Londyn: Auto wjechało w tłum. Relacje świadków zdarzenia

"Po prostu wjechał w ludzi. Niektórzy lecieli kilka metrów" - mówi jeden ze świadków ataku w Londynie, do którego doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek, kiedy to auto wjechało w tłum ludzi wychodzących z meczetu. Jedna osoba nie żyje, kilka zostało rannych.

Ofiara śmiertelna ataku to starszy mężczyzna, który tuż po wyjściu z meczetu zemdlał. Gdy zaniepokojeni ludzie zebrali się przy nim, w tłum wjechała biała furgonetka.

Jeden ze świadków zdarzenia, cytowany przez BBC, mówił, że miał dużo szczęścia. Samochód jechał w jego stronę, ale zdążył zrobić krok w bok.

Reklama

"Byłem w szoku, w szoku, w szoku... Wszędzie wokół mnie były ciała" - opowiadał w rozmowie z BBC. "Dzięki Bogu zszedłem z drogi tego pojazdu. Zeskoczyłem. Pozostali zostali ranni..." - dodał.

"Po prostu wjechał w ludzi. Niektórzy z nich lecieli kilka metrów wzdłuż drogi" - powiedział z kolei Abdiqadir Warra, naoczny świadek, w rozmowie z AFP.

David Robinson dojechał na miejsce zdarzenia chwilę po ataku. "Widzieliśmy mnóstwo ludzi, którzy krzyczeli, a także wielu rannych" - dodawał.

Inny świadek wskazywał: "Tam stał biały van. Gdy ludzie skończyli się modlić w meczecie - ruszył. Wyglądało to tak, jakby chciał w nich celowo uderzyć".

"Słyszeliśmy krzyki. Potem ludzie wrzeszczeli i płakali" - dodał jeszcze inny świadek.

Świadkowie zapamiętali 48-letniego kierowcę, który jest już w rękach policji. Jedni mówili, że podczas zdarzenia miał się uśmiechać, a inni, że krzyczał "chcę zabić wszystkich muzułmanów".

Zresztą kierowcę zatrzymali sami świadkowie zdarzenia. Wydawało się, że może zostać zlinczowany, ale ludzie oddali go policji.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje