Reklama

Reklama

Liban: Demonstranci wtargnęli do budynku MSZ. Premier: Wcześniejsze wybory

Premier Libanu Hasan Diab stwierdził w przemówieniu w sobotę, że Liban potrzebuje "nowego parlamentu i nowych elit". Zapowiedział, że w poniedziałek zaproponuje wcześniejsze wybory w kraju. Zapewnił, że wszyscy, którzy przyczynili się do wybuchu w Bejrucie, zostaną ukarani. Tymczasem dziesiątki demonstrantów wtargnęły do budynku libańskiego MSZ w Bejrucie.

Protestujący skandowali hasła przeciwko władzy, palą portrety przywódców i wywiesili na gmachu transparenty. W centrum miasta policja zaczęła strzelać do tłumu - podaje Reuters.

Reklama

"Wzywam wszystkie partie, aby nie przeszkadzały w odbudowie kraju" - powiedział premier Diab, dodając, że solidaryzuje się z protestującymi w Bejrucie i podziela ich pragnienie zmiany.

Odnosząc się do wtorkowej katastrofy w Bejrucie, premier ocenił, że do tragedii doprowadziła korupcja i niekompetencja.

Wcześniej agencje informowały, że libańska policja używa gazu łzawiącego wobec protestujących tłumów starających się przedostać się przez barykady w stronę budynku parlamentu w Bejrucie. W demonstracji wzięło udział ok. 5 tys. osób.

Według relacji agencji część protestujących rzucała kamienie w stronę policjantów, doszło też do starć między obiema stronami.

Demonstranci domagają się pociągnięcia do odpowiedzialności winnych za wtorkową eksplozję w porcie w Bejrucie. Protestujący wnieśli szubienice, na których powiesili wizerunki m.in. prezydenta Michela Aouna i przywódcy Hezbollahu Hasana Nasrallaha.

Tłum skandował m.in. "Ludzie chcą upadku reżimu", a niektórzy trzymali transparenty nazywające rządzących polityków zabójcami. Te same hasła pojawiały się wcześniej podczas wizyty prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który obiecał mieszkańcom Libanu, że międzynarodowa pomoc nie trafi do "skorumpowanych rąk" polityków.

Według AFP wielu Libańczyków obwinia za katastrofę całą klasę polityczną kraju. Do tragedii doszło w wyniku wybuchu 2750 ton saletry amonu, która mimo wielu ostrzeżeń przez 6 lat była składowana w magazynie w bejruckim porcie.

"Nie mamy zaufania do naszego rządu" - stwierdziła libańska studentka Celine Dibo, cytowana przez Reutera. "Chciałabym, żeby ONZ przejął kontrolę nad Libanem".

W sobotę libańskie władze poinformowały, że liczba ofiar śmiertelnych wybuchu wzrosła do 158. Ok. 6 tys. ludzi odniosło obrażenia, z czego około tysiąca wymagało hospitalizacji.

Syryjska ambasada podała, że wśród ofiar jest co najmniej 43 obywateli Syrii. W sobotę na skutek obrażeń odniesionych w eksplozji zmarła też żona ambasadora Holandii Hedwig Waltmans-Molier.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje