możemy być dumni

- Możemy być dumni z tego, co zrobiliśmy: przełamaliśmy strach. Ale dzisiaj nie przyszło 200 czy 500 tys. ludzi. Gdyby było tylu, oni uciekliby z kraju - dodał.

Wydarzenia na Białorusi porównał do zdobywania twierdzy. - Dokonaliśmy szturmu na twierdzę - to pierwszy krok. Teraz będziemy walczyć innymi metodami. Zaczniemy oblężenie twierdzy, zrobimy w niej wyłomy. Będzie drugi szturm, jeszcze silniejszy. Nie będziemy czekać pięć lat - powiedział Milinkiewicz.

Podkreślił, że teraz trzeba przekonać społeczeństwo, że zwolennicy przemian są silni. Wezwał, by zapisywać się do nowo tworzonego ruchu. Obiecał, że ruch będzie walczyć o wolną edukację, wolne słowo i wolne wybory bez obecnego prezydenta.

Od razu na wiecu rozpoczęto zapisy do ruchu.

Przemawiający na wiecu lider Białoruskiego Frontu narodowego Wincuk Wiaczorka przypomniał, że manifestacja została w Dniu Wolności, w rocznicę proklamowania w 1918 roku Białoruskiej Republiki Ludowej, pierwszego w historii państwa białoruskiego. - 88 lat temu rozpoczęła się droga, którą powinniśmy pójść do końca - powiedział.

Łukaszenka osobą niepożądaną

Odpowiedzią na piątkową brutalną akcję milicji i służb specjalnych wobec opozycji były sankcje ze strony Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, których wprowadzenie natychmiast potępiło białoruskie MSW. Władze w Mińsku zagroziły podjęciem własnych kroków.

Wydarzeniami w Mińsku zaniepokojona jest Ukraina, która apeluje o zapewnienie Białorusinom prawa do wolności zgromadzeń.

Tymczasem zatrzymani na Placu Październikowym były ambasador Polski na Białorusi Mariusz Maszkiewicz i stażystka "Gazety Wyborczej" Weronika Samolińska spędzili noc z piątku na sobotę w białoruskim areszcie.

Do tej pory z białoruskiego MSZ nie przyszła też odpowiedź na notę polskiej ambasady, w której domagano się informacji o zatrzymanych i badania lekarskiego Maszkiewicza.

Dzisiaj nie wpuszczono na Białoruś posłanki PiS Jolanty Szczypińsiej. Nie wyjaśniono powodów decyzji władz białoruskich. Pozostałych dwoje członków delegacji polskiego Sejmu, posłów PiS Małgorzatę Gosiewską i Zbigniewa Kozaka, straż graniczna przepuściła.

Dowiedz się więcej na temat: bialorus | Białoruś | plac | MSW | kazulin | milinkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje