Krym drugą Osetią?

Krymscy etniczni Rosjanie stanowią ponad połowę ludności półwyspu. Ukraińców jest jedynie niecałych 25 procent. I wszyscy pamiętają, że Krym to tylko podarunek Chruszczowa dla Ukrainy. Czy Krym będzie drugą Osetią? - Zastanawia się Luke Harding z "The Guardian" w reportażu z Sewastopola pt. "Krym - Osetia nr 2?".

"Istnieje obawa" - pisze Harding - "że Krym, podobnie, jak Osetia Południowa i Abchazja - separatystyczne regiony Gruzji, uznane przez Moskwę za niepodległe - stanie się celem rosyjskich ambicji".

Reklama

- "Kijów obawia się, że spór wokół bazy floty czarnomorskiej może być zarzewiem tendencji separatystycznych, i w efekcie oderwania się Krymu od Ukrainy w wyniku referendum" - pisze korespondent "Guardiana", i przypomina, że Rosjanie stanowią ponad połowę dwumilionowej populacji Krymu.

- "Rosjanie rozdają swoje paszporty etnicznym Rosjanom na Krymie" - dodaje Harding.

Pojedynek na flagi

To prawda. Ukraińskie władze manifestacyjnie wywieszają na Krymie swoje żółto-błękitne flagi, ale we flagowym pojedynku przegrywają w pojedynku z lokalnymi Rosjanami: flag tego państwa wisi znacznie więcej.

Szczególnie w Sewastopolu, mieście, w którego porcie ma swoją bazę osławiona Flota Czarnomorska, flagi Ukrainy są niepopularne.

- Powieszone w strategicznych miejscach, nad miastem powiewają dwie flagi, ukraińska i rosyjska, ale rosyjska jest większa - mówi Tomasz Orzeszko, młody krakowski biznesmen, który powrócił właśnie z Krymu. - Co drugi samochód ma pod lusterkiem małą, rosyjską flagę.

Na ukraińskie hrywny mówi się tam tak, jakby od czasów ZSRR nic się nie zmieniło: ruble. Krym jest prawie wyłącznie rosyjskojęzyczny, a ktoś, kto rozmawia po ukraińsku musi liczyć się z podejrzliwymi spojrzeniami.

Referendum?

Krymskim Rosjanom nie podobają się ich ukraińskie paszporty. W ewentualnym referendum mogliby przeforsować ideę powrotu Krymu do Rosji. Takiej ewentualnosci wyraźnie boi się prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko. Podejrzewa poza tym, że tendencje te może wspierać Rosja.

- Nie będę idealistą, który twierdzi, że nie ma prób wywołania wewnętrznej niestabilności w tym czy innym regionie Ukrainy - mówił Juszczenko w wywiadzie dla agencji AP. - Bez wątpienia takie scenariusze istnieją.

Ukraina - której obecni przywódcy, i tak skłóceni, dążą do integracji z NATO i UE, chce więc pozbyć się jak najszybciej choćby jednego z tych gorących kartofli, które mocno wciskają Krym w rosyjskie ramiona: Floty Czarnomorskiej. Już teraz wiadomo, że Ukraina nie przedłuży Rosjanom dzierżawy portu sewastopolskiego, która wygasa w 2017 roku. Ale nawet na Ukrainie nie wszyscy tego naprawdę chcą.

Oto Komunistczna Partia Krymu domaga się "wieczystego" stacjonowania Floty Czarnomorskiej na Krymie, ponieważ jest to "jedyna gwarancja słowiańskości półwyspu", na który w coraz większej ilości powracają wygnani przez Stalina Tatarzy.

Rosjanie tymczasem czują się na Krymie pewnie. Jak w maju tego roku mówił w rozmowie z PAP-em Ołeh Jacenko z Bractwa Studneckiego, stowarzyszenia monitorującego działania Czarnomorców na Krymie, "tam toczy się cicha, lecz prawdziwa wojna. Na Krymie wywieszane są rosyjskie flagi państwowe, na dworcach dyżurują rosyjskie patrole wojskowe. Oceniamy te działania jako okupacyjne".

Krym dwa razy utracony

- Mamy dość tego nieudolnego, skorumpowanego rządu na Ukrainie - mówi młoda krymska Rosjanka, która sprzedaje wędzone małże na deptaku w jednym z krymskich kurortów - Ałuszcie - Putina tu trzeba, to zrobi porządek.

Krymscy Rosjanie zresztą już raz zrobili to, czego Ukraińcy bardzo się obawiają: w obliczu rozpadu ZSRR ogłosili niepodległość od Ukrainy. W maju 1992 ogłoszono powstanie Republiki Krymu i dopiero w wyniku negocjacji zgodzono się na pozostanie w granicach Ukrainy. Warunkiem była szeroka autonomia Krymu w granicach ukraińskiego państwa, jedynie Sewastopol podlega bezpośrednio centralnym władzom w Kijowie.

Po II wojnie światowej Rosja traciła Krym dwa razy. Za każdym razem - dość, jak na Rosję, głupio. Po raz pierwszy Krym podarowano Ukraińskiej SSR w 1954 roku, w rocznicę Ugody Perejasławskiej, jako symbol wieczystej przyjaźni między narodami. Nikt nie przeczuwał wtedy rozpadu ZSRR. Kiedy ten nastąpił, nad półwyspem - ku radości jednych i zgrzytaniu zębami drugich - załopotały ukraińskie flagi. Rosja popełniła podobny błąd w 1997 roku, kiedy to - na fali kolejnego zbliżenia z Ukrainą - Borys Jelcyn zrzekł się w imieniu Rosji praw do Sewastopola i przekazał część Floty Czarnomorskiej Ukrainie. To właśnie wtedy ustalono obecny termin dzierżawy portu - 2017 rok, za który ani na krok nie chcą wyjść obecne ukraińskie władze.

Ukraińcy - nie chcą, ale lokalni Rosjanie mają do całej sprawy inny stosunek. "Kilkaset osób zgromadziło się., by witać okręt wojenny Moskwa" powracający z Gruzji" - pisze Harding w swoim artykule w "Guardianie" - "wymachiwali rosyjskimi flagami i transparentami. Na jednym z nich było napisane: JESTEŚMY Z WAS DUMNI"

Leonid Hracz z Komunistycznej Partii Ukrainy ogłasza, że "jeżeli Juszczenko zadeklaruje, że Rosja jest wrogiem (wstępując do NATO - przyp. INTERIA), to Krym tego nie zaakceptuje". - czytamy w artykule "Guardiana". - "Oznacza to, że Ukraina się podzieli. Na Krymie wybuchnie wojna.. może to być nawet wojna światowa".

Ziemowit Szczerek

Dowiedz się więcej na temat: Rosjanie | ZSRR | Juszczenko | Ukraina | wojna | referendum | Osetia | flaga | Krym | Osetia Południowa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje