Libijska układanka: Daesh coraz silniejszy

„Mamy dwie możliwości. Albo zdecydowanie wystąpimy przeciwko łamiącym prawo brygadom, co skończy się dla Libijczyków konfrontacją zbrojną, której nie chcemy, albo dojdzie do trwałych podziałów, których skutkiem będzie wojna domowa.

Jeśli nie ma bezpieczeństwa, nie będzie praworządności, rozwoju ani wyborów" - stwierdził premier legalnego rządu Libii Abdullah al-Thani. Chaos i bezprawie sprzyjają ekspansji Daesh, które kontroluje już część brzegu Morza Śródziemnego. W analizie dla Defence24.pl dr Magdalena El Ghamari przedstawia jest rozkład sił ugrupowań zbrojnych w poszczególnych regionach kraju.

Reklama

W Libii dochodzi do wojny wszystkich przeciwko wszystkim o władzę, ropę i miliardy Kaddafiego, władzę w poszczególnych miastach, dostęp do usług... Każdej nocy w stolicy Libii słychać strzały. Trypolis podzieliły między siebie uzbrojone milicje. Bojownicy konfiskują domy, dręczą tysiące ludzi w więzieniach, porywają z ulic kobiety i grożą, że nie odejdą, dopóki nie dostaną miliardów z zagranicznych kont Kaddafiego.

Ale nad krajem nie krąży już nawet widmo wojny domowej, ona już tam jest od dawna. Trwa walka o przetrwanie, o każdy dzień. Libia wydobywa obecnie 350 tys. baryłek ropy dziennie, z czego większość konsumują miejscowe rafinerie. Przed upadkiem Muammara Kaddafiego w 2011 r. wydobycie wynosiło 1,6 mln baryłek, a jeszcze na początku grudnia 2014 - 800 tys.

Te liczby dobrze obrazują proces stopniowego zanikania państwa libijskiego. Od trzech lat nie ma tam rządu z prawdziwego zdarzenia, armii ani policji. Milicje, które z pomocą Zachodu obaliły dyktatora, z miejsca zaczęły rozrywać Libię między siebie, niezdolne ani do wycofania się do swych macierzystych miast, ani do powołania wspólnej administracji i sił zbrojnych.

W Tobruku, urzęduje formalnie wybrany nowy libijski parlament, którego władza obowiazuje tylko tam, a jego  kompetencje ograniczają się w praktyce tylko do świecących pustkami posiedzeń parlamentu, bez realnego przełożenia na jakiekolwiek inicjatywy w państwie. W Trypolisie gmach parlamentu okupują osoby pozostałe po zdominowanym dziś przez islamistów Kongresie Narodowym. Ulokowały się one tam ponownie w następstwie opanowania Trypolisu przez milicję dżihadystów.

Członkowie Kongresu chcieli utworzenia w Trypolisie kolejnego "rządu ocalenia narodowego", który rzuciłby wyzwanie rządowi w Tobruku. Każda ze stron ma w tym wyścigu coś, czego ta druga nie ma. Ci z Tobruku mają za sobą wyborczą legitymację, nawet jeśli zdobytą przy mikrej frekwencji zaledwie 600 000 wyborców, jacy odważyli się pójść wtedy w Libii do urn. Z legitymacji tej wynika przynajmniej formalne, międzynarodowe uznanie rządu. Grupa z Trypolisu szczyci się natomiast tym, że ma faktyczną władzę nad stolicą, jak i nad sporym kawałkiem libijskiego  terytorium, stwierdzając "Może i oni mają parlament, ale my mamy ziemię".  

Zwiększona aktywność bojowników w rejonie Libii wymaga przyjrzenia się temu, co się dzieje w kraju.

Bojówki Al-Kaidy w Libii funkcjonują pod nazwą Ansar Al-Sharia, czyli Zwolennicy Prawa Koranicznego. Jest to islamistyczne ugrupowanie bojowe działające w kilku państwach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Grupa ta powstała w trakcie przetaczania się Arabskiej Wiosny przez kraje regionu MENA. Ugrupowanie opowiada się za wprowadzeniem prawa szariatu na terenach państw w których działa. Ansar Al-Sharia powstała podczas wojny domowej w Libii w 2011, a jej znaczenie wzrosło po śmierci pułkownika al-Kadafiego. Ugrupowanie złożone z salafitów dało o sobie znać podczas kończącej wojnę domową bitwy o Syrtę. Radykałowie po wojnie szczególnie aktywni byli na wschodzie Libii.

Trypolis. Główną siłą bezpieczeństwa w Trypolisie są siły Rady - czyli Siły Specjalne Szybkiego Odstraszania. Działają one jako niezależne organizacje paramilitarne i koncentrują się na zwalczaniu przemytu narkotyków i wykonywaniu prac o charakterze policyjnym - będąc swego rodzaju dobrze uzbrojoną i zorganizowaną islamską służbą bezpieczeństwa. Organizują patrole, kontrole, aresztowania. Oddziały te są dobrze zdyscyplinowane. Jest to prawdopodobnie trzecia siła w mieście w zakresie uzbrojenia, zaś czwarta pod względem wielkości, po siłach Haithem Tajouri, Nawasi, Rada i Abu Salim. Wszystkie te cztery formacje są nazywane milicjami, a funkcjonują formalnie dla zabezpieczenia interesów rządu wewnątrz miasta. Ich kompetencje ograniczają się głównie do południowo-wschodniej części Trypolisu, gdzie mają swoje oddziały, a większość swoich sił: centrum Trypolisu, Soug Al Ain Zara, Jouma itp.

Jednakże  w Trypolisie obecnie działa ok. 100 różnych milicji, które liczą ponad 30 tys. bojowników. Milicja z Zintan ma siedem brygad, po 150 ludzi każda. Jeszcze silniejsza jest milicja z Misraty, dysponująca ciężkim uzbrojeniem, w skład którego wchodzą nie tylko karabiny maszynowe zainstalowane na platformach samochodów, lecz także armaty przeciwlotnicze, moździerze, rakiety, a nawet czołgi.

Szef rady wojskowej Trypolisu Abdul Hakim Bil Hadż, były więzień Guantanamo, podporządkowany rządowi tymczasowemu (nielegalnemu), stoi na czele trzeciej pod względem liczebności milicji w mieście. Sprawuje również kontrolę nad głównym lotniskiem w Trypolisie. Bil - Hadż jest oskarżany o związki z Al-Kaidą, został aresztowany przez Amerykanów i wydany Kaddafiemu, spędził w więzieniu siedem lat. Niedawno przekształcił swoją partię w bractwo, które chce zdobyć władzę w kraju i wprowadzić szarijat. W Trypolisie rozgościli się także wojownicy berberyjscy, domagający się autonomii oraz Salafici (wspierający rząd libijski - red.), którymi dowodzi Abdurraouf Kara. Ugrupowania paramilitarne oraz bojówki islamskie działają w Trypolisie jak najemnicy, ale jednocześnie mają silne wpływy w parlamencie, przez co funkcjonuje opinia, że rząd w Trypolisie jest fundamentalistyczny i ma powiązania z terrorystami. Kilkukrotnie już miały miejsce zdarzenia jak terroryzowanie i wymuszanie pewnych decyzji tego parlamentu.

Musrata. W Musracie główną siłą są również bojówki Al.-Kaidy oraz milicje, które zaraz po obaleniu dyktatora przejęły magazyny i koszary wojskowe, przez co są bardzo dobrze uzbrojone. Milicie z Musraty pomagają bojówkom Madżlis Tfułłar Bengazi oraz Madżliss Tfułłar z Derny (islamskie bojówki parlamilitarne, niezależne od rządów w Trypolisie i Tobruku - red.).

Benghazi. Pomiędzy Trypolisem a Tobrukiem leży Benghazi, drugie co do wielkości miasto kraju i faktyczna stolica jego wschodniej części. W Benghazi prawie codziennie dochodzi do strzelaniny i z tygodnia na tydzień rośnie liczba morderstw politycznych. Ostatnio zabito tam dwóch liberalnych działaczy młodzieżowych, wybitnego miejscowego duchownego, a także kilku członków sił bezpieczeństwa.

W Benghazi można wyróżnić bojówki Madżlis Tfułłar Bengazi, sympatyzujące z Daesh. Ponadto w mieście działania prowadzi również wojsko libijskie pod dowództwem generała Heftara, które wraz z Salafitami walczy przeciwko bojówkom Madżlis Tfułłar Benghazi.

Wraz z Daesh walczą odziały Ansar Al-Sharia, jednak sojusz ten jest pozorny. Organizacje te maja wspólnego wroga: generała Heftara (dowódcę libijskiej armii), dlatego połlaczyły swoje wysiłki w tym mieście. Celem ich ataków jest zarówno armia libijska jak i salafici.

Syrta. W czerwcu 2014 roku dżihadyści z tzw. Państwa Islamskiego (IS/Daesh) opanowali w Libii również ważne portowe miasto Syrta. Syrta, to rodzinne miasto obalonego w 2011 roku dyktatora Muammara Kadafiego, leży ok. 360 km na wschód od Trypolisu. Jest ważnym portem naftowym.

Derna. Dalej na wschód leży miasto Derna, gdzie również można dostrzec niezwykle silne wpływy ekstremistów. Grupą wiodącą w Dernie jest Medżlis Tfułłar Derna oraz brygady Buslim, które walczą przeciwko Daesh w tym rejonie. Mimo iż wcześniej ich ugrupowania wiązał sojusz, to po zabiciu dwóch dowódców Nasera Al-Akyra oraz Salema Derbi, układ ten został przerwany. Ponadto w mieście działa Ansar Al-Sharia. Wojsko libijskie walczy tam zarówno z Daesh jak i Madżlis Tfułłąr Derna. W ostatnich dniach bojówki Daesh zostały wypędzone na południe Derny do miejscowości al-Fitajjah i Sahel Szarqi, skąd nie mają drogi ucieczki. Były próby mediacji, ale brygady Buslima kategorycznie zarządziły brak możliwości rozejmu.

Tobruk. Na wschód od Derny jest jeszcze jedno strategiczne miasto, jakim jest Tobruk - siedziba zaakceptowanego legalnego rządu libijskiego. To tam działa parlament libijski i tam są najsilniejsze wpływy armii libijskiej.

Rozdzieranie Libii na kawałki i walka o władzę dotyczy nie tylko samych Libijczyków. W każdym obozie są tam frakcje popierane z zewnątrz przez zwolenników i przeciwników politycznego islamu, głównie z Kataru, Egiptu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Kiedy Muhammad al-Mubaszir, przewodniczący libijskiej Rady Starszych, która jest mediatorem w rozlicznych konfliktach wewnętrznych, zrezygnował ostatnio ze swego urzędu, dał jasno wyraz swej frustracji słowami: "Zwaśnieni Libijczycy nas nie słuchają. Wolą słuchać zagranicy".

Armia generała Heftara czeka na dostawy uzbrojenia kupionego za miliony dolarów, w jednym z krajów byłego ZSRR. Mają to być samoloty, śmigłowce i systemy artyleryjskie, wyrzutnie rakiet, broń strzelecka i amunicja. Jest tajemnicą poliszynela, że władze w Tobruku dostają pomoc wojskową, a pewnie i finansową, z krajów regionu zwalczających islamistów: Egiptu, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Tymczasem rząd z Trypolisu z racji swych religijnych inklinacji ma ciche wsparcie Kataru i Turcji.

Należałoby pokrótce opisać, czego chcą poszczególne ugrupowania w rejonie Libii. Przede wszystkim Ansar Al-Sharia oczekuje wprowadzenia prawa szariatu na ternach pod swoim protektoratem. Daesh chce wprowadzenia Kalifatu. Według nieoficjalnych informacji bojówki są ciągle dozbrajane przez Turcję, a arabskie media donoszą o dostawach broni dla Asnar Al-Sharia z USA. Armia libijska poza przywróceniem porządku w libijskich miastach, żąda zniesienia embarga na zakup broni. Mimo oficjalnych odmów, otrzymuje wsparcie w postaci uzbrojenia od Egiptu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Arabii Saudyjskiej oraz Rosji - na razie na ograniczoną skalę.

Tak obecnie wygląda mozaika bojówek, milicji i organizacji paramilitarnych w Libii. Większość lokali usługowych zabita jest dyktą albo blachą, niektóre zostały spalone. Na murach widać graffiti, zaś na niegdyś czystych ulicach sterty śmieci, gruzu i wszechobecna pustka. Światła ruchu nie działają, fontanny są suche, ulice nie są sprzątane, infrastruktura nie działa, nigdzie nie można się dodzwonić, ani nic załatwić. Słychać tylko dalekie echa wystrzałów i śpiewy muezzinów nad miastem. Prawie wszystkie ambasady zamknięte, tak samo jak biura i oddziały banków.

Dr Magdalena El Ghamari




Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje