Reklama

Reklama

Luksemburg nie boi się "taniej siły roboczej" ze Wschodu

Zamknięcie unijnego rynku pracy przed obywatelami z państw Europy Wschodniej na siedem lat to zbyt długo - uważa premier Luksemburga Jean-Claude Juncker. Takich ograniczeń domagają się między innymi niemiecki rząd oraz tamtejsi związkowcy.

Wczoraj Komisja Europejska oficjalnie zaproponowała Polsce siedmioletni okres przejściowy na zakup polskiej ziemi przez cudzoziemców po wejściu naszego kraju do UE. Według obserwatorów, taka propozycja ma być częścią transakcji wiązanej czyli wymianę ziemię za pracę.

Reklama

Tymczasem dla szefa luksemburskiego rządu lęk przed napływem taniej siły roboczej z Europy Wschodniej jest przesadny. W wywiadzie dla jednej z niemieckich rozgłośni radiowych Jean-Claude Juncker nazwał obawy przed masową migracją zarobkową "grubą przesadą".

Jego zdaniem wystarczający byłby dwuletni okres przejściowy. Gdyby okazało się, że na terenach przygranicznych lawinowo wzrasta liczba pracowników ze Wschodu, wówczas można by wprowadzić dodatkowe ograniczenia - dodał Juncker.

Z unijnych propozycji, które oficjalnie przedstawiła wczoraj Komisja Europejska, wynika że tylko przez siedem lat po wejściu do UE Polska będzie mogła chronić swoją ziemię rolną i lasy przed zakupem jej przez cudzoziemców. Zakup działek rekreacyjnych w Polsce byłby objęty 5-letnim zakazem.

Rzecznik Komisji Europejskiej Jean Christothe Filori przyznał pośrednio, że istnieje zbieżność między restrykcjami na pracę i na ziemię. Przyznał, że owe restrykcje dotyczą jednolitego rynku, mają charakter psychologiczno - polityczny i związane są z problemem niskiej siły nabywczej w krajach kandydujących. Nie potwierdził jednak dosłownie, że chodzi o wymianę "coś za coś".

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: Komisja Europejska | jean | juncker | Luksemburg | Jean Claude Juncker

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy